Trwa walka o głosy. Masowe protesty, dezinformacja i zbliżające się wybory – to tylko część francuskiego kryzysu politycznego. Od największych wystąpień minęły już trzy tygodnie, jednak sytuacja jest daleka od stabilizacji. W ostatni weekend zatrzymano 779 osób podczas protestów we Francji. W tym tygodniu miały miejsce kolejne wystąpienia: według danych MSW w czwartek znów na ulice wyszło ponad pół miliona osób. Natomiast w sobotę planowany jest następny masowy protest pod nazwą „akt IV” odwołujący się do czwartej sobotniej fali mobilizacji z rzędu. Świat przygląda się protestomProtesty we Francji ściągnęły uwagę całego świata przede wszystkim ze względu na ich masowy i w części gwałtowny charakter. Pierwsze demonstracje rozpoczęli w połowie września uczniowie szkół i studenci niezadowoleni z warunków w publicznej edukacji: od zbyt małego finansowania przez przepełnione klasy, do braków w kadrze nauczycielskiej. Uczniów wsparli nauczyciele i dyrektorowie szkół broniąc ich przed policją i popierając postulaty. Do protestów w edukacji szybko przyłączyły się związki zawodowe i ugrupowania lewicowe, które wskazują na problem rosnących kosztów życia. Główne problemy podnoszone przez demonstrantów to wysokie ceny paliwa, energii i pensje nienadążające za cenami. – Rząd premiera Sebastiena Lecornu jest krytykowany za zbyt późną reakcję na wystąpienia licealistów, których wystąpienia zaczęły się jeszcze we wrześniu. Teraz protesty licealistów stały się impulsem do szerszych protestów na tle socjalnym, co ważne – popieranych przez większość społeczeństwa – stwierdziła Anna Wróbel, korespondentka PAP we Francji w rozmowie z portalem TVP.Info. Czytaj więcej: Policja, drony, śmigłowce. Włochy i Francja szykują się na protestyFrancja: Jakie straty w zamieszkach? Przy okazji wielotysięcznych protestów doszło w niektórych miejscach – przede wszystkim w Paryżu i Marsylii – do zamieszek i grabieży części sklepów i punktów usługowych. Według ostrożnych szacunków Francuskiej Izby Przemysłowo-Handlowej straty przekroczyły już miliard euro. Podczas zamieszek doszło także do starć z policją i licznych zatrzymań. Brakuje jednolitych szacunków, ponieważ poszczególne departamenty podają dane tylko ze swoich regionów. Mimo to, zarówno liczba zatrzymanych, jak i liczba rannych policjantów jest bardzo wysoka i sięga już kilku tysięcy. W starciach z mundurowymi ucierpieli także demonstranci. Mimo wysokich strat sprawcy zamieszek stanowili wyraźną mniejszość uczestników protestów. Wskazują na to liczby: manifestowało 550–800 tys. osób, a w najbardziej gwałtownych dniach protestów: 17 i 24 października zatrzymano kolejno 2,6 tysięcy osób i 1,4 tysięcy osób. Nie jest to jednak dokładny miernik, bo nie każdy zatrzymany był sprawcą zamieszek, a część sprawców uniknęła zatrzymania. „Wszyscy staniemy razem przeciwko siewcom chaosu, którzy pragną jedynie obalić nasze instytucje i uniemożliwiają tym, którzy pokojowo wyrażają swoje roszczenia, zrobienia tego” – zapewnił prezydent Emmanuel Macron podczas największych protestów 17 października.Zobacz również: Ile osób wyszło na francuskie ulice? Związki swoje, państwo swojeFala dezinformacji nad Wisłą Protesty odbiły się także szerokim echem w Polsce, jednak z bardzo określoną polityczną narracją. W większości reakcji pominięto istotę protestów i skupiono się na marginesie demonstrujących odpowiedzialnym za zamieszki. Według raportu ośrodka analitycznego Res Futury, badającego nastroje społeczne w polskiej sieci, większość internautów przyczyn protestów dopatruje się w kwestiach migracyjnych. Aż 92 proc. komentarzy potępiło zamieszki i protestujących w dotychczas najbardziej gorącym okresie protestów 17 października. Według Res Futury dominującymi emocjami był strach, gniew lub drwina. Z kolei tylko 8 proc. pozytywnie oceniło protestujących. „Przyczyny, o które chodziło Francuzom, prawie zniknęły. Wśród wypowiedzi wskazujących powód zamieszek 41 proc. ma ramę etniczną lub religijną, 22 proc. ideologiczną (lewica, liberalizm), a socjalną tylko 18,5 proc.” – podkreśla Res Futura. Na tych emocjach grają między innymi politycy prawicy w Polsce, którzy krytykują protesty, sprowadzając je do sporu o migrację. Za ostrymi wypowiedziami poszły także zdjęcia i nagrania wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji. Dobitnym przykładem był post posła PiS Michała Wosia, który udostępnił zdjęcie starszej francuskiej pary, którą mieli obrabować – łącznie z ubraniami – migranci odpowiedzialni za zamieszki. Sytuacja jednak nigdy nie miała miejsca, zdjęcie zostało wygenerowane za pomocą AI. Anna Wróbel, korespondentka PAP we Francji, podkreśla, że „nagrania i zdjęcia w mediach społecznościowych były w niektórych przypadkach dezinformacją”. – Dziennik „Le Monde” podał 23 października przykłady takich manipulacji. Jako nagrania z 17 października przedstawiano np.: sceny zamieszek z roku 2022 albo z ekscesów po zwycięstwie klubu PSG w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów w 2025 roku, czy też podpalonego autobusu w Nimes (na południu Francji) w 2023 roku. Tak więc te nagrania nie zawsze są wiarygodne i co najważniejsze – one wysuwają na pierwszy plan przemoc, przesłaniając demonstracje, które odbyły się tego samego dnia – zauważa Anna Wróbel w rozmowie z portalem TVP.Info. Czytaj więcej: Różowa Pantera na zadymach we Francji? SprawdzamyJak skuteczne są protesty? Co rząd już zaproponował? Od czasu wybuchu najbardziej gwałtownych protestów francuski rząd poszedł na częściowe ustępstwa. Największe zmiany zapowiedziano w edukacji, między innymi limit osób w drugiej klasie liceum, więcej miejsc na studia oraz więcej etatów dla nauczycieli. Kluczowym faktem jest jednak to, że większość pomysłów wejdzie w życie dopiero od 2027 roku. Zdecydowanie gorzej francuski rząd radzi sobie z postulatami ekonomicznymi, m.in. zwiększeniem płacy minimalnej i kosztami życia. Głównym działaniem rządu w zakresie kosztów życia była czasowa obniżka cen paliw. Jak wskazuje francuska prasa, rząd nie ma w tej sprawie dużego pola manewru ze względu na napiętą sytuację budżetową oraz brak większości w parlamencie. Reakcją francuskiego rządu na kryzys były także zapowiedzi ukarania osób odpowiedzialnych za zamieszki i wprowadzenie w niektórych miastach godziny policyjnej. – Rząd starał się najpierw przedstawić sytuację następująco: postulaty protestujących są uzasadnione, ale partie polityczne (w tym – skrajnie lewicowa Francja Nieujarzmiona – LFI) powinny najpierw odciąć się od przemocy, a także: najpierw trzeba zapewnić bezpieczeństwo, a dopiero potem można dyskutować o postulatach – mówi korespondentka PAP. Zobacz także: „Pomściłem sklepikarzy”. Krwawy rajd przeciw Arabom i czarnoskórymKampania wyborcza we Francji. Kto zyskał na protestach? Kluczowym kontekstem dla trwających protestów są zbliżające się wybory prezydenta Francji, które odbędą się 18 kwietnia 2027 roku. Na czele wszystkich francuskich sondaży jest Marine Le Pen, liderka skrajnie prawicowego i nacjonalistycznego Zjednoczenia Narodowego. Według badania pracowni Ifop może ona liczyć na poparcie w graniach 35-37 procent. Drugie miejsce w sondażu zajął Jean Luc Mélenchon, lider skrajnie lewicowej partii Francji Nieujarzmiona (18 proc.) wyprzedzając byłego premiera centroprawicy Edouarda Philippe'a (15 proc.). Jak masowe protesty wpłynęły na ich poparcie? Zdaniem Anny Wróbel, korespondentki PAP, „tendencja w sondażach już jest widoczna i polega na umacnianiu się poparcia dla partii skrajnych, a konkretnie – dla ich kandydatów w wyborach prezydenckich”. – Marine Le Pen, która reprezentuje skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN), dawny Front Narodowy, zyskała w sondażach po zamieszkach z 17 października, ponieważ skrajna prawica to siła obiecująca wprowadzenie bezpieczeństwa i „porządku” – zauważa korespondentka w rozmowie z portalem TVP.Info. Marine Le Pen wielokrotnie publikowała wpisy solidaryzujące się z siłami porządkowymi i potępiające przemoc.„Myślimy tej nocy o wszystkich służbach bezpieczeństwa i ratunkowych, które będą zmobilizowane do późna w noc, aby chronić naszych rodaków przed hordami skrajnej lewicy” – napisała liderka Zjednoczenia Narodowego.Kolejną tendencją widoczną w sondażach jest umocnienie się lidera radykalnej lewicy. – Ostatnie wydarzenia okazały się korzystniejsze dla notowań szefa LFI, Jean-Luca Mélenchona, niż dla tradycyjnej (socjaldemokratycznej) lewicy. Melenchon uczestniczy w demonstracjach w Paryżu, jest na nich ciepło przyjmowany. Jego partia cieszy się sporym poparciem wśród młodzieży, która stanowi dużą część demonstrantów – ocenia korespondentka PAP. Lider Francji Nieujarzmionej wydaje się tego świadomy i maksymalnie wykorzystuje sytuację, publikując zdjęcia z protestów.„Macron, jesteś skończony, lud jest na ulicy” – napisał Mélenchon. Według Wróbel wzrost notowań Mélenchona jest także powiązany ze spadkiem lidera socjaldemokratów – Raphaela Glucksmanna. – Jeszcze w połowie października na Glucksmanna zamierzało głosować 12-16 proc. ankietowanych, a teraz jest to 10-13 procent. Tak więc teraz tendencją w sondażach jest to, że w drugiej turze wyborów prezydenckich mogliby znaleźć się Le Pen i Mélenchon, a więc przywódcy ugrupowań skrajnych – opisuje Wróbel. Trudno na razie wyrokować, czy tendencja się utrzyma: do wyborów jest jeszcze ponad pół roku. Dużą rolę mogą jednak odegrać – przede wszystkim dla ugrupowań skrajnych – kolejne protesty. Jak podkreśla Wróbel, kampanię zdominują problemy socjalne, czyli „rosnące koszty życia, ceny energii i malejąca siła nabywcza”. Zobacz też: Niemcy jak Francja. Protesty rozlały się po miastach