Geneza konfliktu. Jest czerwiec 2015 roku. Andrzej Duda dopiero co zdecydowanie pokonał Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich. Do końca kadencji kadencji Sejmu pozostały niespełna cztery miesiące. W Sejmie odbywa się z pozoru błahe głosowanie nad nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Nic bardziej mylnego. Właśnie wtedy rozpoczyna się na dobre polityczna wojna o TK. Latem 2015 roku Platforma Obywatelska była w kompletnej rozsypce. Kandydat PO Bronisław Komorowski sromotnie przegrał wybory prezydenckie z Andrzejem Dudą. Premierem rządu mierzącego się z ogromnymi problemami z powodu tzw. afery podsłuchowej jest Ewa Kopacz, po tym jak Donald Tusk objął stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Awantura o Trybunał Konstytucyjny – początek konfliktuSondaże nie pozostawiają wątpliwości, że za kilka miesięcy dojdzie do kompletnego przetasowania na scenie politycznej, Oto wyniki jednego z nich z czerwca 2015 roku: PiS – 25 proc., Kukiz – 20 proc., PO – 17 proc. Sejmowa arytmetyka wygląda jednak zupełnie inaczej. PO wraz z PSL ma bezpieczną większość 240 głosów. PiS – największa partia opozycja – suponuje zaledwie 134 mandatami. Posłów od Kukiza nie ma jeszcze w Sejmie. Od wielu miesięcy Sejm pracuje nad nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Ma ona mieć charakter techniczny, niewiele wnoszący do funkcjonowania samego sądu. Kluczowy zwrot nastąpił na ostatnim etapie legislacyjnym za sprawą poprawek zgłoszonych przez posła Platformy Obywatelskiej, Roberta Kropiwnickiego.To właśnie z inicjatywy posła Kropiwnickiego na posiedzeniu połączonych komisji sejmowych wprowadzono specyficzny przepis przejściowy. Umożliwił on Sejmowi VII kadencji (2011–2015) dokonanie wyboru pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego jeszcze przed końcem kadencji parlamentu – w tym także tych dwóch sędziów, których kadencje upływały już po wyborach parlamentarnych (w listopadzie i grudniu 2015 roku).Poseł Kropiwnicki bronił proponowanego rozwiązania przed zarzutami opozycji, argumentując w Sejmie, że przepis ten ma wymiar wyłącznie praktyczny i zabezpiecza ciągłość prac organu. – To rozwiązanie jest niezbędne dla uniknięcia zablokowania prac Trybunału. Chcemy mieć w Polsce stabilnie działający Trybunał Konstytucyjny, a nie czekać na polityczne blokady – przekonywał.Nowelizacja ustawy o TK: Krytyka środowisk prawnychPiS nie pozostawiał na działaniach rządu suchej nitki, ale działania koalicji PO–PSL krytykowali także konstytucjonaliści i autorytety prawne. – Ustępujący Sejm popełnił poważny błąd polityczny i prawny. Wybór sędziów na miejsca tych, których kadencja kończyła się po upływie kadencji Sejmu, był wykręceniem ręki nowemu parlamentowi i naruszeniem dobrych obyczajów politycznych oraz Konstytucji – mówił w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Andrzej Zoll, były prezes TK. Wątpliwości miał także Marek Chmaj. Tak w rozmowie z WP z 2023 roku wspominał nowelę o TK z czerwca 2015. – Podczas prac sejmowej komisji głośno zastanawiałem się, czy wybór sędziów »na zapas« będzie zgodny z konstytucją. Zwracałem uwagę na potencjalną niekonstytucyjność takiego rozwiązania (...) W wypowiedziach w Sejmie zwracałem uwagę na kłopoty z przepisami. Nie posłuchano mnie – wspominałZ kolei prof. Bogusław Liberadzki zwracał uwagę, że ustawa z czerwca 2015 roku „miała charakter ekspercki, ale dodanie do niej przepisów przejściowych na wniosek posłów zmieniło akt prawny w narzędzie politycznej walki o wpływy w wymiarze sprawiedliwości”.Większość konstytucjonalistów była zgodna: Sejm VII kadencji miał prawo wybrać trzech sędziów (których kadencja wygasała w listopadzie 2015 r. przed pierwszym posiedzeniem nowego Sejmu), natomiast wybór dwóch pozostałych sędziów (z kadencją kończącą się w grudniu) był przekroczeniem uprawnień konstytucyjnych. 8 października 2015 roku – czyli nieco ponad dwa tygodnie przed wyborami – Sejm dzięki głosom PO, PSL i SLD wybrał trzech sędziów, których kadencje wygasały miesiąc później – Romana Hausera, Krzysztofa Ślebaka i Andrzeja Jakubeckiego, a także dwóch sędziów „na zapas”. Bronisław Sitek i Andrzej Sokala mieli oni objąć stanowisko w grudniu 2015 roku.Zwłoka prezydentaNikt z wybranej piątki nie został jednak sędzią TK. Wówczas nie budziły wątpliwości zapisy ustawy o statusie sędziów TK, że nowy członek Trybunału ma złożyć ślubowanie „wobec prezydenta”. Tymczasem Andrzej Duda nie kwapił się z organizacją uroczystości. 25 października odbyły się w wybory parlamentarne, dzięki którym władzę objęła Zjednoczona Prawica. Prezydent czekał na posiedzenie Sejmu nowej kadencji, nie odbierając ślubowania od nominatów wskazanych przez poprzedni Sejm. 6 i 7 listopada wygasły mandaty dotychczasowej trójki sędziów. Dwa tygodnie później Sejm nowej kadencji podjął uchwałę uznającą wybór z 8 października za pozbawiony mocy prawnej. Prezydent uznał wówczas, sprawa wyboru sędziów przez większość zdominowaną przez PO została zamknięta. 3 grudnia TK miał wydać wyrok w sprawie zgodności z konstytucją czerwcowej ustawy. Zdając sobie sprawę z tego, że opinia trybunału może być niekorzystna w nocy z 2 na 3 grudnia Sejm głosami Zjednoczonej Prawicy dokonał formalnego wyboru pięciu sędziów. Byli to Piotr Pszczółkowski i Julia Przyłębska, a także Henryk Cioch, Lech Morawski i Mariusz Muszyński. Ten tercet został określony mianem „sędziów dublerów”, ponieważ zostali oni wybrani w miejsce sędziów, którzy zgodnie z prawem mieli objąć urząd już wcześniej. Tym razem prezydent nie zamierzał zwlekać ze ślubowaniem. Ceremonia z udziałem czterech sędziów (poza Przyłębską) odbyła się późną nocą, kilkadziesiąt minut po publikacji ustawy przyjętej przez Sejm.Nocne głosowanie i ekspresowe ślubowanieTymczasem wydany kilka godzin później wyrok TK pod przewodnictwem Andrzeja Rzeplińskiego nie pozostawiał wątpliwości. Orzeczono, że wybór trzech sędziów przez Sejm poprzedniej kadencji (w październiku) w miejsce tych, których kadencje wygasały w trakcie tamtej kadencji Sejmu, był zgodny z Konstytucją.Z kolei wybór dwóch pozostałych sędziów (których kadencje mijały w grudniu 2015 r., już po ukonstytuowaniu się nowego Sejmu) był niezgodny z ustawą zasadniczą – Sejm poprzedniej kadencji nie powinien ich wybierać.„Oznaczało to w praktyce, że miejsca trzech sędziów (Hauser, Jakubecki, Ślebzak) były obsadzone prawidłowo przez Sejm VII kadencji, natomiast dwa miejsca (w miejsce sędziów, których kadencje kończyły się w grudniu) mogły być obsadzone przez Sejm VIII kadencji” – komentowało Forum Współpracy Sędziów.PiS i prezydent nic nie robili sobie ze stanowiska TK. Rozpoczął się gigantyczny kryzys, który napędzały masowe protesty pod Trybunałem Konstytucyjnym.To na dobre rozpętało spory wokół Trybunału Konstytucyjnego. A z ich efektami mierzymy się do dziś.