Ostateczny szturm algierskiej armii

Z Algierii wciąż napływają sprzeczne informacje na temat cudzoziemskich zakładników. (fot. PAP/EPA/STR)

Algierskie siły specjalne przypuściły po południu ostateczny szturm na rafinerię gazu w kompleksie In Amenas, gdzie islamiści przetrzymywali zakładników. Wojsko jest już na terenie rafinerii, usuwa miny. Tymczasem algierski rząd podał wstępny bilans czterodniowej akcji.

Dwudziestu trzech zakładników i trzydziestu dwóch porywaczy poniosło śmierć.

Algierskim siłom specjalnym z rąk rebeliantów udało się uwolnić 685 algierskich i 107 zagranicznych pracowników.

W dzisiejszym szturmie zabito 11 porywaczy; na miejscu znaleziono ciała siedmiu cudzoziemców.

Według gazety „El Watan” islamiści zabili w sobotę trzech Belgów, dwóch Amerykanów, Brytyjczyka i Japończyka. „El Watan” informował też, że zginęli wszyscy porywacze.

Ciągle napływają sprzeczne informacje

Wcześniej w sobotę źródła algierskie informowały, że na terenie kompleksu gazowego algierskie siły specjalne natrafiły na 15 spalonych ciał. Nie ma informacji na temat tożsamości tych ludzi. Nie wiadomo też, w jakich okolicznościach zginęli.

Brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague poinformował tego dnia, że większość Brytyjczyków w In Amenas jest już bezpiecznych.

Przez cały czas trwania kryzysu z Algierii napływały na ten temat rozbieżne informacje.

Armia algierska broni swoich działań

AP pisze, że reakcja Algierii na kryzys z zakładnikami była „typowa dla historii konfrontacji tego kraju z terrorystami”, tzn. że przedłożono operację wojskową nad negocjacje, co „wywołało protesty krajów, niepokojących się o swoich obywateli”.

Armia algierska broniła w sobotę swego postępowania. Gazety przytoczyły wypowiedź niewymienionego z nazwiska rzecznika sił zbrojnych, który podkreślał, że operacja w In Amenas była „odpowiedzią na decyzję terrorystów, którzy chcieli zabić wszystkich zakładników”. Kiedy rozpoczął się kryzys, władze Algierii zapowiadały, że nie będą negocjować z islamistami.

Prezydent Francji Francois Hollande oświadczył w sobotę, że podejście Algierii do kryzysu z zakładnikami w kompleksie gazowym było najbardziej odpowiednie.

– Nie dysponujemy jeszcze wszystkimi szczegółami, ale kiedy tak wielu ludzi zostaje zakładnikami zdeterminowanych terrorystów, gotowych zabić tych zakładników – a tak właśnie było – podejście Algierii, tak jak ja to widzę, jest najsłuszniejsze, ponieważ nie mogło być negocjacji – powiedział Hollande.

Terroryści mszczą się za operację w Mali?

Islamiści zaatakowali kompleks gazowy w środę rano, biorąc zakładników. W czwartek śmigłowce algierskie otworzyły ogień do konwoju z porywaczami i zakładnikami. Porywacze twierdzili, że tylko w tamtym ataku zginęło 35 zakładników i 15 bojowników.

Utrzymywali, że atak na kompleks gazowy w Algierii miał zmusić Francję do przerwania operacji militarnej przeciwko islamistom w Mali. Jednak – jak podkreśla Reuters – niektórzy przedstawiciele władz USA i państw europejskich wskazują, iż przygotowania do tego ataku, przeprowadzonego kilka dni po rozpoczęciu przez Francję interwencji w Mali, musiały prawdopodobnie zająć znacznie więcej czasu.

Jeden z mauretańskich portali internetowych poinformował, powołując się na członka grupy o nazwie Zamaskowana Brygada, która zaatakowała algierski kompleks gazowy, że akcja była przygotowywana przez dwa miesiące i że Algierię wybrano jako cel, ponieważ oczekiwano, iż kraj ten poprze międzynarodowe starania o wyeliminowanie ekstremistów, którzy przejęli kontrolę nad północnym Mali.

Mauretańskie media poinformowały, że na czele Zamaskowanej Brygady stał „weteran z Nigru” Abdul Rahman al-Nigeri, związany z przywódcą tej grupy Mochtarem Belmochtarem, weteranem walk w Afganistanie w latach 80., mającym obecnie bliskie kontakty z Al-Kaidą Islamskiego Maghrebu. Reuters pisze, że – jak się wydaje – Belmochtar nie uczestniczył osobiście w ataku na In Amenas.

źródło:

Zobacz więcej