„Lobbował i dostawał za to kasę”. Kiedy się w Sejmie reprezentuje swoich wyborców, to to się nazywa wypełnianie mandatu. Ale kiedy się w Sejmie załatwia sprawy swoich klientów, to to już się nazywa inaczej. Poseł Konfederacji, Przemysław Wipler, najpierw założył parlamentarny zespół do spraw wolnego rynku, a potem omawiał tam sprawy swoich byłych klientów. I to nie za darmo. W życiu publicznym inne drzwi prowadzą do polityki a inne do Lobbingu. Czy poseł Wipler znalazł drzwi obrotowe? Gdy dziennikarze zadają pytania, Przemysław Wipler atakuje i ucieka. Potem w mediach związanych z PiS atakuje tych, którzy pytania mu zadają. Sprawa jest poważna. Chodzi – jak informuje WP – o 6,7 mln złotych dla firm założonych przez Wiplera i jego współpracownika od podmiotów, których problemy trafiały do zespołu parlamentarnego, który założył sam Wipler. – Jeżeli człowiek dostał blisko 7 milionów złotych od firm, które później wprowadził do Sejmu (...) i coś chciał dla nich załatwić, to znaczy, że lobbował i dostawał za to kasę. Dla mnie Wipler politycznie powinien być skończony – mówi w rozmowie z Mateuszem Dolatowskim poseł Nowej Lewicy Tomasz Trela.Politycznych konsekwencji na razie nie ma. Sam Wipler w propisowskich mediach przedstawia się jako osoba represjonowana. – Gdy zostałem posłem, sprzedałem udziały w spółkach, które miałem i zaprzestałem jakiejkolwiek działalności o charakterze doradczym – tak poseł Konfederacji tłumaczy się w propisowskich mediach. W biurze poselskim Wiplera rejestrowano firmy Wiplera i jego współpracownika. Wipler nie ma sobie nic do zarzucenia. Jego koledzy z Konfederacji również nie widzą problemu.Ale problem jest. Wipler – jak twierdzi dziennikarz WP – przepisał majątek na fundację rodzinną, żeby nie pojawiał się w oświadczeniach, majątkowych. Ponadto bronił oszustów z firmy Cinkciarz.pl.CZYTAJ TAKŻE: Prezes serwisu Cinkciarz.pl aresztowany w Stanach Zjednoczonych„Stawanie w obronie firm bukmacherskich nie jest w interesie Polski” – podkreślił dziennikarz WP.Prokuratura bada sprawę oświadczeń majątkowych pod kątem składania fałszywych oświadczeń. Wokół Wiplera jest więcej niejasności i powiązań. Jego fundacja dostała od spółek powiązanych z Zondacrypto ok. 300 tys. złotych, a potem Wipler powielał argumenty tejże giełdy.