Taniej już było. Taniej samolotem już było, a okazyjne podróżowanie może się okazać tej zimy trudniejsze niż do tej pory. Rekordowo drogie paliwo zmusza przewoźników do ograniczania siatek połączeń, a możliwości dalszego brania rosnących kosztów na siebie są coraz mniejsze. LOT zawiesza część europejskich tras, inni przewoźnicy redukują setki tysięcy miejsc. Branża ostrzega, że problemy mogą wcale nie zniknąć w 2027 roku. Jeszcze w lutym paliwo odpowiadało za mniej więcej jedną czwartą kosztów ponoszonych przez linie lotnicze. Dziś w przypadku LOT-u jego udział może sięgać nawet 40 proc. U części przewoźników sytuacja jest jeszcze trudniejsza.Według danych Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) w połowie października paliwo lotnicze było na świecie o blisko 114 proc. droższe niż rok wcześniej. Średnia cena przekraczała 192 dolary za baryłkę.Gwałtowny wzrost nastąpił na przełomie lutego i marca, wraz z rozpoczęciem konfliktu zbrojnego w Zatoce Perskiej.Drogie paliwo. Linie lotnicze mówią „dość”IATA szacuje, że w całym 2026 roku paliwo może odpowiadać już za ponad 30 proc. kosztów przewoźników. Rachunek całej branży ma być o około 100 mld dolarów wyższy niż w ubiegłym roku.Linie próbują ograniczać skutki podwyżek między innymi poprzez oszczędności, zmiany w siatkach połączeń oraz kontrakty zabezpieczające ceny paliwa. Takie umowy pozwalają części przewoźników nadal kupować paliwo po cenach ustalonych przed gwałtownymi podwyżkami.Według organizacji zyski całej branży mogą w tym roku spaść o połowę, do 23 mld dolarów. Oznaczałoby to około 4,5 dolara zysku przypadającego na jednego pasażera.LOT zawiesza część połączeńSkutki odczują również pasażerowie podróżujący z Polski. LOT do końca października zawiesi połączenie z Warszawy do Bolonii, a także rejsy z Krakowa do Madrytu, Rzymu i Barcelony. Na części innych tras zmniejszona zostanie częstotliwość rejsów. Zawieszone połączenia mają wrócić wraz z letnim rozkładem, czyli na początku kwietnia.Przewoźnik wskazuje również na silną konkurencję w Europie Środkowej. Utrudnia ona proste przerzucenie wyższych kosztów na pasażerów poprzez podniesienie cen biletów.LOT jednocześnie rozwija bardziej dochodową siatkę dalekodystansową. Uruchomił połączenie do Bangkoku, a pod koniec marca planuje rozpoczęcie lotów do Hanoi. Do połowy przyszłego roku flotę mają zasilić również cztery Dreamlinery.Mniej tanich miejsc w samolotachLOT nie jest wyjątkiem. Linie w całej Europie ograniczają zimową ofertę. EasyJet zdecydował się na usunięcie z rozkładu kolejnych 600–700 tys. miejsc. Łącznie z wcześniejszymi cięciami zimowa oferta przewoźnika ma skurczyć się o około 1,4 mln miejsc, czyli blisko 3 proc.Wizz Air ograniczył liczbę oferowanych miejsc na okres od października do marca o 5 proc. Ryanair obniżył natomiast prognozę liczby pasażerów na trwający rok finansowy.Nie wszyscy przewoźnicy znajdują się jednak w takiej samej sytuacji. Linie, które wcześniej zabezpieczyły ceny paliwa kontraktami, mogą mieć znaczącą przewagę nad konkurencją.– Przewoźnicy, którzy nie mają hedgingu sprzed marca, mają tak naprawdę jedną możliwość cięcia kosztów – latać mniej – ocenia dziennikarz lotniczy Dominik Sipiński.Bilety lotnicze będą droższe?O tym, że presja kosztowa może przełożyć się na ceny dla pasażerów, świadczy sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Według danych przytaczanych przez CNN ceny biletów lotniczych w USA były latem o około 25 proc. wyższe niż rok wcześniej.Przewoźnicy zaczęli również ograniczać najmniej rentowne rejsy – między innymi w środku tygodnia, wczesnym rankiem czy późnym wieczorem. To właśnie na takich połączeniach podróżni często znajdowali najtańsze bilety.Amerykańskie linie wskazują przy tym na jeszcze jeden czynnik: mimo podwyżek samoloty pozostają pełne. Silny popyt oznacza, że przewoźnicy mają mniejszą motywację do obniżania cen.Szef Delta Air Lines Ed Bastian ocenił, że choć impulsem do podnoszenia cen biletów i opłat były koszty paliwa, pasażerowie zaakceptowali wyższe stawki. Jego zdaniem mogą się więc one utrzymać nawet wtedy, gdy paliwo zacznie tanieć.Trudna zima dla pasażerów i przewoźnikówW Europie sytuacja może wyglądać nieco inaczej. Zimą popyt na podróże jest mniejszy, a silna konkurencja ogranicza możliwości podnoszenia cen. Linie mogą więc częściej reagować nie podwyżkami, lecz ograniczaniem liczby rejsów.Dla pasażera efekt może być podobny: mniejsza liczba połączeń oznacza mniejszy wybór i mniej okazji do znalezienia bardzo taniego biletu.Na razie niewiele wskazuje więc na szybki powrót do sytuacji sprzed gwałtownego wzrostu cen paliwa. Dla osób planujących zimowe wyjazdy może to oznaczać, że na popularnych trasach szczególnie istotne będzie wcześniejsze rezerwowanie biletów i większa elastyczność przy wyborze terminu podróży.Zobacz także: Pociągi tańsze o połowę. Litewski przewoźnik reaguje na ceny paliw