Co dalej? Na obecnym etapie temperatura sporu jest na tyle wysoka, że Polacy nie są w stanie ustalić, czy to prezydent staranował sędziów, czy sędziowie staranowali prezydenta. Do kompromisu w sprawie TK droga jest bardzo daleka. Pytanie, czy w ogóle komukolwiek na kompromisie zależy. Gdy w 1993 roku powstała Komisja Konstytucyjna Zgromadzenia Narodowego, jej ówczesny przewodniczący Aleksander Kwaśniewski podkreślał, że konstytucja, która powstanie, musi być konstytucją kompromisu i konsensusu. Patrząc na to co się dzieje obecnie, można śmiało stwierdzić, że jest zdecydowanie na odwrót. Czy jest w Polsce jakikolwiek polityk, któremu zależy na kompromisie? Prezydent? Nie po to zawrócił samolot, będąc już gdzieś nad Hiszpanią, nie po to wchodził w nocy po murku do TK, przeciskając się między policjantami i ogłaszając zamach stanu, żeby teraz w jakimkolwiek stopniu ustąpić. Grzechem pierworodnym w obecnym sporze nie jest już prehistoryczna awantura o sędziów na zapas i dublerów, tylko brak wypełniania podstawowych obowiązków przez głowę państwa. Krótko mówiąc, gdyby prezydent zaprosił wszystkich wybranych przez Sejm sędziów na ślubowanie, to kłopotu by nie było. Ale jest, a Karol Nawrocki wielokrotnie dowiódł, że słowo kompromis w jego słowniku nie ma racji bytu.Nie ustąpi nawet na krok.Opozycja? Jakiekolwiek ustępstwa nie są w ich interesie. Dla nich rząd nie jest – i nigdy nie był – partnerem do dyskusji o praworządności. Prawdziwe intencje opozycji obnażył były premier Mateusz Morawiecki, zapowiadając wniosek o wotum nieufności dla całego rządu. To może premier? „Przywracanie rządów prawa jest naszym obowiązkiem. Po latach pisowskiego bezprawia to proces trudny, czasem bolesny i wymaga zdecydowanego działania. Innej drogi nie ma” – to póki co jedyny komentarz szefa rządu do całej sprawy. Raczej nie jest to zapowiedź kompromisu. CZYTAJ TAKŻE: Premier zabierze głos. Tusk zapowiedział orędzieAle szef rządu wraz z Koalicją Obywatelską (i pewnie Lewicą) wydaje się osamotniony. Koalicjanci niewiele nauczyli się z wyborów prezydenckich, gdy właściwie jak jeden mąż zaatakowali głównego kontrkandydata obecnego prezydenta. Na spotkanie z Karolem Nawrockim pospieszył Szymon Hołownia. – Moim zdaniem Trybunał Konstytucyjny w tym kształcie jest nie do uratowania – ogłosił po wyjściu z pałacu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa ma rację. Rozbita i niezdecydowana w sprawie TK koalicja rządząca jest przeciwieństwem działającej jak jedna pięść opozycji.Jeśli ktoś wątpił w zdolność zbudowania koalicji pomiędzy Kaczyńskim, Braunem, Mentzenem i Bosakiem, to w noc poprzedzającą Halloween wszyscy ci panowie skutecznie rozwiali wszelkie wątpliwości.Co więcej, Jarosław Kaczyński zarzekający się, że nie wejdzie w koalicję z Braunem zyskał moralny argument, który może trafić do wyborców – sytuacja jest nadzwyczajna, więc trzeba zastosować nadzwyczajne środki. Reset zamiast kompromisu? Skoro wiadomo, że nie będzie kompromisu, to warto rozważyć, co może być. Wśród słów „Tusk”, „milicja”, „zamach stanu”, najczęściej używanym słowem był „reset”. Oczywiście – rozumiany przez każdą stronę na swój sposób. Dla opozycji to odsunięcie rządu od władzy i urządzenie wszystkiego po swojemu. Dla innych merytoryczna debata i wypracowanie konsensusu. Ale o tym drugim raczej należy zapomnieć. Kto zatem może tę stajnię Augiasza uprzątnąć? Wyborcy. Gdyby któraś ze stron uzyskała większość konstytucyjną, to można byłoby pomyśleć o nowej konstytucji. W przeciwnym razie cokolwiek by się nie działo, będzie natychmiast okrzyknięte „zamachem stanu”. To sformułowanie – niegdyś wywołujące dreszcz i przerażenie – zdewaluowało się do tego stopnia, że stało się słowem-wytrychem. Prof. Gutowski: Obecnie nie da się odbudować autorytetu TK Prof. Maciej Gutowski w rozmowie z TVP info stwierdził, że historia zaczęła się od dewastacji trybunału przez Zjednoczoną Prawicę, która zignorowała przed laty dwa wyroki TK w sprawie sędziów dublerów. Zwrócił jednak uwagę na to, że w obecnej kadencji należało jeszcze w czasie prezydentury Andrzeja Dudy powołać najlepszych prawników, wobec których nie byłoby wątpliwości natury politycznej. Tymczasem – wskazał prawnik – czekano na upływ kadencji kilkorga sędziów i dano prezydentowi Karolowi Nawrockiemu „w prezencie polityka z ław rządowych”. – Znaleźliśmy się w momencie, w którym nastąpiło siłowanie się; dzisiaj nikt nie chce rozmawiać – podkreślił prof. Gutowski.Jego zdaniem wyjścia są dwa – albo pozwalać dogasać niedziałającej instytucji albo zbudować sąd konstytucyjny działający zgodnie z regułami. – Można powiedzieć: „idziemy twardą drogą, budujemy sąd konstytucyjny na wątpliwych podstawach, bo taka jest potrzeba dnia dzisiejszego” – tylko trzeba mieć świadomość, że każdy następny będzie to kontestował i każdy następny będzie działał w dokładnie taki sam sposób pod doraźną podstawę i trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, które z rozwiązań jest lepsze, czy jesteśmy w stanie mocując się w sile walki politycznej zbudować taki sąd konstytucyjny, który będzie uznany, który będzie autorytetem dla jednej i dla drugiej strony – mówił. Podkreślił, że do odbudowania autorytetu TK potrzeba znaleźć minimum porozumienia. Wyraził jednak przekonanie, że w obecnej sytuacji jest to niemożliwe.Można odnieść wrażenie, że dziś – zwłaszcza w perspektywie nadchodzących wyborów parlamentarnych – politycy utożsamiają słowo kompromis ze słowem kompromitacja. Dopóki nie ulegnie to zmianie, będziemy obserwować wojnę polsko-polską przybierającą na sile i pożerającą kolejne instytucje.