„Gość Poranka”. Joanna Kluzik-Rostkowska z Koalicji Obywatelskiej była gościem Piotra Maślaka w programie „Gość Poranka”. W rozmowie odniosła się do odejścia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu, sporów wewnątrz koalicji rządzącej, niezrealizowanych postulatów dotyczących prawa aborcyjnego oraz polityki Donalda Trumpa wobec Władimira Putina. Posłanka KO nie kryła krytycznej oceny postawy byłej minister, a w sprawach międzynarodowych wskazywała na znaczenie interesów biznesowych amerykańskiego prezydenta i nadchodzących wyborów w Stanach Zjednoczonych. Jednym z głównych tematów rozmowy była decyzja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o odejściu z rządu oraz jej relacje z pozostałymi członkami gabinetu. Piotr Maślak zapytał Kluzik-Rostkowską o ocenę tej sytuacji. Posłanka KO przyznała, że nie była zaskoczona rozwojem wydarzeń, ponieważ — jak oceniła — napięcia wokół postawy minister trwały już od dłuższego czasu.– Ja w ogóle nie jestem tą sytuacją zaskoczona, dlatego że od dawna pani minister była trochę w rządzie, trochę poza. Była taka wewnętrzna opozycja w rządzie, przynajmniej tak jej się wydawało – powiedziała.Wypowiedź dotyczy szerszego problemu funkcjonowania koalicji rządzącej, w której poszczególne ugrupowania i politycy mogą mieć odmienne oczekiwania dotyczące kierunku polityki.Kluzik-Rostkowska podkreśliła, że członkostwo w gabinecie oznacza współodpowiedzialność za podejmowane decyzje, również wtedy, gdy nie wszyscy ministrowie zgadzają się z przyjętymi rozwiązaniami.– Jak jest się członkiem rządu, to ponosi się odpowiedzialność za wszystkie działania rządu, a pani minister, w moim odczuciu, tak trochę chciała ponosić odpowiedzialność, a trochę nie – oceniła.Czytaj także: Sejm zdecydował. Będą limity czasu pracy i zarobków medyków„Polityka jest grą zespołową i grą kompromisów”Pytana o postulaty Pełczyńskiej-Nałęcz i jej spory z pozostałymi członkami rządu, posłanka KO zwróciła uwagę na znaczenie kompromisu. Jej zdaniem w polityce nie wystarczy przedstawiać własnych racji — konieczne jest również uwzględnianie stanowisk partnerów i poszukiwanie rozwiązań możliwych do zaakceptowania przez większość.– Polityka jest umiejętnością wprowadzania w czyn tego, co możliwe, i jest grą zespołową, a również grą kompromisów – zaznaczyła.Kluzik-Rostkowska odwołała się przy tym do własnego doświadczenia pracy w rządzie. Jak podkreśliła, wewnętrzne spory są naturalnym elementem procesu podejmowania decyzji, ale po wypracowaniu wspólnego stanowiska członkowie gabinetu powinni brać za nie odpowiedzialność.– Ja akurat uważałam, że pani minister wielokrotnie zachowała się nie fair w stosunku do reszty rządu, którego była członkiem. Ja również byłam członkiem dwukrotnie, więc wiem, jak to wygląda – powiedziała.Dodała, że ministrowie mogą różnić się w ocenie konkretnych propozycji, ale nie oznacza to, że każdy spór powinien przenosić się na forum publiczne.– Oczywiście zawsze wewnątrz spory się toczą, a później na zewnątrz ponosi się współodpowiedzialność za to, co po prostu wypracowuje się w kompromisie, i mówi się jednym głosem – wyjaśniła.Prawo aborcyjne. Dlaczego postulaty kobiet wciąż budzą spory?W dalszej części programu rozmowa zeszła na kwestie praw kobiet i zmian w prawie aborcyjnym. Piotr Maślak zapytał Kluzik-Rostkowską o protesty kobiet oraz krytykę rządu ze strony środowisk, które oczekiwały szybszych działań w tej sprawie. Posłanka zaprzeczyła, by uczestniczyła w protestach, a następnie przedstawiła swoją ocenę dotychczasowych zmian.Dyskusja o aborcji od lat pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów polskiej polityki. W debacie ścierają się oczekiwania dotyczące ochrony praw kobiet, różne stanowiska światopoglądowe oraz pytania o to, jakie rozwiązania mają szansę uzyskać poparcie parlamentarne. Dla koalicji rządzącej jest to również sprawdzian zdolności do uzgadniania wspólnego stanowiska w kwestii, w której poszczególne środowiska polityczne nie zawsze mają takie same poglądy.Kluzik-Rostkowska odwołała się do tzw. kompromisu aborcyjnego z 1993 roku i zmian, które nastąpiły później.– Ja wystarczająco długo jestem już dorosłą kobietą, żeby pamiętać dyskusję na temat kompromisu w 1993 roku. To, co udało nam się przegłosować, to jest tak naprawdę powrót do sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia przez wiele lat – powiedziała.Posłanka oceniła, że przywrócenie wcześniejszych rozwiązań stanowi konieczne minimum. Odniosła się również krytycznie do zmian wprowadzonych za rządów Prawa i Sprawiedliwości.– To, co zrobił PiS kilka lat temu, to jest brutalizacja prawna, tak bym to nazwała. Ja uważam, że to jest absolutne minimum – stwierdziła.Trump i Putin. „Z punktu widzenia Trumpa Putin to ktoś, z kim można robić interesy”W rozmowie pojawił się także temat relacji Donalda Trumpa z Władimirem Putinem oraz doniesień dotyczących Steve'a Witkoffa. Kluzik-Rostkowska przyznała, że postawa amerykańskiego prezydenta wobec rosyjskiego przywódcy nie jest dla niej zaskoczeniem.– Jeżeli pyta mnie pan, panie redaktorze, czy jestem tym zdziwiona, to absolutnie nie. Po prostu ten typ tak ma – powiedziała.Posłanka wskazała na biznesowe podejście Trumpa do polityki międzynarodowej. W jej ocenie amerykański prezydent postrzega relacje z innymi przywódcami również przez pryzmat możliwości zawierania porozumień i osiągania korzyści gospodarczych.– Tu są dwie rzeczy naraz i musimy sobie z tego zdawać sprawę. Donald Trump widzi w Putinie partnera biznesowego. Z punktu widzenia Trumpa Putin to ktoś, z kim można robić interesy. A Trump najbardziej na świecie lubi robić interesy – oceniła.Kluzik-Rostkowska uważa, że takie podejście utrudnia jednoznaczne traktowanie Putina jako przywódcy odpowiedzialnego za rozpoczęcie wojny przeciwko Ukrainie.– Strasznie trudno mu uznać, że to morderca, człowiek, który rozpoczął wojnę – powiedziała.Czytaj też: „Czerwona kartka za aborcję”. Demonstracje w całej PolsceWybory w USA. Kluzik-Rostkowska: Trump i republikanie mają się czego obawiaćPosłanka KO zwróciła również uwagę na sytuację wewnętrzną w Stanach Zjednoczonych. Jej zdaniem działania administracji Trumpa należy rozpatrywać także w kontekście nadchodzących wyborów uzupełniających do Kongresu, które mogą wpłynąć na układ sił w amerykańskiej polityce.– 3 listopada w USA będą wybory uzupełniające. Przygotowania Trumpa lecą na łeb, na szyję. Miałam okazję rozmawiać na ten temat z Waszyngtonem dwa dni temu. Naprawdę republikanie, Trump i całe jego otoczenie mają się czego bać, bo mogą przegrać obie izby – stwierdziła.Wybory do Kongresu mają istotne znaczenie dla funkcjonowania administracji prezydenckiej. Układ sił w obu izbach wpływa na możliwość przeprowadzania zmian legislacyjnych, realizowania części programu politycznego i prowadzenia negocjacji z przeciwnikami politycznymi. Utrata większości przez ugrupowanie prezydenta może utrudnić realizację jego planów i zwiększyć presję ze strony opozycji.Kluzik-Rostkowska interpretuje ostatnie działania Trumpa jako próbę poprawienia jego wizerunku przed głosowaniem. W jej ocenie ta strategia może jednak przynieść odwrotny skutek.– W związku z tym, moim zdaniem, ostatnie kilka kroków politycznych to jest rozpaczliwa próba ratowania swojego wizerunku przed wyborami uzupełniającymi. Ale to tak naprawdę pogrąża ich jeszcze bardziej – oceniła.Czytaj także: Trump zadzwonił do Google Maps. „Oceany są inne, sir”