Wybory wyborami, a życie toczy się dalej. Donald Trump niedługo rozpaczał po ogłoszeniu wyników wyborów do Kongresu. Prezydent USA stwierdził zresztą, że porażka to skutego tego, iż on sam nie startował. Dzień po głosowaniu, w którym Republikanie stracili obie izby Kongresu, prezydent USA błyskawicznie wrócił do rzeczywistości i zaprosił dziennikarzy na budowę swojej dumy, czyli sali balowej w Białym Domu. Amerykański przywódca nie miał w środę zaplanowanych wystąpień, za to zaprosił dziennikarzy na nietypowe spotkanie. Reporterzy trafili na plac budowy sztandarowego projektu Trumpa – sali balowej w Białym Domu.Prezydent USA podpisał tam ostatnią stalową belkę z dwiema złotymi pieczęciami prezydenckimi. Przekonywał, że to będzie jedna z największych i najpiękniejszych sal balowych na świecie, do której zaprosi Władimira Putina i Xi Jinpinga.– To wszystko jest cudem. I wszystko to dzięki wam – chwalił projekt i swoją ekipę. Polityk rozpływał się nad „wspaniałymi” kolumnami, ścianami o wysokości 15 metrów, możliwością pomieszczenia ponad 300 gości, dachem „odpornym na drony”, grubymi marmurowymi podłogami i bunkrem klasy wojskowej.Trump po porażce Republikanów pokazał dziennikarzom salę balową. Wybory zeszły na drugi planNiewiele mówił za to o wyborach. – Nie było mnie na karcie do głosowania. Gdybym był, to byśmy wygrali. Widzieliście, ile ludzi przychodziło na moje wiece – przekonywał Donald Trump, który jeszcze kilka dni temu apelował, by wyborcy głosowali tak, jakby to on startował.Prezydent zapowiedział, że uzna wyniki i prawdopodobnie dogada się z Demokratami. Przypomniał jednak, że ma prawo weta. Amerykański przywódca stwierdził przy tym, że nie żałuje rozpoczęcia wojny z Iranem, choć wiceprezydent J.D. Vance napisał, że to właśnie z jej powodu republikanie przegrali.CZYTAJ TEŻ: Demokraci zapowiadają rozliczenia. Na celowniku biznesy Elona Muska