Michał O. strzelał do przypadkowych osób na Rynku Głównym. W sześciu krakowskich szpitalach leczeni są ranni w sobotnim zamachu na Rynku Głównym. Wśród pacjentów jest sprawca, Michał O., którego przed dokonaniem jeszcze bardziej dramatycznego ataku powstrzymali policjanci. Sami funkcjonariusze również zostali ranni. Jeden z nich nadal jest w śpiączce. W sobotę ok godz. 15:00 zamaskowany 24-latek wjechał samochodem Rynek Główny w Krakowie i otworzył ogień do przypadkowych osób. Sprawca został zatrzymany po wymianie ognia z policją w rejonie skrzyżowania ulic Dietla i Stradomskiej.Ranni podczas akcji zostali dwa policjanci. To starsi posterunkowi – Jakub Kulik i Artur Morański. Stan obu nadal jest ciężki. Jeden z mundurowych został już wybudzony, natomiast drugi pozostaje w stanie śpiączki. – To są nasi bohaterowie. Mając na uwadze to, ile broni jeszcze znajdowało się w samochodzie sprawcy, gdyby nie sprawna i ofiarna interwencja tych dwóch młodych chłopaków, liczba ofiar mogłaby być znacząco większa – przyznał wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar.Stan większości rannych stabilny. Jeden z policjantów nadal jest w śpiączceOprócz policjantów rannych zostało 14 osób. W sumie poszkodowani to 11 Polaków oraz pięciu obcokrajowców. W 14 przypadkach – jak przyznał wojewoda – stan pacjentów jest już określany jako stabilny, a w jednym – ciężki.CZYTAJ TEŻ: Rynek Główny w Krakowie znów zostanie zamknięty. Policja ujawnia powód– Jedna z osób, która przebywa w szpitalu, pozostaje w stanie krytycznym i to jest sprawca tego zdarzenia. Był kilkukrotnie operowany jeszcze w nocy w jednym z krakowskich szpitali. W tym momencie jego stan określany jest jako krytyczny – dodał Klęczar.W zamachu w Krakowie zginęło czworo Polaków i dwoje obcokrajowcówW zamachu na krakowskim rynku zginęło sześć osób, w tym czworo Polaków: 61-latka, 47-latka, 53-latka i ok. 50-letni mężczyzna. Wśród ofiar śmiertelnych są także obcokrajowcy – 32-letni Brytyjczyk i 51-letnia kobieta niebędąca obywatelką Polski. Tuż po ataku na numer alarmowy spłynęło prawie 40 zgłoszeń. Jak przyznał wojewoda, jako pierwsza, po niespełna dwóch minutach, na miejscu zjawiła się Straż Miejska. Kilkadziesiąt sekund później na miejsce zamachu dotarli policjanci. Przypadkowi przechodnie pomagali w ratowaniu poszkodowanych na rynkuDo akcji wysłano 24 jednostki straży pożarnej i 30 policyjnych załóg. W sumie w operacji brało udział ponad 1 tys. 100 funkcjonariuszy. Rannym pomagały jednak nie tylko służby. – Na miejscu także osoby, które tam przebywały, włączyły się w udzielanie pierwszej pomocy. Między innymi było to dwóch profesorów, dwóch pracowników Szpitala Uniwersyteckiego – przekazał wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar.CZYTAJ TEŻ: Policja ustaliła tożsamość ofiar z domu zamachowca