Oficjalny organ alarmuje. Zdolność amerykańskich żołnierzy do prowadzenia wojny w Europie i na Pacyfiku jest osłabiona ze względu na ogromną odległość od potencjalnych pól bitewnych i braki kadrowe w najważniejszych zagranicznych kwaterach głównych – wynika z raportu waszyngtońskiego think tanku Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). Dokument przedstawił serwis Stars and Stripes, oficjalny organ US Army. Analitycy ocenili, że potencjał bojowy amerykańskiej armii za granicą jest silniejszy na papierze niż w rzeczywistości. Według raportu skuteczne dowodzenie i możliwości logistyczne zależą od obecności niezbędnych sił za granicą.„W rzeczywistości siły te stacjonują w Stanach Zjednoczonych” – zwrócono uwagę w raporcie, odnosząc się do potencjału przydzielonego do teatrów działań w Europie i na Pacyfiku. Nie sprecyzowano, które jednostki powinny zostać przeniesione, stwierdzono jedynie, że stałe rozmieszczenie większej liczby wojsk za granicą wzmocniłoby odstraszanie, skracając czas potrzebny na reakcję na kryzys.„Stałe rozmieszczenie tego potencjału – oraz sił, które z nich korzystają – nie tylko zapewniłoby realną zdolność odstraszania i zniwelowałoby różnicę czasu i odległości, ale także skróciłoby czas spędzony z dala od rodzin przez żołnierzy i jednostki realizujące te zadania” – twierdzili autorzy z CSIS.Niedobory kadrowe w US ArmyWskazali także na niedobory kadrowe w kwaterze głównej odpowiedzialnej za koordynację zagranicznych operacji wojskowych. „Obie armie teatru działań w Europie i Afryce oraz na Pacyfiku zgłaszają niskie wskaźniki uzupełniania personelu na poziomie sztabowym, pomimo że mają pierwszeństwo przed armiami innych teatrów działań” – podkreślili.Serwis Stars and Stripes zwrócił uwagę, że doniesienia te pojawiły się w czasie powracających pytań o przyszłość amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Administracja Donalda Trumpa naciska na sojuszników, by wzięli na siebie większą odpowiedzialność za obronę kontynentu przed Rosją. Spodziewa się również, że trwający przegląd armii przez Pentagon będzie miał wpływ na misję Dowództwa Wojskowego USA w Europie oraz liczbę żołnierzy i baz rozmieszczonych w Europie.Na początku października Pentagon zaprezentował własną strategię, opracowaną przez zastępcę szefa sztabu armii generała Christophera LaNeve'a. Zakłada ona rozmieszczenie sił wystarczająco blisko potencjalnych stref konfliktu, aby zapewnić szybką reakcję na sytuację kryzysową.Doświadczenia z UkrainyWzięto jednak pod uwagę trudności w przełożeniu tych koncepcji na rzeczywistość operacyjną. Armia musi położyć większy nacisk na dowództwo, sieci logistyczne i obronę przeciwlotniczą, które umożliwią formacjom bojowym dotarcie na pole bitwy i przetrwanie po dotarciu na miejsce.W raporcie stwierdzono również, że siły obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej armii są niewystarczające do ochrony wszystkich najważniejszych obiektów za granicą, niezbędnych do przetrwania w wojnie na dużą skalę.Stars and Stripes ocenił, że kluczowa jest adaptacja, szczególnie w kontekście produkcji tanich dronów, które zmieniły sposób walki w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Poddano również w wątpliwość, czy ośrodki szkoleniowe armii w wystarczającym stopniu uwzględniają doświadczenia zdobyte w Ukrainie.Czytaj także: Rosja co chwilę straszy atomem. Groźba czy realne zagrożenie?