Siostra dyktatora idzie w zaparte. Korea Północna we wtorek stanowczo odrzuciła wyniki amerykańskiego śledztwa, w którym FBI oskarżyło władze w Pjongjangu o masową kradzież kryptowalut z Binance, największej na świecie giełdy kryptowalut. Domniemanie kradzieży ponad 6 miliardów dolarów przez reżim siostra dyktatora Kim Dzong Una nazwała „poważną prowokacją polityczną”. W czwartek 29 października przedstawiciele chińskiej giełdy Binance, mającej około 355 milionów klientów, poinformowali o ataku hakerskim. Zdarzenie dotyczyło kradzieży środków o wartości 6 miliardów 300 milionów dolarów. Giełda wstrzymała transakcje na czas kontroli systemów bezpieczeństwa. Jak informują przedstawiciele firmy, udało się zamrozić aktywa o wartości ponad 3 mld dolarów.Po dwóch dniach firma przekazała, że odtworzyła 90 proc. skradzionych aktywów. Wykorzystała do tego własne środki i fundusze rezerwowe. W niedzielę giełda ogłosiła, że część jej klientów może wznowić wypłaty w sieci bitcoina wstrzymane po włamaniu.Binance postanowił wznawiać wypłaty „stopniowo, ustalając priorytety zgodnie z bazą danych poleceń transakcji użytkowników z ubiegłego tygodnia, aby móc ostrożnie przywrócić powiązanie każdej z sieci z aktywami i dostęp do niej, po przeprowadzeniu kontroli stabilności i bezpieczeństwa”. Zapewniono, że środki użytkowników są bezpieczne, zastrzegła jednak, że podczas operacji ich wycofywania mogą występować „tymczasowe opóźnienia” z powodu dużej liczby transakcji.Raport FBI w sprawie włamania do BinanceJuż w piątek atak na Binance z hakerami z Korei Północnej powiązała w raporcie firma TRM Labs. Dochodzenie wszczęło amerykańskie Federalne Biuro Śledcze. Śledczy ustalili, że za kradzieżą stoi grupa hakerów z Korei Północnej o nazwie TraderTraitor, która następnie wzięła się za pranie aktywów, zamieniając je na cyberwalutę ethereum.FBI oświadczyło, że spodziewa się „dalszych etapów” prania skradzionych aktywów cyfrowych. Wezwało przy tym firmy z branży do blokowania transakcji z wymienionych w komunikacie adresów cyfrowych.Do sprawy odniósł się w sobotę prezydent Donald Trump. Pytany przez dziennikarzy, stwierdził, że władze wciąż zbierają informacje. Ocenił jednak, że nie wiadomo, czy Korea Północna faktycznie jest odpowiedzialna za atak. – Jeśli się okaże, że to oni, to z nimi porozmawiamy – zapewnił Trump.Reżim Kim Dzong Una zaprzecza tym twierdzeniom. Kim Jo Dzong, pełniąca funkcję zastępczyni dyrektora w Komitecie Centralnym Partii Pracy Korei siostra dyktatora przekonuje, że oskarżenia FBI są „poważną prowokacją polityczną”. Warto zwrócić uwagę, że Pjongjang zwykle nie komentuje kwestii cyberkradzieży.Kim Jo Dzong odpowiada„FBI próbuje przedstawić Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną jako 'cyberprzestępcze państwo', twierdząc, że uzyskało informacje o tym, iż w incydencie brała udział organizacja hakerska 'wspierana' przez KRLD” – przekazała potężna 38-latka w oświadczeniu opublikowanym przez oficjalną północnokoreańską agencję prasową KCNA.„To poważna prowokacja polityczna przeciwko KRLD. Stany Zjednoczone wprowadzają w błąd międzynarodową opinię publiczną, tak jakby wszystkie cyberprzestępstwa w różnych częściach świata były naszymi czynami” – podkreśliła Kim Jo Dzong.Nazwała oskarżenie Waszyngtonu „złowrogą” próbą zaszkodzenia międzynarodowemu wizerunkowi Korei Północnej oraz podważenia jej godności i prestiżu narodowego. Zarzuciła przy tym USA poważne naruszeniem suwerenności jej kraju w cyberprzestrzeni, a także nielegalne praktyki stosowane przez administrację Trumpa.Pjongjang oskarża Waszyngton„Zaraz po objęciu władzy przez obecny rząd USA w zeszłym roku, ogłoszono, że skonfiskuje nielegalnie skradzione aktywa kryptowalutowe i wykorzysta je jako strategiczne rezerwy państwa” – napisała siostra dyktatora. Twierdziła, że każdy, kto przyjrzy się temu, kto otrzyma „tak zwaną skradzioną kryptowalutę” po jej odzyskaniu, „może dowiedzieć się, kto stoi za incydentem włamania”.Zapewniła również, że Korea Północna „uważnie monitoruje szereg nieustannych prowokacji” Waszyngtonu wobec niej. „Musimy ponownie rozważyć różne kwestie w kontekście bardzo nieprzyjemnej, wrogiej postawy Stanów Zjednoczonych” – zagroziła.Hakerzy z Korei Północnej byli w przeszłości wielokrotnie wiązani z cyberatakami i kradzieżą kryptowalut, choć skok na Binance był największym w historii. Cyberprzestępczość jest znaczącym źródłem przychodów dla objętego szeregiem międzynarodowych sankcji reżimu w Pjongjangu, który w ten sposób finansuje zbrojenia, w tym program jądrowy. W opinii analityków hakerzy z Korei Północnej odpowiedzialni są nawet za połowę ataków na giełdy kryptowalut na świecie.Czytaj także: Blockchain, tokeny, giełdy, portfele. Przewodnik po świecie kryptowalut