Alfabet Oczkosia. Są w polskim języku litery szlachetne: A jak Aksamit, B jak Bursztyn, C jak Cnota. Są też litery pracowite: Ł, bo bez niej nie ma „łaski”, a bez łaski nie ma ministra. I jest Y. Litera, od której w polskim nie zaczyna się żadne słowo, bo widocznie ktoś na górze uznał, że nie warto. Dlatego dziś nadrabiamy zaległości i wprowadzamy do słownika hasło na Y, które każdy z nas wypowiada średnio 340 razy dziennie: yyyyyyTam. Definicja naukowayyyyyyTam (rzecz. odsłowny, rodzaj nijaki, zaimkowo-westchnieniowy) to złożony akt mowy, w którym nadawca:1. rozpoczyna zdanie,2. orientuje się, że nie wie, co chce powiedzieć,3. wypełnia tę pustkę dźwiękiem „yyyyyy”, który ma sugerować intensywną pracę intelektualną,4. po czym zamyka sprawę słowem „tam”, jakby wszystko, co istotne, znajdowało się w jakimś innym miejscu, najlepiej niedostępnym.Przykład klasyczny: „No i wtedy on, yyyyyy, tam, no wiecie”. Nie, nie wiemy. Ale kiwamy głowami, bo tak nas wychowano.Pierwsze badania nad zjawiskiem prowadził Instytut Badań nad Niedopowiedzeniem. Wyniki są porażające: statystyczny Polak spędza 11 procent życia na mówieniu „yyy”. To więcej niż na spaniu u osób pracujących w korporacjach, a w przypadku radnych gminnych niemal tyle, ile trwa sama sesja rady.Anatomia yyyyyyTamSpecjaliści wyróżniają kilka gatunków.Yyy zwykłe. Krótkie, domowe, dla własnych potrzeb. Występuje przy pytaniu: „A co ty dzisiaj robiłeś?”. Wiek rozpoznawczy: od lat ośmiu wzwyż.Yyyyyy przeciągłe. Używane przez ekspertów w telewizji śniadaniowej. Trwa tak długo, że prowadząca zdąży zerknąć na zegarek, poprawić fryzurę i przypomnieć sobie, że zostawiła żelazko w domu, chyba wyłączone. Nic nie znaczy, ale brzmi jak doktorat.YyyyyyTam polityczne. Szczyt ewolucji gatunku. Polityk zapytany, czy poprze ustawę, której nie czytał, odpowiada: „No, yyyyyy, tam, jest to sprawa, która, wie pan, wymaga, tam, pogłębionej, yyy, refleksji”. Po czym refleksja jest tak głęboka, że nikt jej nie widział do następnej kadencji.YyyyyyTam naukowe. Moje ulubione, bo znam od środka. Na konferencji pada pytanie z sali, a prelegent mówi: „To jest, yyyyyy, bardzo ciekawe zagadnienie, które, tam, wykracza poza zakres niniejszego referatu”. Tłumaczenie z naukowego na polski: nie mam pojęcia, proszę następne pytanie, a najlepiej przerwę na kawę.Czytaj też: W jak Władza, która lubi rządzić duszą, ciałem i pilotem od telewizoraYyy w mediach, czyli świt półprzytomnościJako komentator medialny z obowiązku oglądam wszystko, co się rusza i co nadaje, a to, jak wiadomo, dwie różne kategorie. I stwierdzam bez cienia wątpliwości: polskie media stoją na yyyyyyTam.Weźmy program informacyjny. Reporterka stoi na tle budynku, który jest „tam”. Na pytanie ze studia: „Co się dzieje na miejscu?”, odpowiada: „Yyyyyy, no, tutaj, tam, jak państwo widzą, jest budynek”. Jest. Widzimy. Dziękujemy za materiał o budynku, który tam jest.Albo wywiad radiowy o szóstej czterdzieści w poranku. Redaktor, wciąż jeszcze w trybie kawowym, pyta: „Panie ministrze, czy, yyy, to znaczy, w kontekście, tam, tego wszystkiego…”. Minister odpowiada: „Yyyyyy, tak”. I wszyscy są szczęśliwi, bo nikt nie wie, na co ta odpowiedź była. To najuczciwszy dialog w polskiej polityce: dwie osoby, jedna sylaba i zero zobowiązań.W programach publicystycznych yyyyyyTam pełni funkcję zawiasu. Pozwala dwóm panom, którzy się nienawidzą, przejść płynnie od „ależ pan opowiada bzdury” do „no, tam, yyy, w sumie rozumiem pana punkt widzenia”, „wyjdź ze mną łobuzie, to ci pokarzę”.Czytaj też: T jak Tradycja Polityczna (zasadniczo i pobieżnie)Yyy w domu, czyli rodzina jako laboratoriumPrzejdźmy do badań terenowych, czyli do kuchni.Gdzie jest pilot? Yyyyyy, tam pada odpowiedź, ze wskazaniem ręką na połowę mieszkania.Mamy sześćdziesiąt metrów kwadratowych, a „tam” obejmuje pięćdziesiąt dziewięć. Pilot, jak wykazało śledztwo, znajdował się w lodówce, obok masła, co potwierdza starą prawdę naukową: wszystko, co ważne, jest „tam”, a „tam” zawsze jest tam, gdzie nie zaglądałeś.Z kolei nastolatka zapytana, jak poszło w szkole, wydaje z siebie „yyyyyy”, które w przeliczeniu na język dorosłych oznacza: „źle, ale nie będę rozwijała tematu, bo mam zasięg w połowie paska”. Ciąg dalszy brzmi „tam, normalnie”. Normalnie, czyli wcale.Yyy w pracy, czyli korporacyjna metafizykaW korporacji yyyyyyTam został podniesiony do rangi metodologii i ma nawet własny skrót: ASAP, czyli „Yyy, Tam, Jakoś To Będzie”.Spotkanie zespołu. Szef mówi: „Chciałbym, żebyśmy, yyyyyy, tam, zrobili krok w stronę, no, większej synergii”. Wszyscy zapisują. Nikt nie wie, w którą stronę jest ten krok, ale wszyscy ruszają natychmiast, każdy w inną, więc statystycznie ktoś musi trafić. To się nazywa zwinne zarządzanie w organizacji, bardzo ostatnio modne.Mail od szefa o 22:58 w piątek brzmi: „Proszę o, yyy, tam, ogarnięcie tematu do poniedziałku.” Temat nie został nazwany. Poniedziałek nie został sprecyzowany co do godziny. „Ogarnięcie” może znaczyć wszystko, od raportu po wymianę żarówki w sali konferencyjnej. Pracownik odpisuje: „Jasne, yyy, zajmę się”. I w ten sposób powstaje najstabilniejsza umowa w historii zatrudnienia: nikt nic nie obiecał, więc nikt jej nie złamał.Yyy w sztuce wysokiejNie zapominajmy o kulturze. Teatr eksperymentalny od lat próbuje oddać istotę ludzkiego „yyy” na scenie. Widziałem niedawno spektakl, w którym trzech aktorów w workach po ziemniakach przez godzinę i dwadzieścia minut powtarzało „yyyyyy… tam”, a reżyser w programie wyjaśnił, że to głos pokolenia, które zgubiło narrację. Publiczność wstała i biła brawo, choć nikt nie ręczy, czy z zachwytu, czy z ulgi, że to już koniec.Krytyk w gazecie napisał: „Dzieło, yyyyyy, tam, wymyka się jednoznacznym ocenom”. Najlepsza recenzja, jaką czytałem, bo sama jest tym, o czym mówi.Czy yyy jest groźne?Pytanie kluczowe. Odpowiedź brzmi: nie jest groźne, jest za to wszechobecne.Hipoteza lingwistyczna głosi, że „yyy” to oddech mózgu. Ja twierdzę coś odważniejszego: „yyy” to ostatni bastion wolności w kraju, w którym wszystko ma formularz. Pozwala nam powiedzieć „nie wiem” w sposób, który brzmi jak „wiem, ale wam nie powiem”. To maska, to dyplomacja, to tarcza chroniąca przed brutalną szczerością.Wyobraźcie sobie świat bez yyyyyyTam. Teściowa pyta: „No i jak ci smakowało?”. Bez „yyy” musielibyśmy odpowiedzieć prawdę. Wojny wybuchały z mniejszych powodów.Czytaj też: Dziś Sokrates nie przetrwałby pierwszego cyklu newsowegoPraktyczny poradnik: jak yyy poprawnieNa koniec garść rad dla początkujących, dopracowanych na materiale empirycznym, czyli na własnych błędach.1. Długość ma znaczenie. Im poważniejsze pytanie, tym dłuższe „yyyyyy”. Przy pytaniu o imię wystarczy dwa „y”. Przy pytaniu „gdzie byłeś wczoraj o dwudziestej trzeciej” zalecam rozbudowane, wibrujące „yyyyyyyyy”, najlepiej z podniesionymi brwiami.2. Tam, ale z klasą. Słowo „tam” wypowiadamy z lekkim machnięciem ręki w nieokreślonym kierunku. Kierunek nie ma znaczenia, ma być pewny siebie. Ten kto wskazuje „tam” z wahaniem, ten przegrywa.3. Nigdy nie kończ. Prawdziwy mistrz yyyyyyTam nie domyka zdania. Pozostawia słuchacza w zawieszeniu, a słuchacz sam sobie dopowiada najgorsze lub najlepsze, zależnie od humoru.4. Unikaj yyy przy pytaniu o PIN. To jedyna sytuacja, w której „yyy, tam, zaraz” nie działa na twoją korzyść. Bankomat nie ma poczucia humoru ani cierpliwości.Miała być krótka puenta, ale, yyyyyy, tam, no wiecie. Zresztą, jak już dotarliście do tego miejsca, to znaczy, że sami jesteście zaawansowanymi praktykami. Gratuluję: statystycznie na samo czytanie tego felietonu poszło wam około 40 „yyy”, nawet jeśli żadnego nie wypowiedzieliście na głos. Mózg robi to za was, po cichu, w tle, jak aktualizacje w telefonie.I tak oto doszliśmy do końca litery Y, jedynej, która nie ma własnego słowa, ale ma za to własną filozofię. Następnym razem pojawi się Z jak Zaraz. Ale to już zupełnie inna historia, którą opowiem, jak tylko, yyyyyy… tam… no, zaraz.