„Drakula” z „Pruszkowa” nie pił krwi swoich ofiar. Wysysał za to pieniądze z przejętych siłą pomorskich firm dzierżawiących automaty do gier. Dariusz Araźny może się poszczycić mianem najdłużej poszukiwanego członka gangu pruszkowskiego. „Drakula” z „Pruszkowa” nie pił krwi swoich ofiar. Wysysał za to pieniądze z przejętych siłą pomorskich firm dzierżawiących automaty do gier. Dariusz Araźny może się poszczycić mianem najdłużej poszukiwanego członka gangu pruszkowskiego. Na zdjęciu z wystawionego ponad sześć lat temu listu gończego Dariusz Araźny ps. Drakula vel „Wieża” wygląda dość poczciwie. Nic bardziej mylnego. Jak mówią policjanci, którzy mieli z nim do czynienia Araźny jest niebezpiecznym gangsterem. Zdaniem prokuratury to on w latach 2000-2002 jako rezydent mafii pruszkowskiej przejmował siłą firmy dzierżawiące automaty do gier. Wcześniej odpowiadał za regularne pobieranie „podatku”, czyli haraczu od tych spółek. Na atomach „Pruszków” zarobił miliony zł. <BR><BR><b>Znajomi z siłowni</b> <BR><BR>W kronikach policyjnych „Drakula” pojawił się dosyć późno, bo dopiero w 1997 r. 21 listopada tegoż roku Araźny razem z Adamem G., ćwiczyli razem na siłowni przy ul. Wysockiego na warszawskiej Pradze. Kiedy skończyli, zostali otoczeni przez czterech napastników uzbrojonych w noże. Zanim początkujący gangsterzy zdążyli zareagować błysnęły ostrza. Adam G. zginął. „Drakula” wyszedł z zamachu cało. <BR><BR>Zdaniem policji, wówczas Araźny należał do grupy Zbigniewa W. ps. Zbytek, jednej z liczących się postaci gangu pruszkowskiego. „Drakula” trzymał się z przede wszystkim z kulturystami. Był człowiekiem do zadań specjalnych. Pseudonim zawdzięczał wyglądowi - nie był zbyt urodziwy. <BR><BR>Siłownia, na której spędzał większość wolnego czasu, odmieniła jego los. Tam poznał większość osób z półświatka. Araźny trzymał się dwóch przyjaciół: Mariusza P. oraz Michała P. Pierwszy, inteligentny przestępca mający dobre kontakty z hersztami „Pruszkowa”, wykorzystywał w swoich interesach mięśnie „Drakuli”. Drugi - był wspólnikiem Araźnego. Jak twierdzili policjanci, Araźny był prawdziwym przyjacielem P. W 1996 r. wraz z kilkoma przyjaciółmi wpłacili poręczenie majątkowe, aby kompan opuścił areszt. Dwa lata później „Drakula” regularnie odwiedzał przyjaciela w więzieniu, do którego P. trafił jako podejrzany o zabicie Wiesława Niewiadomskiego ps. Wariat. <BR><BR>Ich przyjaźń się jednak skończyła. 3 września Michał P. został zastrzelony, gdy wychodził z ulubionej dyskoteki pruszkowskich żołnierzy. Dostał osiem kul wystrzelonych prawdopodobnie przez killerów z gangu braci Niewiadomskich. Zamach był zemstą za wcześniejsze zabicie „Wariata”. <BR><BR><b>Chcieli zabić przez pomyłkę?</b> <BR><BR>W nowe stulecie Araźny wszedł już jako liczący się w półświatku członek „Pruszkowa”. Policjanci nazywali go sierżantem gangu. W nocy z 18 na 19 maja 2001 r. gangster cudem wyszedł z kolejnego zamachu. Kiedy wsiadł z zakupami do mercedesa klasy E (jak twierdził było to służbowe auto sklepu meblowego, w którym pracował) podszedł do niego zamaskowany mężczyzna i zaczął strzelać. <BR><BR>Policjantom powiedział, że po postrzale pojechał do szpitala wojskowego przy ul. Szaserów, ponieważ wiedział, że tam leczą takie rany. – Odsługiwałem tam wojsko – stwierdził Araźny – Nie wiem, dlaczego zostałem postrzelony. To musiała być jakaś pomyłka. Nie jestem nikomu nic winien i nie mam żadnych zatargów. Nie jestem zainteresowany śledztwem – powiedział policjantom.W policyjnych raportach gangster figurował wtedy jako członek gangu zajmującego się kradzieżami samochodów, handlem narkotykami i zbieraniem haraczów od właścicieli agencji towarzyskich. On sam twierdził, że nie ma nic wspólnego z półświatkiem. <BR><BR>„Drakula” szybko doszedł do siebie. W tym czasie razem ze swoim przełożonym Robertem F. ps. Franek oraz Ludwikiem M. ps. Ludwik ściągał już haracze z działających na Pomorzu i Śląsku firm dzierżawiących automaty. Pruszkowska mafia pobierała od takich spółek 50 tys. z… haraczu miesięcznie. <BR><BR><b>Gangsterzy przejmują automaty</b> <BR><BR>W kwietniu 2002 r. do siedziby sopockiej spółki, należącej do obywatela Holandii wkroczył „Ludwik” wraz z „Drakulą” i kilkoma silnorękimi. Napastnicy oznajmili, że od tego dnia to oni są właścicielami spółki. Bez żenady zabrali, co cenniejsze rzeczy z firmy, samochody, 300 tys. zł w gotówce oraz 700 automatów. Siłowe przejęcie poświadczyli notarialnie, a Araźny został większościowym udziałowcem w spółce, której prezesem został podstawiony przez gang figurant. W podobny sposób mafia przejęła firmy automatowe w Słupsku i na Śląsku. <BR><BR>Prawowitych właścicieli zmuszono do ucieczki z Polski. – Zastraszono ich grożąc śmiercią, w przypadku gdyby przeszkadzali gangsterom. Na szczęście jeden z biznesmenów zdecydował się na współprace z wymiarem sprawiedliwości i dzięki temu rozbiliśmy tę grupę. W ciągu kilku lat wpadły wszystkie osoby związane z przejęciem kilku tysięcy automatów. Na wolności pozostał tylko „Drakula” – mówi mł. insp. Sebastian Michalkiewicz, który w gdańskim CBŚ zajmował się sprawą automatów. <BR><BR>Od 2003 r. los „Drakuli” jest nieznany. Według jednych źródeł może ukrywać się w Niemczech lub opuścił już Europę. Inni podejrzewają, że skoro przez sześć lat nie dał znaku życia, to najprawdopodobniej został zamordowany. Zbyt wiele bowiem wiedział o operacjach „Pruszkowa”. <BR><BR><b>Rafał Pasztelański</b> <BR><BR>