Nocne obrady w parlamencie. Całą noc trawały protesty dziennikarzy czeskich mediów publicznych, gdy rząd pod osłoną nocy usiłował przeprowadzić zmiany w finansowaniu mediów. W rozmowie z portalem TVP.Info czeski dziennikarz Filip Harzer wyjaśnia, jak funkcjonuje system medialny naszych sąsiadów i wskazuje zagrożenia jakie wiążą się z planowanymi zmianami. Mimo protestów projekt zmian w finansowaniu czeskich mediów publicznych przeszedł nad ranem w sobotę pierwsze czytanie w Izbie Poselskiej. Zakłada on likwidację dotychczasowych opłat abonamentowych i finansowanie Czeskiej Telewizji (ČT) oraz Czeskiego Radia (ČRo) bezpośrednio z budżetu państwa.Projekt „przepchnięty” o świcieDemonstranci wypełnili praskie Malostranské náměstí przed siedzibą Izby Poselskiej i pozostali tam całą noc. Protestujący obawiają się, że uzależnienie ČT i ČRo od pieniędzy przyznawanych z budżetu może osłabić niezależność mediów publicznych.Tomio Okamura, lidera SPD i przewodniczący Izby Poselskiej, który należy do zwolenników likwidacji obecnego systemu finansowania, powiedział otwarcie, że „ČT (Czeska Telewizja – red.) działa przeciwko jego interesom, interesom Republiki Czeskiej i jej obywateli”.– Rząd Andreja Babiša chce zlikwidować abonament radiowo-telewizyjny, który od lat stanowi podstawę finansowania czeskich mediów publicznych. Nie jest to system idealny, ponieważ o wysokości opłat decydują politycy, ale dotychczas zapewniał on Czeskiej Telewizji i Czeskiemu Radiu stosunkowo dużą niezależność finansową – powiedział w piątek wieczorem portalowi TVP.Info czeski dziennikarz Filip Harzer. Jak wyjaśnia, teraz te media mają być finansowane bezpośrednio z budżetu państwa. – Rząd proponuje wprawdzie ustawowe gwarancje finansowania, ale zasadniczo zmienia się sam mechanizm. Pojawia się obawa, że media publiczne staną się bardziej zależne od woli politycznej – podkreśla. Jak dodaje, dodatkowo rząd chce ograniczyć budżety tych instytucji. – W praktyce oznacza to poważne osłabienie obu instytucji i ograniczenie ich możliwości działania. Zamiast wzmacniać media publiczne w czasach dezinformacji i zagrożeń bezpieczeństwa, czeski rząd zamierza je osłabić – podkreśla. CZYTAJ TAKŻE: Miliarder i skandalista zostanie premierem Czech. Co myśli o Polsce?Zagrożenie dla wolności mediów i pluralizmu w CzechachDziennikarz dostrzega zagrożenie dla wolności mediów i pluralizmu. Zastrzega jednak, że konieczna jest znajomość specyfiki czeskich mediów publicznych w kontekście Europy Środkowej. – Czeska Telewizja i Czeskie Radio nie są mediami państwowymi, które po każdej zmianie władzy stają się politycznym łupem zwycięzców. To rzeczywiste media służby publicznej, które przez ponad trzy dekady odgrywały bardzo ważną rolę w czeskiej demokracji – mówi. Zaznacza, że zdarzały się próby politycznych nacisków, ale nie doszło do ich trwałego podporządkowania jednej partii ani przekształcenia w narzędzie propagandy rządowej.Ponadto – dodaje Harzer – istotny jest również szerszy kontekst. – Koalicja Babiša, skupiająca populistów i skrajną prawicę, nie atakuje wyłącznie mediów publicznych. Jej politycy regularnie dyskredytują także niezależne media krytyczne wobec rządu, w tym moją redakcję, Seznam Zprávy – podkreśla, dodając, że „nie chodzi więc wyłącznie o zmianę sposobu finansowania telewizji i radia”, lecz o stosunek władzy do niezależnego dziennikarstwa i publicznej kontroli rządzących.Czy Czesi obronią media publiczne? Pytany o stosunek czeskich dziennikarzy do zapowiadanych zmian, wyjaśnia, że w środowisku narasta sprzeciw, a pracownicy czeskich mediów publicznych ogłosili już całodobowy strajk. Dodaje także, że dziś w Pradze odbyła się pierwsza demonstracja w obronie mediów publicznych.Odnosząc się do pytania o to, czy za dziennikarzami stanie społeczeństwo, wskazuje, że trudno jednoznacznie ocenić nastroje całego społeczeństwa.– Czeska opinia publiczna jest politycznie podzielona, a część wyborców obecnej koalicji od dawna postrzega media publiczne jako stronnicze – mówi. – Nie powiedziałbym więc, że wszyscy Czesi staną po stronie dziennikarzy. Ale niezależność mediów publicznych jest w Czechach tematem, który potrafi zmobilizować znaczną część społeczeństwa. Mamy już takie doświadczenie z przeszłości – podkreśla. Dziennikarz odsyła nas do danych, według których tylko 11 proc. Czechów oczekuje od rządu rozwiązania kwestii funkcjonowania mediów publicznych. Priorytetowe są inne wyzwania, jak mieszkalnictwo, czy służba zdrowia.Czeska telewizja jak TVP w czasach PiS? Harzer pytany o to, czy czeskie media mogą z woli obecnie rządzących polityków pójść w kierunku TVP w czasach PiS czy węgierskich mediów w czasach Orbana odpowiada, że „w Polsce za rządów PiS, na Węgrzech pod rządami Viktora Orbána, a do pewnego stopnia również na Słowacji, celem było podporządkowanie mediów publicznych władzy i przekształcenie ich w kanały propagandy rządowej”.– W Czechach strategia wydaje mi się nieco inna. Nie sądzę, żeby Babiš chciał stworzyć kolejną TVP z czasów PiS, z jej prymitywną i nachalną propagandą. Moim zdaniem chodzi raczej o stopniowe osłabianie mediów publicznych, podważanie ich wiarygodności, ograniczenie środków i wywieranie presji na dziennikarzy – podkreśla, dodając, że „efektem może być odejście części doświadczonych pracowników, osłabienie dziennikarstwa śledczego i krytycznego oraz stopniowa utrata zaufania do tych instytucji”. – Zresztą doświadczenia Polski pokazują również, jak trudno później odbudować media publiczne. Sama zmiana władzy nie wystarczy, by automatycznie przywrócić im niezależność i wiarygodność. To proces znacznie trudniejszy niż polityczne przejęcie telewizji – wskazuje. Dziennikarz spodziewa się ostrego konfliktu politycznego i społecznego. – Opozycja zapowiada obstrukcję parlamentarną, pracownicy mediów publicznych już ogłosili strajk, a na ulicach pojawili się pierwsi demonstranci – wskazuje. „Czeska demokracja doświadczyła podobnego konfliktu”Jak wyjaśnia, czeska demokracja ma zresztą doświadczenie podobnego konfliktu. – Na przełomie lat 2000 i 2001 doszło do tak zwanego kryzysu telewizyjnego. Po kontrowersyjnym wyborze nowego dyrektora Czeskiej Telewizji dziennikarze zbuntowali się przeciwko kierownictwu, okupowali redakcję i rozpoczęli strajk. W ich obronie na ulice wyszły dziesiątki tysięcy ludzi. Kryzys zakończył się zmianami w kierownictwie telewizji i przepisach dotyczących jej funkcjonowania – podkreśla. Co czeka czeskie media?Filip Harzer dodaje, że „dzisiaj atmosfera jest jednak inna”. – Społeczeństwo jest bardziej spolaryzowane, a rząd dysponuje większością parlamentarną pozwalającą mu forsować swoje rozwiązania. Spodziewam się sprzeciwu Senatu oraz możliwego weta prezydenta. Koalicja ma jednak wystarczającą liczbę posłów, by oba te sprzeciwy odrzucić, jeśli utrzyma jedność. Obawiam się więc, że protesty mogą nie wystarczyć do zatrzymania tych zmian – dodaje. Jego zdaniem potem wszystko będzie zależało od dalszej strategii rządu. – Nie spodziewam się jednej spektakularnej rewolucji czy natychmiastowego przejęcia redakcji. Bardziej prawdopodobna wydaje mi się metoda salami: stopniowe ograniczanie pieniędzy, kompetencji i niezależności, krok po kroku. To proces mniej widowiskowy niż otwarta polityczna czystka, ale w dłuższej perspektywie może być równie destrukcyjny – podkreśla. ***Filip Harzer to reporter zagraniczny w „Seznam Zprávy”. Mieszka w Pradze, ale podróżuje i pisze o Europie Środkowo-Wschodniej. Relacjonuje wybory, kryzysy, dynamikę społeczną i konflikty. Ma również doświadczenie reporterskie z Ukrainy i Stanów Zjednoczonych.Studiował nauki polityczne na Wydziale Humanistycznym i Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Karola, a także spędził semestr w ramach programu Erasmus w Warszawie.