Pogłoski o możliwym powrocie do polskiej polityki. Kto zastąpi odchodzącą z rządu Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz? Premier Donald Tusk zapowiada, że ma „dwie kandydatki”. Z ustaleń TVP Info wynika, że na liście pojawia się nazwisko byłej wicepremier, później także unijnej komisarz Elżbiety Bieńkowskiej. Sama nie uważa się za polityka, woli mówić „technokrata”. Przed laty zasłynęła kilkoma niefortunnymi wypowiedziami. Dziś pracuje w zagranicznej państwowej spółce. Polityczne trzęsienie ziemi w rządzie za sprawą głośniej rezygnacji Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz ze stanowiska minister funduszy i polityki regionalnej odbiło się echem nawet w Indiach, gdzie wizytę składa premier Donald Tusk. Kto zastąpi Pełczyńską-Nałęcz? „Dwie kandydatki”Rezygnacja tym głośniejsza, że nikt nie został o niej uprzedzony – ani partyjni koledzy z Polski 2050, ani koalicjanci, ani sam premier. Wszyscy dowiedzieli się z wpisu rezygnującej minister w mediach społecznościowych, choć od tygodni było wiadomo, że Pełczyńska-Nałęcz czuje się „niekomfortowo” – jak to dziś określają politycy koalicji – w rządzie. Premier krótko zakomunikował, że na jej miejsce ma „dwie kandydatki”. Kto pokieruje resortem, mamy się dowiedzieć, gdy szef rządu wróci do kraju z wyjazdu do Azji. Jak wynika z informacji TVP Info, na liście nazwisk do objęcia ministerstwa funduszy znajduje się postać niewidziana w krajowej polityce od ponad dekady. W programie „Sejm Opolskiej” senator KO Krzysztof Kwiatkowski mówił, że widzi na tym miejscu jedną kandydatkę – Elżbietę Bieńkowską.„Superminister”. Bieńkowska po 12 latach znów w rządzie? To była minister infrastruktury i rozwoju w okresie pierwszych rządów Donalda Tuska (kierowała tym resortem w latach 2013-2014). Wcześniej również minister rozwoju regionalnego (2007-2013). Gdy pod koniec 2013 roku Donald Tusk powierzał jej tekę wicepremiera oraz szefowej nowo utworzonego, gigantycznego Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, Elżbieta Bieńkowska stała się de facto jedną z najważniejszych osób w ówczesnym rządzie. W 2014 roku trafiła do Brukseli, by objąć stanowisko unijnej komisarz do spraw rynku wewnętrznego, przemysłu i przedsiębiorczości. Czym zajmuje się dziś Elżbieta Bieńkowska? Jeszcze niedawno, po odsunięciu PiS od władzy, była wymieniana jako kandydatka na szefową Orlenu, gdzie miała zastąpić Daniela Obajtka. Do tego jednak nie doszło. Obecnie jest przewodniczącą rady brukselskiego think tanku CEPS. Bieńkowska na kolei. W radzie nadzorczej Ukrzaliznycia W październiku 2025 r. media obiegła informacja, że była wicepremier i była unijna komisarz znalazła pracę w radzie nadzorczej Ukrzaliznycja – czyli Kolei Ukraińskiej. To państwowy monopolista i główny przewoźnik kolejowy w Ukrainie. Została tam jedną z siedmiorga członków nowej rady nadzorczej z trzyletnią kadencją. Słynne wypowiedzi Elżbiety Bieńkowskiej Przed laty jako minister Elżbieta Bieńkowska zasłynęła kilkoma równie głośnymi, co niefortunnymi wypowiedziami. Najsłynniejsza – paradoksalnie – związana była właśnie z koleją. W styczniu 2014 roku, gdy w wyniku oblodzenia sieci trakcyjnej dziesiątki pociągów miały wielogodzinne opóźnienia, Bieńkowska w telewizyjnym wywiadzie (jej resort odpowiadał za kolej) stwierdziła: W tym samym roku, podczas wakacyjnego szczytu komunikacyjnego na autostradach, uznała, że „Gdzie są bramki, tam są korki”. Jej wypowiedzi obrodziły wówczas setkami memów. Największa krytyka spadła jednak na nią po odejściu z rządu, gdy w maju 2015 roku upubliczniono jej rozmowę z ówczesnym szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Bieńkowska, mówiąc o pensji swojej znajomej z ministerstwa wynoszącej 6 tys. zł, stwierdziła, że za tyle pracuje „albo złodziej, albo idiota”. Bieńkowska nie uważa się za polityka. „Technokrata, jak to mówią” Sama nie myśli o sobie jako „polityku”. – „Nie mów, nie mów, dziewczyno, przecież byłaś wicepremierem, komisarzem, to jesteś politykiem”. No to dobrze, niech wszyscy sobie tam mówią – ja w środku nigdy się nie uważałam za polityka – mówiła w „Rozmowach niesymetrycznych”. Dorocie Wysockiej-Schnepf przyznała, że woli określenie „technokrata”. – Bardziej technokrata właśnie, jak to się mówi w językach, po prostu urzędnik wysokiego szczebla. Zawsze lubiłam znać materię, którą się zajmuję, tzn. lubiłam wiedzieć, co robię do samego końca i być bardzo w temacie – wspominała. Przyznała też, że nie ma mediów społecznościowych i wciąż mieszka w rodzinnych Mysłowicach. Tylko u nas: Nazwała go „biednym adwokaciną”. Zwrot w sprawie Krala i siostry Suszka