Usłyszałem sześć, siedem strzałów. Sprawca przebiegł w tłumie uciekających ludzi i ruszył w kierunku Wawelu. Wtedy padły kolejne strzały – tak relacjonował w TVP Info strzelaninę w Krakowie Marek Szczepański, były negocjator policyjny, który był świadkiem dramatycznych zdarzeń. Usłyszałem sześć, siedem strzałów. Sprawca przebiegł w tłumie uciekających ludzi i ruszył w kierunku Wawelu. Wtedy padły kolejne strzały – tak relacjonował w TVP Info strzelaninę w Krakowie Marek Szczepański, były negocjator policyjny, który był świadkiem dramatycznych zdarzeń. W momencie strzelaniny na Rynku Głównym w Krakowie były rzesze ludzi, w tym turyści. Około godziny 15:00 mężczyzna jadący czarnym samochodem zaczął strzelać do ludzi. – To były najprawdopodobniej przypadkowe ofiary – mówił TVP Info kpt Hubert Ciepły, rzecznik małopolskiej straży pożarnej. Kwadrans po godz. 15:00 wiadomo było o co najmniej dwóch osobach zabitych i ośmiu rannych. Liczba ofiar jednak drastycznie wzrosła. Jednym ze świadków dramatycznych wydarzeń był Marek Szczepański, ekspert ds. bezpieczeństwa i były negocjator policyjny. – Byłem na placu Wszystkich Świętych. W tym momencie usłyszałem strzały. Nie serię, ale pojedyncze. Trzy strzały. Najpierw nie widziałem sprawcy, ale potem zobaczyłem, że biegł ulicą Grodzką wśród ludzi uciekających z rynku – opowiadał Marek Szczepański. Sprawca ubrany był w stylu paramilitarnymŚwiadek krzyknął do ludzi, aby się chowali. Sam wybrał schronienie w tramwaju. – Bo jest najbardziej opancerzony. Ale okazało się, że jedna kula trafiła w tramwaj. Przebiła szybę obok motorniczego – dodał Szczepański. Ekspert dodał, że jego żona (również była policjantka) „zagarnęła” ludzi i skierowała ich do urzędu miejskiego. – Sprawca biegł w kierunku Wawelu. Miał na sobie ubranie w stylu militarnym. Łącznie oddał sześć, siedem strzałów. Ludzie uciekali i chowali się w bramy najbliższych budynków – wyjaśnił. Czytaj także: Strzelanina na Rynku w Krakowie. Policja zatrzymała sprawcę