Raport specjalny. Ci sami trzej oficerowie białoruskiego KGB, ten sam kompleks apartamentów w Budapeszcie i dwóch agentów z dwóch różnych krajów. Taksówkarz z Białegostoku i były wiceszef mołdawskich służb zostali uwolnieni w kwietniowej wymianie szpiegów w Białowieży. Dziennikarze Raportu Specjalnego dotarli do szczegółów działalności białoruskich szpiegów i ujawniają kulisy operacji KGB w Polsce i Europie. • Uładzisłau Nadziejka i Alexandru Bălan, szpiedzy białoruskiego KGB wymienieni w Białowieży 28 kwietnia 2026 roku, spotykali się w lutym i kwietniu 2025 roku z tymi samymi oficerami KGB w tym samym kompleksie apartamentów w Budapeszcie.• Aleksandru Bălan spotykał się z oficerami KGB dwukrotnie. Ze spotkań za każdym razem wracał przez Kraków.• Po powrocie z Budapesztu Bălan przygotowywał dla KGB raporty o Ukrainie, Rumunii i Mołdawii. Skrzynkę, przez którą się kontaktowali, kilka godzin po jego zatrzymaniu ktoś usuwa, logując się z białoruskiego adresu IP.• Według naszych ustaleń Nadziejka przekazywał KGB nazwiska członków białoruskiej organizacji paramilitarnej w Polsce.Tu białoruskie KGB organizowało spotkania ze swoimi agentamiApartamenty NovaCity przy ulicy Szövetség 27 leżą w samym sercu starej, żydowskiej dzielnicy Erzsébetváros w Budapeszcie. To tu, w niepozornym mieszkaniu, rzut beretem od obleganej przez turystów i influencerów kawiarni New York Café, białoruskie KGB organizuje spotkania ze swoimi agentami. Dotarliśmy do informacji o przebiegu i okolicznościach spotkań, organizowanych przez oficerów Zarządu Wywiadu Zagranicznego KGB.W maju 2024 roku Alexandru Bălan, były wiceszef mołdawskich służb, spotkał się z czterema oficerami w mieszkaniu przy ulicy Király, które wynajął na fałszywe dane. Dziewięć miesięcy później, 11 i 12 lutego 2025 roku, niespełna 500 m dalej, w kompleksie NovaCity na Uładzisłaua Nadziejkę, taksówkarza z Białegostoku, czekają Uładzimir Warażbitau, przedstawiony mu jako „Jurewicz”, Uładzimir Jarmak i Paweł Dawidowicz.Kolejne spotkanie odbywa się dwa miesiące później. W tym samym kompleksie melduje się też Alexandru Bălan. Z akt śledztwa, do których dotarliśmy, wynika, że adres spotkania szyfrowanym kanałem podali mu Białorusini: w jego telefonie nie ma śladów poszukiwania noclegu. Do wyszukiwarki od razu wpisał „Szövetség 27” i zarezerwował mieszkanie na fałszywe nazwisko „Alex Belan”.Czytaj także: Szpic Łukaszenki. „Generałowie raportowali psu Umce”Z dokumentów śledztwa wynika, że węgierskie służby obserwowały Bălana co najmniej od maja 2024 roku, gdy po raz pierwszy spotkał się z oficerami KGB. Fotografowały go w bistro, z którego publicznego wi-fi dzwonił, i notowały godziny wejść oficerów KGB do budynku.Dlaczego miejscem spotkań był Budapeszt? – Węgry stały się białą plamą na mapie operacji kontrwywiadowczych NATO – mówi nam Szabolcs Panyi, węgierski dziennikarz śledczy. Według Panyiego za rządów Viktora Orbána kontrwywiad nie dostawał poleceń, by przeciwdziałać Rosjanom czy Białorusinom.Pan Nikt Uładzisłau Nadziejka przyjechał do Białegostoku z Grodna razem z falą emigrantów z Białorusi po brutalnie stłumionych protestach w 2020 roku. – Miał legendę biednego taksówkarza. Widać było, że w ogóle nie pracuje – mówi nam informatorka, która znała go blisko. Wylicza jego koszty utrzymania: wynajem samochodu - 3200 zł miesięcznie; mieszkanie kolejne 3000 zł. Do tego, co wieczór alkohol, którego miał nadużywać. – Mówił, że w przeszłości zarabiał na kontrabandzie i pieniędzy wystarczy mu do końca życia – relacjonuje informatorka. Czy zdarzało się, że znikał na dłuższy czas? – Jeździł na Węgry. Nawet kupił po to samochód. Kupił go w grudniu 2024 roku, a sprzedał już w maju – mówi nasza informatorka. Wspomina, że niedługo po tym, gdy zerwała z nim kontakt, funkcjonariusze KGB przyszli do jej ojca mieszkającego na Białorusi. Wiedzieli wszystko o jej działalności opozycyjnej w Polsce. Nadziejka szybko zbliżył się do Pospolitego Ruszenia, paramilitarnej organizacji białoruskich emigrantów, która szkoliła się na wypadek powtórki protestów w Białorusi. – KGB dostaje zadania przenikania do takich organizacji i dostarczania informacji, żeby ludzi można było pociągać do odpowiedzialności karnej – tłumaczy Aleksander Azarau, jeden z założycieli Pospolitego Ruszenia. Białoruska propaganda pokazywała wykradzione nagrania ze szkoleń i ujawniała tożsamości ćwiczących. Według naszych ustaleń nazwiska przekazywał KGB właśnie Nadziejka.Dima, instruktor taktyki wojskowej, wspomina, że podczas jednego ze szkoleń, które prowadził, podszedł do niego Nadziejka. – Powiedziałem, że wszystko o was wiemy, jeszcze was sprawdzamy dokładnie. Jeżeli coś wyjdzie, to osobiście was zastrzelę. I to podziałało – wspomina Dima. Nadziejka przyznał się, że w przeszłości współpracował z KGB. – Wspominał, że podpisywał dokumenty, ale teraz już z nimi nie współpracuje, bo mieszka w Polsce – dodaje instruktor.– Jak powiedział, że współpracował z KGB, to wam to nie przeszkadzało?– Myślałem, że go jeszcze raz sprawdzą, bo bezpieczeństwem zajmują się inni ludzie.Według naszych nieoficjalnych informacji Nadziejka przed przystąpieniem do szkolenia miał również przejść badanie wariografem, a jego wynik był niejednoznaczny.– Tak się zdarza. Jesteśmy nie w swoim kraju nie mamy swoich specsłużb, żeby sprawdzić. Jeżeli na 500 osób, mamy 2, 3, 4 agentów, to to nie jest tak dużo – mówi z rozbrajającą szczerością Siergiej Bespalau, jeden z twórców Pospolitego Ruszenia. Czyatj także: Sabotażyści z Białorusi zaatakowali na Łotwie. „Byli uzbrojeni”Po kwietniowej wymianie białoruska propaganda pokazała, jak wiceszef wydziału śledczego KGB wita Nadziejkę kwiatami. – Pracujemy dalej. Wszystko będzie dobrze – mówi do kamery uśmiechnięty Nadziejka. Namierzyliśmy konto na Telegramie, którego Nadziejka używa do dziś. Podpisuje się „Mr. Nobody”, czyli „Pan Nikt”. Nie odpowiedział na nasze wiadomości.Ustaliliśmy, że Nadziejka po zatrzymaniu, przesłuchiwany był w Polsce na potrzeby śledztwa prowadzonego przez rumuńską prokuraturę. W zeznaniach opisał spotkania w Budapeszcie 11 i 12 lutego 2025 roku. Oficera prowadzącego przedstawiono mu jako „Jurewicza”. Według prokuratorów po spotkaniach, tak jak później Bălan, dostał zapłatę w euro. Bălana – jak zeznał – nie zna.Agent dwóch wywiadów Alexandru Bălan to inna liga niż Nadziejka. Kierował kontrwywiadem, a od 2016, do 2019 roku był wicedyrektorem mołdawskiej Służby Informacji i Bezpieczeństwa (SIS). Współpracował z rumuńskimi służbami i miał dostęp do informacji ściśle tajnych. Ma też rumuńskie obywatelstwo, dlatego ścigała go specjalna jednostka prokuratury do walki z terroryzmem i przestępczością zorganizowaną – DIICOT. – Przestępstwa dotyczyły zdrady i nieuprawnionego posiadania dokumentów stanowiących tajemnicę państwową. Trudno oszacować skalę szkód – mówi prokurator kierujący śledztwem.Czytaj także: Kolejne ułaskawienia na Białorusi. Większość skazano za „ekstremizm”Pierwsze udokumentowane spotkanie odbyło się 20 maja 2024 roku. Bălan przyleciał z Tallina przez Warszawę i wynajął przez Airbnb mieszkanie przy ulicy Király. Podał fałszywe dane: jako miejsce urodzenia „Warsom”, jako datę urodzenia – dzień, w którym wydano mu rumuński dowód osobisty. Przez osiem godzin spotkania nie odpowiedział na żadne z 236 powiadomień, które pojawiły się w jego telefonie.Akt oskarżenia odtwarza spotkania w Budapeszcie niemal minuta po minucie. 9 kwietnia 2025 roku o 11:17 Uładzimir Warażbitau sam wszedł do budynku przy Szövetség 27. Wyszedł o 22:30. Dwaj pozostali oficerowie czekali w hotelu, w południe donieśli mu jedzenie na wynos. Przez cały ten czas Bălan niemal nie dotykał telefonu – zignorował 512 powiadomień z komunikatorów, otworzył tylko jeden link. Następnego dnia spotkanie trwało kolejne sześć godzin.Rano, przed drugim spotkaniem, Bălan obszedł 11 kantorów, w kilku uważnie, przez kilka minut obserwując przechodniów i najbliższe otoczenie. Wymienił 1500 euro w setkach na banknoty po 200 i 500 euro, dzień później kolejne 1400 euro. Prokuratorzy uważają, że w ten sposób pozbywał się banknotów od KGB, które mogły być oznaczone. Bălan twierdził później w zeznaniach, że wymieniał mołdawskie leje. W 2025 roku nie miał legalnej pracy.Z Budapesztu poleciał do Brukseli, a stamtąd do Krakowa. Po spotkaniu w 2024 roku – przez Tiranę – także do Krakowa. Bilety kupował mu pośrednik, były funkcjonariusz mołdawskich służb. Bălan pisał mu, że chce lecieć do Polski, najlepiej do Rzeszowa. – To był jeden z najlepszych agentów operacyjnych. Poprosił o bilet i tyle – mówi nam pośrednik. Twierdzi, że o kontaktach Balana z KGB nie wiedział.Raporty w szkicachPoza spotkaniami Bălan kontaktował się z KGB przez skrzynki mailowe, do których dostęp mieli zarówno Bălan, jak i ludzie z KGB. Wiadomości zapisywano jako szkice wiadomości, ale nigdy ich nie wysyłano – dzięki temu, białoruskie służby liczyły, że nie uda się ich przechwycić. Podczas przeszukania, na dysku Bălana śledczy znaleźli nawet wskazówkę, by posługiwać się właśnie tą metodą.W lipcu 2025 roku, trzy miesiące po spotkaniach w Budapeszcie, Bălan napisał po rosyjsku sześć raportów wywiadowczych. Opisywał rozmowy ze źródłami, głównie na Ukrainie – wojskowymi i prawdopodobnie funkcjonariuszami SBU – o kryptonimach „Kaukazczyk”, „Skorumpowany”, „Bloger” czy „Przedstawiciel lasu”.Bălan został zatrzymany na lotnisku w Timisoarze 8 września 2025 roku. Kilka godzin później, gdy informacja trafiła na czołówki rumuńskich mediów, ktoś zalogował się do skrzynki służącej do przekazywania informacji do KGB: alvlapow@gmail.com z adresu IP białoruskiego operatora Beltelecom i ją usunął.Czytaj także: Trump zapowiada „potężny układ” z Białorusią. Chodzi o import surowcówW mieszkaniach Balana w Kiszyniowie zabezpieczono kilkadziesiąt telefonów i dysków, część z nich znajdowała się w tzw. klatce Faradaya – używa się jej m.in. do ochrony elektroniki, blokowania łączności telefonów i zabezpieczania przed podsłuchem.Na dyskach było 14 dokumentów mołdawskich służb, w tym notatka dla CIA o spotkaniu z oficerem rosyjskiego GRU, a także ściśle tajne dokumenty rumuńskiego wywiadu i SRI – jeden z nazwiskami czynnych oficerów. Był też plik „mutre 2013” (po rumuńsku: „gęby”) z podpisem „Współpracownicy SRI Jassy” i siedmioma zdjęciami. Według rumunskiego wywiadu SRI Bălan zna tożsamość tych ludzi, a ich ujawnienie KGB zagraża bezpieczeństwu Rumunii. Służba twierdzi też, że Bălan „działał na rzecz stworzenia siatki agentów” KGB.Zatrzymania się nie spodziewał. – Był bardzo zaskoczony – mówią śledczy. Zaprzeczył wszystkiemu, także temu, że zna oficerów KGB. Został oskarżony o usiłowanie zdrady i ujawnienie tajemnicy zagrażającej bezpieczeństwu państwa.Akt oskarżenia wymienia czterech oficerów KGB, z którymi spotykał się Bălan. Według naszych ustaleń i informatorów z BELPOL organizacji byłych białoruskich funkcjonariuszy, trzech z nich przyjechało do Budapesztu na spotkania z Nadziejką.• Uładzimir Warażbitau, alias „Jurewicz” – oficer prowadzący. Przez lata działał pod przykrywką dyplomaty, m.in. przy ONZ w Nowym Jorku.• Uładzimir Jarmak – zabezpieczał spotkania. Wcześniej był radcą ambasady Białorusi w Pradze.• Mikałaj Dukszta – radca ambasady w Pradze i kierowca grupy. W 2024 roku oficjalnie zgłosił się Czechom jako przedstawiciel KGB. Wydalono go za szpiegostwo.Oficerowie jeździli szarym hyundaiem tucsonem na czeskich numerach dyplomatycznych. Przed spotkaniem Dukszta jechał z Pragi na polsko-czeskie przejście graniczne Zawidów–Habartice. Następnego dnia oficerowie wjeżdżali z Polski do Czech i przez Słowację kierowali się na Węgry. Po powrocie nocowali w praskim hotelu Mama Shelter, a potem znów jechali do Zawidowa, skąd Dukszta wracał do Pragi sam. Tę samą trasę agenci pokonuję zarówno w lutym przed spotkaniem z Nadziejką jak i w kwietniu przed spotkaniem z Bălanem. Wymiana „jak u Hitchcocka” W Białowieży Polska przekazała Białorusi pięć osób: Aleksandra Butiagina, Alexandru Bălana, Ninę Popową, Anuara Bakibaja i Uładzisłaua Nadziejkę. Wymiana odbyła się w formacie „pięć na pięć”. Bălan dziękował potem w białoruskiej telewizji Białorusi i jej prezydentowi za „wyciągnięcie pomocnej dłoni”.Jednym z wymienionych był Anuar Bakibaj, major kazachskiego wywiadu wojskowego pod przykrywką dyplomaty. ABW zatrzymała go w lipcu 2025 roku. – Jego działalność wywiadowcza była ukierunkowana na instytucje wojskowe – mówi prokurator Artur Kaznowski z powołanego w grudniu 2025 roku zespołu do spraw szpiegostwa, dywersji i sabotażu. Według naszych ustaleń chodziło o Bydgoszcz, gdzie mieszczą się strategiczne ośrodki NATO. Bakibaj miał próbować zwerbować pracującego w strukturach Sojuszu ukraińskiego pułkownika. Oferował kilka tysięcy dolarów, pseudonim „Francuz” i okulary do fotografowania tajnych dokumentów.Oficer kontrwywiadu ABW, bezpośrednio zaangażowany w operację wymiany szpiegów, mówi, że najtrudniejszy jest moment przejścia. – Do ostatniej chwili nie wiadomo, czy wszystko pójdzie zgodnie ze scenariuszem. Z nie do końca przewidywalnym przeciwnikiem trzeba mieć wariant B, C, a nawet dalej w alfabecie – mówi. Porównuje to do filmów Hitchcocka: napięcie trwa od pierwszej do ostatniej minuty.Jak tłumaczy, do takich wymian dochodzi w szczycie zagrożeń wywiadowczych, gdy aktywność obcych służb jest największa. Od 2022 roku w Polsce działają przede wszystkim służby rosyjskie i białoruskie, ale też służby państw sprzymierzonych z Rosją.Zwraca uwagę, że po 2022 roku do metod działania obcych wywiadów, oprócz klasycznego werbunku wrogich służb, doszły dywersja i operacje, których celem jest fizyczna eliminacja konkretnych osób. – To kolejna odsłona zimnej wojny. Takie działania obserwowano w państwach zachodnich przed 1989 rokiem – mówi.Cały reportaż „Nowa Zimna Wojna” można obejrzeć w Raporcie Specjalnym w TVP VOD oraz na kanale YouTube Raportu Specjalnego.