Czarna plansza na ekranie. Państwowe czeskie radio i telewizja szykują się na strajk. Ma być większy i bardziej stanowczy niż czerwcowy strajk ostrzegawczy. Organizatorzy zapowiedzieli, że to odpowiedź na przepychany przez gabinet Andreja Babiša w parlamencie projekt ustawy o finansowaniu mediów publicznych z budżetu. Pracownicy czeskiego radia i telewizji obawiają się, że zastąpienie abonamentu bezpośrednim finansowaniem z budżetu państwa może osłabić niezależność nadawców.Obecny system – podkreślają – zapewnia im przychody pozwalające na pracę niezależną od rządu.„Rząd chce obciąć 15 proc. przychodów ČT i ČRo (Czeskiej Telewizji i Czeskiego Radia – red.). Oba media w ciągu pierwszego roku stracą 1,7 miliarda koron, co finansowo cofnie je do stanu sprzed 2008 roku. To destabilizacja mediów publicznych, która zatrzyma produkcję programów i zagrozi całym nadawcom” – tłumaczą organizatorzy strajku. Przed główną siedzibą Czeskiego Radia w Pradze odbyła się konferencja prasowa, na której inicjatywa Veřejnoprávně ogłosiła kolejne kroki.Strajk czeskich mediów przeciwko planom Babiša„Rząd Andreja Babiša dzisiejszego ranka rozpoczął w Izbie Poselskiej atak na niezależność mediów publicznych. Będziemy ich bronić. Dla was. Nie dla polityków” – podkreślili organizatorzy. Jak tłumaczą, przyspieszone wieczorne obrady w piątek i sobotę to dowód na to, że rządzący boją się reakcji społeczeństwa. Tym bardziej że parlamentarzyści nie zwykli obradować w weekendy.Według piątkowej zapowiedzi strajk rozpocznie się 3 listopada. Na ekranie Czeskiej Telewizji (CT) ma być wyświetlany czarny ekran, a aktualne informacje podawane jedynie co godzinę. Formuła może zostać zmieniona w nocy 4 listopada – gdy zaplanowano wydanie specjalne poświęcone wyborom połówkowym do amerykańskiego Kongresu. A jeszcze w piątek 23 października wieczorem pracownicy czeskich mediów publicznych mają udać się na plac przed parlamentem, by wyrazić swój sprzeciw wobec planów rządu.Czeskie media już w czerwcu przeprowadziły strajk ostrzegawczy. W proteście przeciw planom rządu Andreja Babiša prezenterzy pojawili się w czarnych strojach, programy były opóźnione, a na antenie wyemitowano minutę ciszy. Gabinet Andreja Babiša odpiera zarzuty o zagrożenie dla niezależności mediów publicznych. Rząd argumentuje, że zmiana systemu finansowania była zapowiadana podczas kampanii wyborczej i ma uprościć sposób utrzymywania nadawców.Czytaj też: Zmiany na polsko-czeskiej granicy. Będą nowe oznaczenia