Padła ważna deklaracja. W Biurze Prezydenta Ukrainy w Kijowie odbyła się narada poświęcona przyszłości relacji z Polską. Jak poinformowała w czwartek zastępczyni szefa kancelarii prezydenta Iryna Wereszczuk, głównym punktem wspólnym obu państw pozostają interesy w dziedzinie bezpieczeństwa. Kijów chce, by właśnie na tym fundamencie budować dalszą współpracę z Warszawą. Spotkaniu przewodniczył szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow. W naradzie uczestniczyli deputowani, urzędnicy oraz eksperci zajmujący się relacjami polsko-ukraińskimi. Po zakończeniu rozmów Wereszczuk przedstawiła w mediach społecznościowych najważniejsze wnioski.„Łączą nas z Polakami wspólne interesy w dziedzinie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo jest podstawą. Fundamentem naszego partnerstwa powinien być pragmatyzm w sprawach bezpieczeństwa” – napisała.Priorytetem system obronny Ukraińska urzędniczka wskazała, że priorytetem powinno być rozwijanie współpracy w sektorze obronnym. Jej zdaniem oba kraje muszą przyspieszyć budowę systematycznych relacji wojskowych, a także zacieśnić współpracę swoich przemysłów zbrojeniowych.Wereszczuk przekonuje, że korzyści z takiego partnerstwa nie ograniczyłyby się wyłącznie do sfery militarnej. Wspólne przedsięwzięcia w przemyśle obronnym mogłyby stać się impulsem do rozwoju współpracy gospodarczej również w sektorze cywilnym, a w dalszej perspektywie wzmocnić więzi kulturalne i humanitarne.„Silne partnerstwo w przemyśle obronnym da dodatkowy impuls współpracy gospodarczej w sektorze cywilnym. Razem stworzą one solidniejszą podstawę więzi kulturalnych i humanitarnych” – podkreśliła.Zastępczyni szefa Biura Prezydenta Ukrainy uważa, że taki kierunek mógłby doprowadzić do zmiany dotychczasowej agendy stosunków polsko-ukraińskich. Zastrzegła jednak, że warunkiem powodzenia jest współpraca prowadzona na dużą skalę i w sposób konsekwentny, a nie jedynie okazjonalne inicjatywy.„Do tego wszystkiego potrzeba woli politycznej i codziennej, starannej pracy. Gdy chodzi o bezpieczeństwo dwóch narodów, politycy i urzędnicy obu krajów mają obowiązek wykazać się wolą polityczną i podjąć tę pracę” – podsumowała Wereszczuk.Spór o UPA wciąż obciąża relacje Warszawy i KijowaDeklaracje o potrzebie zacieśniania współpracy pojawiają się w czasie, gdy stosunki polsko-ukraińskie pozostają obciążone sporami historycznymi. Jednym z najbardziej drażliwych tematów jest pamięć o działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i jej dowódcach, w tym Romanie Szuchewyczu.21 października Wereszczuk zwróciła się do radnych Lwowskiej Rady Obwodowej, apelując, by nie podejmowali decyzji mogących dodatkowo pogorszyć relacje z Polską. Podkreśliła, że na wzajemnych napięciach korzysta przede wszystkim Rosja.Jej reakcja była związana z decyzją o ustanowieniu 2027 r. rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz jej dowódcy Romana Szuchewycza w obwodzie lwowskim. Wereszczuk przypomniała, że władze lokalne nie powinny pomijać interesów ukraińskiej polityki zagranicznej, zwłaszcza w odniesieniu do Polski, którą określiła jako jednego z kluczowych sojuszników Ukrainy w wojnie z Rosją.Sprawa wywołała również reakcję polskiej dyplomacji. Wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski poinformował, że podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w Polsce radnego obwodu lwowskiego Swiatosława Szeremety, któremu przypisuje się inicjatywę ustanowienia roku 2027 rokiem Szuchewycza. Następnie szef polskiej dyplomacji przekazał, że zakaz wjazdu do Polski i pozostałych państw strefy Schengen będzie obowiązywał przez pięć lat.Do sprawy odniosło się także ukraińskie MSZ. Władze w Kijowie oceniły, że decyzja lwowskich radnych dotycząca wrażliwych kwestii historycznych przynosi skutki odwrotne do zamierzonych i utrudnia działania na rzecz polsko-ukraińskiego porozumienia.Historia nadal dzieli oba narodyUPA i postać Romana Szuchewycza pozostają jednymi z najbardziej spornych zagadnień w relacjach między Polską a Ukrainą. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu. Wydarzenia te stanowiły kulminację zbrodni wołyńskiej, określanej przez Polskę jako ludobójstwo. Za ich sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.Polska konsekwentnie określa zbrodnie na ludności polskiej mianem ludobójstwa. W ukraińskiej debacie historycznej wydarzenia te bywają natomiast przedstawiane jako część szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, w którym odpowiedzialność miały ponosić obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często przedstawiane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu.Napięcia pogłębiła również decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z końca maja, gdy nadał jednej z jednostek wojskowych imię „bohaterów UPA”. Posunięcie to spotkało się z krytycznymi reakcjami w Polsce i przyczyniło się do zaostrzenia relacji między Warszawą a Kijowem.Kijów zapowiada listopad miesiącem normalizacjiMimo utrzymujących się różnic historycznych ukraińskie władze deklarują chęć poprawy stosunków z Polską. Pod koniec października rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tychyj zapowiedział, że listopad może przynieść wyraźne ożywienie kontaktów między oboma państwami.– Pracujemy z Polską nad normalizacją stosunków i uważamy, że na tej drodze dokonano postępu w porównaniu z sytuacją latem. Co więcej, w listopadzie można oczekiwać nowej dynamiki. Większej liczby kontaktów ukraińsko-polskich, większej liczby wspólnych wydarzeń i większej liczby wzajemnych wizyt – zapowiedział Tychyj.Czytaj także: Misja pierwszej damy USA. Wysłannik Putina i delegacja Kijowa przy jednym stole