Koniec operacji humanitarnej. Zakończyła się operacja humanitarna w okupowanych przez Rosję Ołeszkach w obwodzie chersońskim. Część mieszkańców ewakuowano, inni zdecydowali się pozostać w mieście, do którego dostarczono żywność, wodę i lekarstwa. Mieszkańcy Ołeszek, którzy zdecydowali się pozostać na terenach kontrolowanych przez rosyjską armię, zostali przewiezieni do Symferopola na okupowanym Krymie. Tam tymczasowo zakwaterowano ich w przygotowanych wcześniej ośrodkach. Jak podały rosyjskie media, ewakuowani zostali przebadani przez lekarzy, a dzieci otrzymały od wolontariuszy zabawki.Z kolei osoby, które zadeklarowały chęć powrotu na tereny kontrolowane przez Ukrainę, przewieziono autobusami do Anapy w rosyjskim Kraju Krasnodarskim nad Morzem Czarnym. Stamtąd ewakuowani odlecieli do białoruskiego Homla. Jak poinformowała w sobotę państwowa agencja BiełTA, na tamtejszym lotnisku wylądowały trzy samoloty z mieszkańcami Ołeszek.Na lotnisku przygotowano dla nich miasteczko namiotowe. Na zdjęciach opublikowanych przez białoruską agencję widać m.in. osoby starsze poruszające się o laskach, a także psy i koty, które ewakuowani zabrali ze sobą. Z Homla ewakuowani mają zostać przewiezieni autobusami do przejścia granicznego Nowa Huta-Nowe Jaryłowycze, znajdującego się na granicy Białorusi z ukraińskim obwodem czernihowskim – poinformowała agencja BiełTA.Nie wszyscy zdecydowali się opuścić rodzinne domy. Osobom, które pozostały w Ołeszkach, dostarczono żywność, wodę, lekarstwa, środki higieny oraz inne artykuły pierwszej potrzeby.Setki mieszkańców opuściły OłeszkiEwakuację przeprowadzono w piątek, 30 października. W operacji uczestniczyło 25 autobusów oraz dziewięć karetek pogotowia. Pojazdy mogły zabrać łącznie około 750 osób, a ambulanse przeznaczono przede wszystkim dla mieszkańców wymagających pomocy medycznej lub mających trudności z poruszaniem się.Według zagranicznych agencji miasto opuściły setki osób. Dokładna liczba ewakuowanych nie została jednak ostatecznie potwierdzona. Ukraińskie władze początkowo informowały o 527 mieszkańcach zamierzających wrócić na tereny kontrolowane przez Kijów, ale później wycofały tę informację, wyjaśniając, że dane nadal wymagają weryfikacji.Operacja była możliwa dzięki lokalnemu zawieszeniu broni, które weszło w życie 27 października i ma obowiązywać do wieczora 1 listopada. Porozumienie wynegocjowano przy udziale pierwszej damy Stanów Zjednoczonych Melanii Trump. W starania o umożliwienie ewakuacji zaangażował się również papież Leon XIV.Przed wjazdem konwoju do Ołeszek konieczne było rozminowanie dróg prowadzących do miasta. Podczas tych prac zginęły dwie osoby, w tym rosyjski saper – poinformowała strona rosyjska.Nadzór nad przebiegiem operacji sprawowali rzecznicy praw człowieka Ukrainy i Rosji – Dmytro Łubinec oraz Jana Łantratowa. Według przedstawicieli obu państw uzgodnione zawieszenie broni było przestrzegane.Miasto odcięte od świataOłeszki leżą około czterech kilometrów od Chersonia, na lewym brzegu Dniepru. Rosyjskie wojska zajęły miasto w pierwszych dniach pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Przed wojną mieszkało tam około 24 tys. osób. Według szacunków ukraińskich władz przed rozpoczęciem operacji humanitarnej pozostawało w nim około 2 tys. mieszkańców, w tym blisko 50 dzieci.Sytuacja humanitarna w Ołeszkach pogarszała się od wielu miesięcy. Zaminowane drogi, ostrzały i nieustanna obecność dronów utrudniały dostarczanie podstawowych produktów oraz uniemożliwiały wielu osobom samodzielne opuszczenie miasta. Mieszkańcy zmagali się z niedoborami żywności, wody pitnej i lekarstw.Dodatkowym ciosem było zniszczenie zapory w Nowej Kachowce w czerwcu 2023 roku. W wyniku katastrofy znaczna część Ołeszek znalazła się pod wodą, a powódź spowodowała kolejne zniszczenia budynków mieszkalnych i infrastruktury.Zagraniczne media wielokrotnie opisywały dramatyczne warunki, w jakich żyła pozostała w mieście ludność cywilna. Niektórzy mieszkańcy musieli przeżyć dzień, mając do dyspozycji jedynie niewielkie porcje ryżu lub kaszy. Wyprawy po żywność i wodę wiązały się z ryzykiem utraty życia.Czytaj także: Putin ładuje kieszenie Kimowi. Tak Korea Północna zarabia na wojnie