Alfabet Oczkosia. X to najdziwniejsza litera alfabetu. Po polsku prawie nic na nią nie zaczyna. Mamy ksylofon, ksero i Ksawerego, a i to przez „ks”, które udaje, że jest jedną literą. Dlatego X zawsze oznacza niewiadomą, to coś, czego nie umiemy nazwać, ale od razu poznajemy, gdy wejdzie na salę. Dzisiaj mówimy o X-faktorze w polityce. To ta magiczna substancja, dzięki której jeden polityk wchodzi na scenę i sala milknie, a drugi wchodzi i sala sprawdza, czy ktoś nie zostawił włączonego żelazka. Czym jest X-faktor i dlaczego nie da się go kupićSztaby wyborcze wiedzą jedno: X-faktora nie da się zamówić. Można zamówić garnitur, fryzjera, trenera wystąpień i człowieka, który stoi z boku i szepcze „uśmiech, uśmiech”. Ale X-faktor to nie dodatek. To coś, co albo masz, albo masz bardzo drogiego doradcę, który tłumaczy, że masz. Jako specjalista od mowy ciała mogę zdradzić, że X-faktor widać w pierwszych trzech, czterech sekundach. Tyle trwa wejście na salę. Człowiek z X-faktorem wchodzi tak, jakby sala była jego salonem, a goście przyszli na jego zaproszenie. Człowiek bez X-faktora wchodzi tak, jakby sala była urzędem, a on przyszedł w sprawie zameldowania i nie wziął numerka.Pięć składników X-faktoraPrzez lata obserwacji ustaliłem, że X-faktor składa się z pięciu elementów, które można opisać, ale nie sposób zsyntetyzować w laboratorium i sztuczna inteligencja nie pomoże, przynajmniej na razie. Dla pocieszenia, naturalnej głupoty też się jak dotychczas nie udało wydrukować na drukarce 3-D. Z nią się człowiek rodzi. No ale do składników.Składnik pierwszy: wejście. Dobre wejście to nie bieg i nie człapanie. To krok człowieka, który wie, dokąd idzie, i jest przekonany, że wszyscy inni też to wiedzą. Zły wiejski polityk wchodzi z miną, która mówi: „Czy tu jest wolne krzesło?”. Zły miejski polityk wchodzi z miną: „Czy ktoś mi to nagrywa?”. A dobry i wiejski i miejski polityk wchodzi z miną: „Dzień dobry, jestem tym, na kogo czekaliście, choć jeszcze o tym nie wiecie”.Składnik drugi: spojrzenie. Człowiek z X-faktorem patrzy na ludzi dokładnie o pół sekundy dłużej, niż wypada. To pół sekundy robi wrażenie, że ktoś naprawdę cię zobaczył. Człowiek bez X-faktora patrzy albo o pół sekundy krócej i wtedy wszyscy czują się jak niewidzialni, albo o dwie sekundy dłużej, i wtedy wszyscy czują się jak podejrzani.Składnik trzeci: głos. Tu mamy całą skalę emocji. Głos z X-faktorem jest niski, spokojny i lekko chrapliwy, jak u człowieka, który mówi o wielkich sprawach, ale zawsze po kolacji. Głos bez X-faktora jest wysoki, piskliwy i pędzi jak pociąg, który spóźnia się na własną stację. Jeśli polityk w ciągu minuty mówi „wreszcie”, „szanowni państwo” i „tak naprawdę” lub „po pierwsze”, dwadzieścia razy, to znaczy, że nie ma X-faktora, tylko tremę często z dodatkiem chamstwa.Składnik czwarty: gest. Najlepsze gesty są oszczędne. Jedna dłoń podniesiona na wysokość serca, druga spokojnie opuszczona. Polityk z X-faktorem nie macha rękami jak człowiek, który odgania komary na majówce lub odsuwa kobietę w drzwiach. Każdy jego gest ma sens i znaczenie. Polityk bez X-faktora ma ręce, które żyją własnym życiem: jedna ucieka do kieszeni, druga poprawia mikrofon, trzecia, której jakimś cudem też używa, drapie się po głowie.Składnik piąty: tajemnica. To ten element, którego nie wymyśli żaden doradca. X-faktor wymaga, żeby człowiek zostawiał niedopowiedzenie. Żeby po wystąpieniu wszyscy mówili: „Fajnie powiedział, ale... co on właściwie miał na myśli?”. Lekka mgiełka znaczeń, przez którą każdy odbiorca może zobaczyć siebie. To jak horoskop: każdy czyta swoje, a autor chodzi z miną kogoś, kto wie więcej, niż mówi.Czytaj też: Prokurator IPN wtargnął do obcego mieszkania. Śledczy podjęli decyzjęFałszywy X-faktor, czyli polityk na kredytOczywiście istnieją też podróbki. Sztaby wyborcze potrafią wyprodukować sztuczny X-faktor, tak jak fabryki produkują sztuczne choinki: z daleka wygląda jak oryginał, z bliska pachnie plastikiem. Fałszywy X-faktor poznajemy po tym, że polityk zbyt bardzo się stara. Wchodzi na scenę z przygotowaną pauzą na oklaski. Zatrzymuje się, rozgląda, czeka, aż ktoś zaklaszcze, a gdy nikt nie klaszcze, robi minę, która mówi: „No dobrze, to ja zaczekam jeszcze chwilę, aż się wzruszycie”. Zdarza się, że czeka tak długo, że prowadzący musi dyskretnie kaszlnąć, jak przy zbyt długim toaście na weselu. Inny znak to tak zwany spontaniczny żart z kartki. Polityk mówi: „A teraz coś na luzie” i wyciąga z kieszeni karteczkę, na której ktoś w sztabie napisał: „tu śmiech”. Śmiech rzeczywiście się pojawia, ale jest to śmiech grzeczności, czyli ten, który słychać na zebraniach wspólnoty mieszkaniowej, gdy zarządca opowiada, że dach jednak przecieka, ale z poczuciem humoru.Anty-X-faktor, czyli szkoła potknięćSkoro mówimy o X-faktorze, trzeba wspomnieć o jego przeciwieństwie, które nazywam roboczo Y-defektem. To zespół zachowań, które zabijają charyzmę szybciej niż przerwa w prądzie podczas debaty.Pierwszy objaw to ucieczka wzrokiem w teleprompter. Polityk patrzy w ekran tak intensywnie, jakby tam była zapisana jego tożsamość. Kamera widzi twarz człowieka, który czyta własne przemówienie z miną kogoś, kto po raz pierwszy słyszy, co myśli.Drugi objaw to sztywne ramiona. Ramiona ułożone jak u manekina w galerii handlowej. Wystarczy jeden podmuch z klimatyzacji, żeby pozostała część sylwetki się pochyliła, a ramiona zostały w poprzedniej pozycji, wierne swoim przekonaniom.Trzeci objaw, najgroźniejszy, to uśmiech w złym momencie. Polityk mówi o tragedii na drodze krajowej, a jego twarz uśmiecha się z uprzejmością hostessy na targach. Doradcy mówią wtedy z przerażeniem: „To nerwy”. Wyborcy mówią: „To prawda”. I to już jest wyrok, którego nie cofnie nawet najlepszy fryzjer czy operacja plastyczna.X-faktor w czasach mediów społecznościowychW epoce social mediów X-faktor przeszedł metamorfozę. Dawniej wystarczyło, że polityk umiał przemówić na wiecu, a dziś musi jeszcze umieć wyglądać dobrze w trzydziestosekundowym filmiku nagranym w samochodzie. To zupełnie inna sztuka. Trzeba mieć twarz, która znosi światło z okna, kierownicę w tle i nagrywanie własnej ręki trzymającej telefon.Nowa generacja polityków doskonale opanowała pozę nieudawanej naturalności. Włosy lekko rozczochrane, bluza lekko za duża, kubek z kawą trzymany w dłoni tak, żeby było widać logo lokalnej kawiarni. Do tego tekst: „Cześć, jestem a przy okazji, w drodze, bez przygotowania, mam takie luźne przemyślenia o budżecie państwa”. Kto uwierzy, że takie przemyślenia powstały spontanicznie, ten uwierzy też, że budżet państwa powstał na serwetce, a minister pisał go w przerwie obiadowej. Najzabawniejsze jest to, że prawdziwy X-faktor przetrwał nawet tę epokę. Wciąż są ludzie, którzy mogą nagrać się z włączoną kamerą w kuchni, powiedzieć „dzień dobry” i nagle masz ochotę ich słuchać. Reszta musi się starać. Starają się i widać, że się starają, a to, jak wiadomo, najgorsza reklama.Czytaj też: Z jak Zdrada Polityczna. Mowa ciała ważniejsza od słówKrótka instrukcja dla początkujących, czyli jak udawać X-faktorDla tych, którzy dopiero zaczynają karierę i chcą nabrać aury, mam kilka darmowych porad, bo lubię dzielić się wiedzą.Po pierwsze, mów wolniej, niż myślisz. Wolne tempo daje złudzenie mądrości. Człowiek, który mówi szybko, wygląda na kogoś, kto się spieszy. Człowiek, który mówi powoli, wygląda na kogoś, kto kontroluje czas, a to w polityce równa się władza i pewność.Po drugie, rób pauzy. Najlepiej takie, w których sala zaczyna się wiercić. Wtedy mówisz zdanie, które wszyscy zapamiętają, bo sami zdążyli się za tobą stęsknić.Po trzecie, nigdy nie tłumacz się ze swoich gestów. Jeśli ręka ci się omsknęła, udawaj, że tak miało być. Najwięksi mistrzowie sceny politycznej potrafią przewrócić szklankę, spojrzeć na nią z godnością i powiedzieć: „Widzicie? To nie przypadek, to metafora”.Po czwarte, czasem po prostu zamilcz. Nic tak nie zwiększa tajemniczości, jak człowiek, który zamiast odpowiedzieć na pytanie, spogląda w dal z miną, jakby odpowiedź znał, ale nie chciał jej ujawniać z troski o państwo. Gdybym w ten sposób odpowiadał na wszystkie pytania w życiu, miałbym dziś własną partię i garnitur w kolorze niezdecydowanym.Po piąte nie krzycz na ludzi i nie szczerz zębów. Nawet jeśli masz nowe.Zakończenie, czyli X jak Ten, Kogo Nie Da Się WymyślićX-faktor w polityce to jak ostatnia litera przed końcem alfabetu: coś, co wszyscy znają, nikt nie umie wyjaśnić, a każdy twierdzi, że ma. Sztaby będą go szukać w sondażach i badaniach, doradcy w warsztatach, szkoleniach i treningach, a wyborcy w tym jednym spojrzeniu o pół sekundy za długim lub dwie sekundy za krótkim. I może dobrze, że tak jest. Gdyby X-faktor dało się kupić, polityka wyglądałaby jak wielki supermarket z półką „Charyzma, promocja, trzy w cenie dwóch”. A tak mamy jeszcze odrobinę tajemnicy, która sprawia, że ktoś wchodzi na salę, przed kamerę i coś się zmienia, choć nie wiemy dokładnie co.