Zdecydowana reakcja. Komandosi z jednostki specjalnej GROM, policyjni kontrterroryści oraz funkcjonariusze innych służb zostali skierowani na północny-wschód Polski. Ma to związek z ostrzeżeniami o możliwych aktach dywersji i prowokacji przy granicy z rosyjskim obwodem królewieckim. W zeszłym tygodniu władze uzyskały ostrzeżenie od Służby Wywiadu Wojskowego, a także służb sojuszniczych, że na granicy z Federacją Rosyjską może dojść do działań dywersyjnych – między innymi naruszenia granicy przez uzbrojone grupy.Komendant Główny Policji gen. insp. Marek Boroń poinformował, że w KGP powstał sztab operacji specjalnej prowadzonej w Warmińsko-Mazurskiem i Podlaskiem przez policję przy współpracy wojska, Straży Granicznej i służb specjalnych. Utrzymania pełnej gotowości funkcjonariuszy ma potrwać do 8 listopada.W rozmowie ze stacją RMF FM przyznał, że ma to bezpośredni związek z sytuacją w Polsce. Chodzi między innymi o akty dywersji i sabotażu, prowadzone przez rosyjskie służby w ramach wojny hybrydowej Władimira Putina. Działania służb mają charakter prewencyjny.Policja zabezpiecza terenCentrum dowodzenia operacją znajduje się w Komendzie Głównej Policji, a w działania włączone są również Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie i Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku. – Policja zabezpiecza obwód królewiecki pod kątem ewentualnych wydarzeń, które mogłyby doprowadzić do aktów dywersji – wyjaśnił Boroń.Na pogranicze przybyły wzmocnienia z komend policyjnych z kilku województw. Działają tam między innymi kontrterroryści. Według informacji portalu Wirtualna Polska, powołującego się na swoje źródła, główną siłą operacji antyterrorystycznej jest jednostka GROM. Żołnierze tej formacji mają wspierać działania policji.Zgodnie z obowiązującymi przepisami użycie polskich sił zbrojnych w określonych operacjach wymaga decyzji prezydenta na wniosek premiera. Portal WP, powołując się na źródła, opisał jednak możliwe rozwiązania operacyjne pozwalające na udział komandosów w szerszych działaniach prowadzonych przez służby.Na początku października zamaskowani i uzbrojeni mężczyźni próbowali przerzucić z Białorusi na terytorium Łotwy 20 migrantów, grożąc przy tym łotewskim żołnierzom. Po tym incydencie grupa zamaskowanych osób nielegalnie przekroczyła granicę i zabrała kamery monitoringu łotewskich służb. Przed przybyciem funkcjonariuszy udało im się wrócić na stronę Białorusi. Grupa o nazwie „Czarne Rusy” wzięła na siebie odpowiedzialność za ten incydent.Czytaj także: „Konie trojańskie”. Tak Rosja osacza bazy NATO