Bronisław Komorowski w „Pytaniu dnia”. – Swego czego pójście na czele marszu narodowców było marzeniem Andrzeja Dudy, ale mu się to nie udało. Natomiast pan prezydent Nawrocki ma o wiele lepsze relacje i się tego nie wstydzi ze skrajnymi środowiskami prawicy. Ten marsz w tym roku będzie mieć szczególny charakter i rolę wyznaczoną przez liderów prawicy, a szczególnie przez prezydenta. Będzie odbywał się w kontekście sytuacji istniejącej wokół TK – mówił Bronisław Komorowski, były prezydent RP w „Pytaniu dnia”. Bronisław Komorowski został zapytany przez redaktorkę Aleksandrę Pawlicką o to, jak ocenia deklarację prezydenta Nawrockiego o obecności na marszu niepodległości w Warszawie 11 listopada. Były prezydent odparł, że „swego czego pójście na czele marszu narodowców było marzeniem Andrzeja Dudy, ale mu się to nie udało”.– Natomiast pan prezydent Nawrocki ma o wiele lepsze relacje i się tego nie wstydzi ze skrajnymi środowiskami prawicy. Ten marsz w tym roku będzie mieć szczególny charakter i rolę wyznaczoną przez liderów prawicy, a szczególnie przez prezydenta. Będzie odbywał się w kontekście sytuacji istniejącej wokół TK – zauważył gość „Pytania dnia”.Były prezydent odniósł się także do protestów pod Trybunałem Konstytucyjnym, które ocenił, jako „rekonsolidację prawicy”.– Rekonsolidacja nastąpiła począwszy od Mateusza Morawieckiego, a skończywszy na Grzegorzu Braunie. Czy to będzie mieć dalsze konsekwencje? Prawdopodobnie tak: hasła o jedności prawicy będą mocno wybrzmiewały w czasie tego marszu w dniu 11 listopada – uważa polityk.Zobacz także: Matecki uderzył działacza młodzieżówki PSL. Jest reakcja klubuSpotkanie Tusk-Nawrocki pod znakiem zapytaniaKomorowski został następnie zapytany o to, jak ocenia warunki postawione przez Kancelarię Prezydenta ws. spotkania szefa rządu i głowy państwa, czyli m.in. powrót zawieszonych sędziów i wycofanie policji sprzed budynku TK. Były prezydent zaczął od nawiązania do sytuacji podczas jawnej części Rady Bezpieczeństwa Narodowego, gdy Nawrocki ostro skrytykował szefa rządu, nie dając mu możliwości riposty.Zdaniem byłego prezydenta, „szef rządu wykazał się dużym wyczuciem”.– Wrócił do koncepcji „polityki miłości”, którą kiedyś uprawiał w stosunku do braci Kaczyńskich. Odróżnił się od prezydenta Nawrockiego tym, że jego wystąpienie było bardzo spokojne, merytoryczne i pełne sygnałów o gotowości do rozmowy (...). To (propozycja spotkania – przyp. red.) jest pomysł na zmniejszenie napięcia w obliczu kryzysu związanego z TK, a także zbliżającego się 11 listopada. Prawica zapowiedziała, że zgromadzi tam milion uczestników. Propozycja spotkania się z panem prezydentem to bardzo dobry gest – zaznaczył.Komorowski dodał, że propozycja spotkania jest „bardzo kłopotliwa dla pana prezydenta, stąd te wypowiedzi sugerujące, że raczej z tego spotkania nic nie będzie”.– A może prezydent chce odsunąć perspektywę tego spotkania na czas po manifestacji 11 listopada. Po to, żeby nie tylko zważyć swoją siłę, ale sprawdzić też, czy będzie to masowa demonstracja i czy robi to wrażenie na premierze i rządzie. Jeżeli przyjdzie 100-200 tysięcy, to zostanie to odczytane jako dowód słabości prawicy, albo na to, że kryzys wokół TK tak bardzo nie dotyka ludzi lub nie porusza ich wyobraźni – podkreślił gość „Pytania dnia”.Reset konstytucyjny według ludowcówByły prezydent odniósł się także do propozycji PSL, która zakłada przeprowadzenie resetu konstytucyjnego.– Można propozycje PSL ulokować koło propozycji pana premiera, żeby spotkać się z prezydentem. Służy to jako jeden ze sposobów na zmniejszenie napięcia politycznego. Pan premier zostawił pana prezydenta na polu agresji i ostrości wypowiedzi. W tę samą stronę zmierza propozycja PSL-u. Jest jeszcze drugi aspekt tej sprawy, czyli to, że PSL musi się odróżniać – od obu stron – jako ugrupowanie, które chce być partią środka sceny politycznej – uważa Komorowski.Zobacz też: Reset konstytucyjny według ludowców. Politycy oceniają projekt PSL