Polityczny plankton w natarciu

Małe partie są złośliwie nazywane planktonem politycznym. Zdjęcie ze strony dokumentującej życie prawdziwego morskiego planktonu www.planktonchronicles.org

Opłakują koreańskiego przywódcę Kim Dzong Ila, chcą uczynić z Polski drugą Szwajcarię, wierzą w jedność Słowian i ciepło wspominają Gierka – w ten sposób działają niewielkie partie w Polsce, zwane ironicznie politycznym planktonem. Na szczęście żadna z nich nie robi tego wszystkiego naraz. Jednak wymienienie jednym ciągiem elementów programów kilku z nich to dostateczny dowód na to, że scena polityczna w Polsce jest dużo bogatsza, niż wynikałoby to z czołówek serwisów informacyjnych.

W przekazach medialnych dominującą rolę odgrywa sześć ugrupowań, które mają większość posłów w Sejmie. Trochę to ograniczony wybór, zważając na fakt, że w rejestrze partii politycznych widnieją obecnie 83 pozycje. Są wśród nich twory o tak egzotycznych nazwach, jak Sztandar Matki Boskiej Licheńskiej Bolesnej Królowej Polski albo Partia Kierowców–Bezprawiu Stop. Jakie szanse ma polityczny plankton? Zdaniem politologów niewielkie. Jednak małym partiom warto się przyjrzeć, bo w czasie kryzysu wszystko się może zdarzyć.

Bój z marianami o sztandar

„Czego dusza chce ode mnie o tej porze?” – wiadomość o takim brzmieniu nagrał w swojej skrzynce głosowej Edward Bezner, założyciel i przewodniczący Sztandaru Matki Boskiej Licheńskiej Bolesnej Królowej Polski. Gdy próbujemy się do niego dodzwonić, najczęściej nadziewamy się na to właśnie nagranie. Gdy już w końcu odbiera, mówi nam, że na rozmowy o swojej partii nie ma czasu.

O założycielu tej najdziwniejszej obecnie partii w Polsce wiadomo jednak stosunkowo dużo, bo choć nie zasłynął z polityki, zyskał w Bytomiu lokalną sławę jako jasnowidz. Założył nawet parapsychologiczne studium pomaturalne, które miało studentom pomóc „osiągnąć życie wieczne”. Zajmował się też produkcją druciaków kuchennych i wydał książkę na temat zdrowego odżywiania.

Wczytując się w program ugrupowania, można się przekonać, że nazwa jest myląca, bo partia głosi w praktyce poglądy antyklerykalne. Zresztą Edward Bezner toczył długoletni bój o zarejestrowanie partii z księżmi marianami, opiekującymi się sanktuarium w Licheniu. Partia praktycznie nie działa, bo jak Bezner przyznał kiedyś w jedynym z wywiadów, brakuje mu trzech rzeczy: „pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy”.

O wiele więcej czasu na rozmowę z portalem tvp.info ma Zbigniew Leśniowski, szef Partii Kierowców-Bezprawiu Stop. – Trzeba będzie chyba zwijać ten interes, sam przecież do siebie odezw nie będę pisał – wyjaśnia, gdy pytamy go o najbliższe plany ugrupowania.

Zbigniew Leśniowski opowiada, że partia miała głównie skupiać zawodowych kierowców, którzy „są w Polsce dyskryminowani”, ale szybko okazało się, że do działalności partyjnej się nie garną. – Sam jako kierowca jeżdżę po Polsce i zagranicą. Rozdałem 2,5 tys. ulotek. I co? Nic. Żadnego telefonu. Ostatnio, jak płynąłem promem do Szwecji, to jeden taki gość zaczął mi się żalić, że dostaje wypłaty z trzymiesięcznym opóźnieniem. To ja mu mówię: jest taka partia, zapisz się, działaj. A on na to, że nic to nie da. Tacy już oni są. Tylko stoją grupkami i narzekają – opowiada lider Partii Kierowców.

Gierek, Stalin i płacz po Kim Dzong Ilu

Na liście polskich ugrupowań najmłodsza jest Partia Emerytów Rencistów Rzeczpospolitej Polskiej. Jej pozycja na liście to 83, ale numer ewidencyjny ma dużo wyższy – 325. Oznacza to, że partii było w Polsce o wiele więcej, ale większość z nich wymarło. Rzeczywiście, nie działają już słynne przed laty Partia Posiadaczy Magnetowidów czy Kongres Eskimosów Polskich. Największym osiągnięciem niewielkich partii jest zazwyczaj tylko rejestracja, choć Kongres Eskimosów starał się też swego czasu o wysoką rządową dotację, argumentując, że im mniejszość jest mniejsza, tym państwu bardziej powinno zależeć na jej utrzymaniu.

Mylą się jednak ci, którzy twierdzą, że niewielkie partie są kompletnie pozbawione aktywności. Przykładowo na zamieszaniu wokół prób ogłoszenia przez SLD roku 2013 rokiem Edwarda Gierka próbuje skorzystać jedyna w Polsce partia, oficjalnie posługująca się jego nazwiskiem: Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka. – Przewidujemy dużo imprez, które współorganizujemy ze Społecznym Ogólnopolskim Stowarzyszeniem im. Edwarda Gierka. Zaczynamy od konferencji 26 stycznia w Sosnowcu, potem jedziemy do Ustronia, Gdańska, Rzeszowa i Warszawy – wylicza prof. Paweł Bożyk, szef Ruchu Odrodzenia im. Gierka.

Prof. Bożyk mówi, że ze spuścizny Gierka powinniśmy czerpać garściami, a głosy krytyczne na jego temat nazywa „ujadaniem”. Zapewnia, że wie, co mówi, bo przez wiele lat był jego doradcą ekonomicznym. – Nie ma co narzekać na Gierka. Budowano mieszkania, otwarto granice, przyjeżdżali do Polski prezydencki amerykańscy, a sam Gierek był w Stanach witany jak prezydent, choć był tylko pierwszym sekretarzem – zaznacza.

Dużym szacunkiem komunistycznych przywódców darzy też Komunistyczna Partia Polski, również dosyć aktywna na tle innych niewielkich ugrupowań. Prężnie działa zwłaszcza jej młodzieżówka. Na jej stronie internetowej można znaleźć wiersze o Leninie, opracowania na temat marksizmu i fotogalerie z akcji składania kwiatów pod obeliskami upamiętniającymi tryumfy komunistycznych armii.

O członkach młodzieżówki KPP chwilowo zrobiło się głośno w grudniu 2011 roku, gdy portal tvp.info doniósł, że na swojej stronie internetowej opłakują zmarłego właśnie dyktatora Korei Północnej Kim Dzong Ila. Wysłali obszerne wyjaśnienia do naszej redakcji, w których wywodzili, że „wszystkie te »sensacyjne doniesienia« o rzekomym terrorze w Korei Północnej oparte są na zeznaniach nielicznej grupy osób, które współpracują z wywiadem Stanów Zjednoczonych”.

O młodzieżówce Komunistycznej Partii Polski zrobiło się głośno, gdy zamieściła na swojej stronie internetowej kondolencje po śmi
O młodzieżówce Komunistycznej Partii Polski zrobiło się głośno, gdy zamieściła na swojej stronie internetowej kondolencje po śmierci Kim Dzong Ila (Fot. Komsomol.pl)

Słowianie wszystkich krajów, łączcie się

Spoglądając na listę polskich partii, łatwo zauważyć, że nie brakuje tam ugrupowań o charakterze prawicowym, takich jak Stronnictwo Patriotyczne Polski i Polonii, Chrześcijańska Inicjatywa Społeczna albo Stronnictwo Narodowe im. Dmowskiego Romana. Przyglądając się im działaniu można jednak dojść do wniosku, że te lewicowe są nieco bardziej aktywne.

Czy niewielkie partie o oryginalnych czy wręcz kontrowersyjnych programach mają szanse wejścia do wielkiej polityki? W przeszłości już im się to udawało. Najsłynniejszym przykładem jest Polska Partia Przyjaciół Piwa, która w 1991 roku wprowadziła do Sejmu 16 posłów, jednak szybko rozpadła się na dwie frakcje: Duże Piwo i Małe Piwo.

W wyborach w 1991 roku nie obowiązywał jeszcze pięcioprocentowy próg wyborczy. Jednak marginalnym partiom sukcesy przytrafiały się nawet po jego wprowadzeniu. Pod warunkiem, że weszły w sojusz z większym koalicjantem. Najświeższym przykładem jest sukces Racji Polskiej Lewicy, która dzięki współpracy z Ruchem Palikota ma w Sejmie dwóch posłów, z czego jeden jest jej formalnym członkiem, a drugi honorowym.

Partia powstała w 2002 roku i jej głównym celem jest walka o rozdział państwa od Kościoła. Zresztą przez wiele lat miała słowo „antyklerykalna” w nazwie. – Zrezygnowaliśmy z tego członu, bo z jego powodu wiele problemów robili nam urzędnicy. Niestety, gdy nazwę zmieniliśmy, część członków odeszło – wspomina sekretarz generalny partii Dariusz Lekki.

Prof. Paweł Bożyk z Ruchu im. Gierka w wyborach do Senatu w 2005 roku dostał aż 102 tys. głosów i niewiele brakowało, by jego partia miała przewodniczącego z parlamencie. Z kolei inna z niewielkich partii Związek Słowiański ma obecnie dwóch radnych. – To wcale nie tak zły wynik, zważając na fakt, że też tylu wprowadziła ostatnio o wiele bardziej znana Liga Polskich Rodzin – mówi szef Związku Słowiańskiego Włodzimierz Rynkowski.

Jego partia powstała na bazie sprzeciwu wobec interwencji wojsk NATO w Jugosławii w 1999 roku. Członkowie partii są przekonani, że Polska nie powinna wchodzić w sojusze z tak odległymi państwami, jak Stany Zjednoczone, ale narodami słowiańskimi, bliskimi nam nie tylko geograficznie, ale i mentalnie. – Jako Słowianie nie mamy się czego wstydzić. Mamy jedną z najstarszych grup językowych w Europie i wcale nie mniejsze osiągnięcia niż Romanie i Germanie – zachwala Rynkowski.

– Jako Słowianie nie mamy się czego wstydzić. Mamy jedną z najstarszych grup językowych w Europie i wcale nie mniejsze osiągnięcia niż Romanie i Germanie – zachwala szef Związku Słowiańskiego Włodzimierz Rynkowski.

Głos wołającego na puszczy

Zdaniem politologa dr. Wojciecha Jabłońskiego, działalność najmniejszych partii w Polsce ograniczona jest zazwyczaj z prozaicznej przyczyny: braku środków finansowych. – Głos niewielkich partii, jakkolwiek tworzą one szeroką gamę, jest głosem wołającego na puszczy. O większości z nich mało kto w ogóle słyszał, nie mają szans przebić się do głównego obiegu, bo po prostu nie mają pieniędzy – tłumaczy.

Adam Kotucha, szef Demokracji Bezpośredniej, drugiego po Partii Emerytów i Rencistów RP najmłodszego ugrupowania w Polsce uważa jednak, że jeśli idea okaże się wystarczająco zaraźliwa, małej partii może udać się przebić, nawet bez odpowiedniego finansowania. – Partie przyszłości będą nastawione na konkretny cel. My też tak działamy. Gdy go osiągniemy, po prostu się rozwiążemy – tłumaczy.

Jego partia chce, by w Polsce, podobnie jak w Szwajcarii, zwiększył się udział obywateli w rządzeniu krajem. Proponują, by najbardziej kluczowe kwestie były rozstrzygane w formie referendów, a politycy mogli być odwołani ze swojej funkcji w trakcie kadencji. Mimo krótkiego okresu działania, informacje o partii Kotuchy zdążyły już trafić do największych portali informacyjnych. Członkowie partii aktywnie działają w Internecie i wydają nawet partyjną gazetkę „DBeściak”.

Ich najnowszym pomysłem jest złożony w połowie stycznia „pierwszy w historii pozew obywateli przeciwko Sejmowi RP”. Chcą symbolicznej złotówki za to, że w ubiegłym roku parlament odrzucił obywatelski wniosek o ogłoszenie referendum w sprawie wieku emerytalnego. Ich zdaniem, odrzucenie przez Sejm wniosku, pod którym podpisało się 1,5 miliona obywateli, „czyni z nas niewolników we własnym kraju”.

– Wiktor Hugo zwykł mawiać, że „nie ma na świecie nic równie potężnego jak pomysł, którego czas właśnie nadszedł” – przypomina Adam Kotucha.

Wiktor Hugo był zadeklarowanym reformatorem. Sprzeciwiał się karze śmierci, był zwolennikiem większych zabezpieczeń socjalnych, a nawet orędownikiem integracji europejskiej. W XIX niektóre jego poglądy mogły wydawać się dziwaczne, po latach zostały jednak zrealizowane. Więc kto wie? Może w programach niektórych planktonowych partii też kryje się to „coś”?

Wiktor Ferfecki

Szef Demokracji Bezpośredniej Adam Kotucha uważa, że Polacy powinni mieć większe możliwości decydowania o losach swojego kraju (
Szef Demokracji Bezpośredniej Adam Kotucha uważa, że Polacy powinni mieć większe możliwości decydowania o losach swojego kraju (Fot. PAP/Leszek Szymański)

Zobacz więcej