Opolska komentuje. We wtorek, 27 października, odbyła się kolejna rozprawa w procesie cywilnym, który prezydent Karol Nawrocki wytoczył portalowi Onet w związku z publikacją z przełomu maja i czerwca ubiegłego roku. Dziennikarze Onetu, Jacek Harłukowicz i Andrzej Stankiewicz, opisywali w niej przeszłość Karola Nawrockiego z czasów, kiedy pracował w Grand Hotelu w Sopocie. Według świadków, na których powoływał się Onet, Nawrocki miał wówczas, pracując jako ochroniarz, uczestniczyć w procederze sprowadzania prostytutek dla gości hotelu. Warto przypomnieć, że publikacja pojawiła się tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich. Tekst zatytułowany „Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu” został opublikowany w czasie kampanii, kiedy kandydat mógł skorzystać z tak zwanego trybu wyborczego. Gwarantował on błyskawiczne rozpatrzenie sprawy dotyczącej publikacji mogącej mieć wpływ na wynik wyborów. Karol Nawrocki z tego trybu jednak nie skorzystał i wybrał proces cywilny, który siłą rzeczy trwa znacznie dłużej. Już wtedy pojawiały się pytania, dlaczego kandydat na prezydenta nie zdecydował się na najszybszą możliwą ścieżkę prawną, skoro uważał publikacje Onetu za nieprawdziwe i krzywdzące.Brak wykorzystania trybu wyborczego od początku więc rodził pytania o to, czy w opisywanej przez Onet przeszłości rzeczywiście znajdują się fakty, których ówczesny kandydat, a dziś prezydent, wolałby nie ujawniać.Jeszcze przed rozpoczęciem procesu środowisko prezydenta, politycy opozycji i internetowi komentatorzy sprzyjający Karolowi Nawrockiemu przekonywali, że świadkowie Onetu sami pochodzą z przestępczego półświatka i są niewiarygodni. Być może w ogóle ich nie ma, a jeśli są, to już zaczęli się wycofywać i nie będą zeznawać. Okazało się jednak inaczej. Wtorkowa rozprawa była tak niezwykle ważna dlatego, że po raz pierwszy pod swoim nazwiskiem wystąpiła pani Natasza Geldon, która przed Sądem Okręgowym w Warszawie potwierdziła to, co mówiła ponad rok temu dziennikarzom Onetu.„Można sobie dorobić”Tu trzeba panią Nataszę zacytować dosłownie, żeby nie zostać posądzonym o manipulację. A że sprawa jest wrażliwa, świadczy również reakcja na zeznania pani Nataszy obozu stojącego murem za Karolem Nawrockim. Otóż kobieta, która w 2006 i 2007 roku, w okresie wakacyjnym, pracowała w Grand Hotelu razem z Karolem Nawrockim, była świadkiem niecodziennej sytuacji, którą wspomina następująco:„Pewnego wieczoru, gdy miałam akurat zmianę przy recepcji, zauważyłam, że Karol wchodzi do hotelu z kobietą i mężczyzną. Już samo to było dosyć nietypowe, bo my, jako ochrona, nie wprowadzaliśmy nigdy gości do hotelu (...) Szli we trójkę, rozmawiali ze sobą. Była to sytuacja dość swobodna. Potem zauważyłam, że Karol odprowadza tę kobietę i mężczyznę do windy, wsiada z nimi i jedzie na piętra zarezerwowane dla gości hotelowych. (...) Bardzo mnie ta sytuacja zdziwiła. W naszych kompetencjach nie leżało bowiem odprowadzanie gości do windy, a tym bardziej wjeżdżanie na górę (...) Kiedy Karol wrócił w okolice recepcji i miałam możliwość do niego podejść, to zrobiłam to i zapytałam go, o co chodzi, co się stało i dlaczego odprowadza gości na piętra. Chciałam wiedzieć, skąd w ogóle taka sytuacja. On odpowiedział, że można sobie dorobić, doprowadzając dziewczyny do gości. I jeśli miałabym ochotę, to też mogę się przyłączyć, bo można na tym zarobić (...) Byłam młodą, 20-letnią dziewczyną, więc byłam tak zszokowana, że odpowiedziałam coś na zasadzie »chyba sobie żartujesz?«. W każdym razie w dość ostrych i prześmiewczych słowach odmówiłam”.Czytaj też: Święczkowski odsunięty. „Stan wyższej konieczności konstytucyjnej”Natasza Geldon nie była jednak pierwszą osobą, która zeznawała w tej sprawie. Już we wrześniu przed sądem wystąpił inny świadek. Jego zeznania były jednak niejawne, a dziennikarze do dziś nie mogą ujawnić ich szczegółów. Słyszymy jednak, że relacja tego świadka miała pokrywać się z tym, co wcześniej zostało opisane w publikacji Onetu. Dziennikarze określają przy tym sposób przeprowadzenia tej części procesu i brak jawności zeznań pierwszego świadka jako groteskowe.Gdy tylko zaczęły pojawiać się informacje o zeznaniach Nataszy Geldon, część prawicowych komentatorów wspierających Karola Nawrockiego ruszyła do ataku. Zaczęto przekopywać profile kobiety na platformach społecznościowych, wyciągać stare zdjęcia, wpisy, posty i informacje o miejscach zatrudnienia. Oczywiście, jak to zwykle bywa przy okazji internetowego linczu, pojawiły się również fałszywki. Jedną z nich było zdjęcie przedstawiające wcale nie panią Nataszę, lecz aktorkę w dość skąpym stroju. Mimo że internauci dość szybko wykazali, że fotografia przedstawia inną osobę, nie pojawiły się przeprosiny ze strony tych, którzy ją rozpowszechniali.Prawicą hejtuje Nataszę GeldonNagle okazało się, że fakt, iż pani Natasza wiele lat temu opublikowała w mediach społecznościowych zdjęcie z imprezy, fotografię z tęczową flagą czy, co już najwyraźniej uznano za prawdziwy skandal, zdjęcie, na którym widać jej pępek, ma podważać jej wiarygodność jako świadka. Można by wręcz wywnioskować, że osoba zeznająca przed sądem powinna mieć absolutnie krystaliczną przeszłość i prowadzić życie buddyjskiego mnicha. Jednocześnie tym samym osobom, które przekonywały, że sama praca w Grand Hotelu jest wystarczającym powodem, by podejrzewać panią Nataszę o prostytucję i podważać jej wiarygodność, zupełnie nie przeszkadza fakt, że w tym samym czasie, w tym samym hotelu pracował obecny prezydent.Czytaj też: „Powrót do normalności”. Adwokat pochwalił sędzię TKFala nienawiści, która zalała panią Nataszę, jest naprawdę niewyobrażalna. Niestety potwierdza obawy, o których wspominał Andrzej Stankiewicz. Jak opowiadał dziennikarz, niewiele brakowało, by kobieta już w pierwotnej publikacji opowiedziała o pracy Karola Nawrockiego pod własnym nazwiskiem. Zbiegło się to jednak w czasie z publikacjami dotyczącymi kawalerki pana Jerzego, którą przejął Karol Nawrocki, oraz wypowiedzią opiekunki starszego mężczyzny, która zarzucała prezydentowi, że nie interesował się swoim, jak sam twierdził, podopiecznym. Wówczas podobna fala internetowego hejtu wylała się na Annę Kanigowską. Natasza Geldon przestraszyła się, że może spotkać ją to samo.Jak widać, nie pomyliła się. Życie kobiety, która dotąd pozostawała osobą nierozpoznawalną publicznie, jest dziś rozgrzebywane na wszystkie możliwe sposoby. Każdy pretekst staje się okazją do ataku i próby przedstawienia jej jako osoby niewiarygodnej.Dość znamienne są również zarzuty formułowane przez polityków PiS, którzy podważają zeznania pani Nataszy, ponieważ niektóre wydarzenia sprzed 20 lat pamięta bardzo dobrze, a innych już nie. Każdy z nas wie przecież, jak działa ludzka pamięć. Niektóre sytuacje i szczegóły potrafimy zapamiętać wyjątkowo wyraźnie, podczas gdy inne z czasem zacierają się w naszej pamięci. Rozmawiałam w tym tygodniu z prawnikami, którzy zwracali uwagę, że właśnie tak często wyglądają zeznania świadków. To rolą sądu jest weryfikacja ich wiarygodności, a nie internetowego komentariatu.Wyborcy Nawrockiego nie zmienią zdaniaWyrok Sądu Okręgowego w Warszawie będzie dotyczył tego, czy Onet, publikując swój reportaż, działał z zachowaniem należytej rzetelności dziennikarskiej. Choć opinia publiczna postrzega tę sprawę przede wszystkim jako rozstrzygnięcie tego, czy Karol Nawrocki uczestniczył, czy też nie, w procederze sprowadzania prostytutek do hotelu, sam jednak proces i wyrok to jedna kwestia. Druga to wszystko, czego dowiadujemy się o przeszłości prezydenta.Mam jednak nieodparte wrażenie, że w tak spolaryzowanym polskim społeczeństwie osoby, które zagłosowały na Karola Nawrockiego, a przecież zrobiły to, znając już publikacje dotyczące Grand Hotelu, wcześniejsze doniesienia o kawalerce pana Jerzego i inne opisywane sprawy, niezależnie od wyroku zdania nie zmienią. Znajdą wytłumaczenie albo po prostu nie dadzą wiary słowom świadków. Z kolei osoby, które krytycznie oceniają prezydenta, utwierdzą się jedynie w przekonaniu, że nie jest on właściwą osobą do sprawowania urzędu prezydenta Polski.Przeraża mnie jednak, że niewygodne dla prezydenta zeznania, dla dużej części jego zwolenników stają się wystarczającym powodem, by zaszczuwać w internecie kobietę, która miała odwagę zeznawać w procesie dotyczącym głowy państwa. Oczekiwałabym także, choć nie mam większych złudzeń, że prezydent Polski, widząc, w jaki sposób traktowana jest pani Natasza, stanie w jej obronie. Owszem, może twierdzić i zapewne tak będzie, że jej zeznania są kłamliwe. Chciałabym jednak, żeby nawet w takiej sytuacji zaapelował o minimum szacunku dla osoby, która została brutalnie zaatakowana.Czytaj też: Korwin-Piotrowska broni decyzji. „Nikt nie stoi ponad prawem”