Koniec zasady „zwycięzca bierze wszystko”? Hilary Clinton przegrała wybory z Donaldem Trumpem, choć zdobyła trzy miliony głosów więcej. Wszystko za sprawą głosów elektorskich i zasadą „zwycięzca bierze wszystko”. Demokraci po zwycięstwie w wyborach połówkowych mogą ten system zmienić. I mają na to spore szanse. System elektorski jest przestarzały i niesprawiedliwy – twierdzą Demokraci. Mają ku temu powody. W 2016 roku Donald Trump otrzymał blisko 3 miliony głosów mniej niż Hillary Clinton, zdobył jednak 304 mandaty elektorskie wobec 227 Clinton. CZYTAJ TAKŻE: Pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku, czyli system wyborczy w USAPrzegrali, ale wygrali. Tak dotąd działał system wyborczy w USAO zwycięstwie Trumpa przesądziła wygrana w trzech spośród stanów wahających się, z tak zwanego Pasa rdzy – Michigan, Pensylwania i Wisconsin, gdzie zdobył 46 mandatów elektorskich, wygrywając różnicą niespełna 78 tys. głosów (w tych trzech stanach łącznie).Także George W. Bush – również republikanin – przegrał w głosowaniu powszechnym w 2000 roku i mimo to wylądował w Białym Domu.Demokraci nie chcą dopuścić do tego, by taka sytuacja się powtórzyła, dlatego proponują zmianę prawa na poziomie stanowym. Sprawa jest prosta. Poszczególne stany zgadzają się przyznać wszystkie swoje głosy elektorskie zwycięzcy głosowania powszechnego w skali kraju. Koniec zasady „zwycięzca bierze wszystko”? I to bez zmian w konstytucjiGdy wystarczająca liczba stanów wyrazi zgodę – tj. wystarczająca liczba stanów z łączną liczbą co najmniej 270 głosów elektorskich – porozumienie wejdzie w życie, a kandydat, który zdobędzie najwięcej głosów w całym kraju, otrzyma wystarczającą liczbę głosów elektorskich, aby wygrać wybory prezydenckie w USA. Nie jest wymagana żadna poprawka do konstytucji, zgoda izb ani prezydenta.Zwolennicy ogólnokrajowego głosowania powszechnego twierdzą, że ich plan całkowicie zmieni sposób, w jaki kandydaci prowadzą kampanię prezydencką.Zamiast poświęcać cały swój czas, energię i zasoby na kilka kluczowych stanów, aspirujący przywódcy, musieliby teoretycznie zabiegać o poparcie wyborców, licząc na maksymalizację poparcia w całym kraju. ZOBACZ TAKŻE: Demokraci a Republikanie, czyli kto na kogo głosujePo zwycięstwie Demokratów ten scenariusz staje się możliwy. Republikańskich gubernatorów – nawet w stanach od dekad „czerwonych” – zastąpili Demokraci. Proces ruszył, ale Republikanie nie składają broniWedług „The Times” „ustawodawcy w kluczowych stanach poinformowali w czwartek, że rozpoczęli już w tym tygodniu rozmowy na temat wprowadzenia ustawodawstwa, które umożliwi im przyłączenie się do porozumienia (...) i mają nadzieję, że uda im się to osiągnąć przed rokiem 2028”.Republikanie są zdecydowanymi przeciwnikami tego – jak pokazała historia – korzystnego dla nich rozwiązania. Argumentują, że jest ono niezgodne z konstytucją i wymaga zgody Kongresu. W przeciwnym razie – twierdzą – byłby to „zamach na demokrację”.