Jedna osoba poniosła śmierć. Jedna osoba zginęła w katastrofie helikoptera niedaleko Miami w amerykańskim stanie Floryda. Władze przekazały, że maszyna brała udział w wyprawie fotograficznej. Śmigłowiec Robinson R44 rozbił się w środę około godziny 11:15 czasu lokalnego w Zatoce Biscayne na wschód od lotniska Miami Executive Airport. Straż Przybrzeżna USA, która odpowiedziała na wezwanie na miejsce wypadku niedaleko Parku Stanowego Billa Baggsa, wskazała, że na pokładzie znajdowały się trzy osoby.Potwierdzono śmierć jednej osoby. Straż relacjonowała, że dwie pozostałe przetransportowano z miejsca zdarzenia w celu zapewnienia „wyższego poziomu opieki”.Federalna Agencja Lotnictwa (FAA) i Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) wszczęły dochodzenie mające wyjaśnić przyczynę katastrofy. „Wstępne informacje wskazują, że był to lot fotograficzny” – poinformowała Rada.Czytaj także: Trudne warunki nie powstrzymały pilota. Helikopter rozbił się w Himalajach