Utrzymanie statku kosztuje krocie. Od ponad czterech lat w porcie we włoskim Trieście stoi zacumowany megajacht rosyjskiego oligarchy Andrieja Mielniczenki. Państwo zatrzymało jednostkę w ramach sankcji po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Kłopot w tym, że koszty utrzymania jachtu ponoszą od tego czasu Włosi, którzy mają dość i wydatków, i widoku tej – jak to określają – „potworności”. Urodzony na Białorusi Mielniczenko zaczynał swoją biznesową przygodę od handlu walutami. Tuż przed rosyjskim atakiem na Ukrainę, na początku 2022 roku, „Forbes” wyceniał jego majątek na niemal 25 miliardów dolarów. Dzięki temu biznesmen zajmował 65. miejsce wśród najbogatszych ludzi na świecie. Wiosną 2022 roku oligarcha trafił na listę sankcyjną Unii Europejskiej. Banki zablokowały jego konta, a rządy zajęły aktywa.Wśród owych aktywów znalazł się superjacht zaprojektowany przez – a jakże – superarchitekta: Philippe'a Starcka. Jednostka, która od razu przykuwa wzrok dzięki stalowej części zewnętrznej i oryginalnym oknom, jednych zachwyca, a innych wręcz obrzydza. Z tego powodu została nawet nazwana „najbrzydszym jachtem świata”. Nie pomógł nawet fakt, że statek jest wart grubo ponad 600 milionów dolarów.Włosi wściekli z powodu majątku oligarchy. Utrzymują go, chociaż mogą nigdy nie odzyskać pieniędzyKiedy sankcje weszły w życie, jach znajdował się akurat w Trieście. Włosi musieli zatrzymać statek i do dziś nie może on opuścić portu. Nie byłoby to problemem, gdyby nie fakt, że utrzymanie pływającego majątku oligarchy kosztuje fortunę. Tymczasem włoskie prawo zakłada, że zarekwirowany statek musi być konserwowany i nie może być pozostawiony na pastwę losu, żeby zardzewiał lub zatonął.Już pod koniec 2025 roku burmistrz Roberto Dipiazza w kampanii wyborczej wyliczał, ile kosztuje cumowanie i utrzymanie jachtu, nazywając sprawę „hańbą”. Polityk powiedział CNN, że jednostka wymaga opłacenia 20-osobowej załogi, zakupu paliwa do generatorów, specjalistycznego czyszczenia, ochrony i ubezpieczenia. W sumie chodzi o ok. 30 tys. dolarów dziennie, czyli prawie 11 milionów dolarów rocznie.Jeśli sankcje wobec oligarchy zostaną zniesione, będzie on musiał zwrócić koszty, żeby odzyskać jacht. Nie jest jednak pewne, czy to zrobi. – Ostatecznie zakup nowej jednostki będzie go kosztował mniej niż spłata wszystkich naszych wydatków – wyliczył w rozmowie z dziennikarzami Dipazza. – A co z nami? Możemy płacić za tę potworność latami – ocenił. Rosyjski biznesmen chciał odzyskać jacht, ale unijny trybunał się nie zgodziłMielniczenko zaskarżył przejęcie jachtu latem 2022 roku. Tłumaczył, że nie był jego bezpośrednim właścicielem, a jednostka w rzeczywistości należy do firmy Valla Sails, z którą związana jest żona biznesmena. Sprawa dodarła aż do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w 2025 roku orzekł, że Włochy mają prawo do zatrzymania „A”, jak złośliwie nazywają jednostkę mieszkańcy Triestu.Nie jest to jedyna taka sytuacja. W porcie Marina di Carrara w Toskanii cumuje superjacht Szeherezada. Oficjalnym właścicielem jednostki jest Eduard Chudajnatow, biznesmen z branży naftowo-gazowej. Opozycjonista Aleksiej Nawalny przekonywał jednak, że faktycznym właścicielem statku jest Władimir Putin.Obie jednostki i tak mają więcej „szczęścia” niż Motor Yacht A Mielniczenki, który utknął w Dubaju, gdzie prawo nie jest tak łaskawe dla zatrzymanych aktywów, jak to włoskie. Jednostka, która przypomina okręt podwodny, nie jest tam poddawana konserwacji, a przecież nie może zawijać w tym celu do zachodnich portów. Jak niedawno donosiły lokalne media, wart 200 milionów dolarów jacht jest pokryty grubą warstwą pustynnego piasku i coraz bardziej niszczeje.CZYTAJ TEŻ: Trump chce zniesienia sankcji na Rosję. Padła konkretna propozycja