„Polityczny Atlas Europy”. Nie są członkiem NATO. Wydają na obronność zaledwie 0,25 proc. ogromnego PKB. Ale to właśnie ich neutralność, a właściwie bezbronność, wywołuje niepokój w europejskich stolicach. Irlandia stanowi łatwy cel i poważny problem dla całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. W Irlandii mieszka ok. 5,5 mln osób, z czego ok. 1,14 miliona mieszkańców w aglomeracji Dublina. Obecnie Irlandia jest domem dla 1,1 miliona do 1,2 miliona osób urodzonych za granicą, co oznacza, że imigranci stanowią blisko 22 proc. całkowitej populacji kraju. Wśród nich społeczność polska liczy niespełna 94 tysiące osób, pozostając jedną z największych mniejszości narodowych.W rankingach opartych na PKB na mieszkańca (per capita), Irlandia niezmiennie zajmuje miejsce w ścisłej światowej czołówce – zazwyczaj plasując się na 2. lub 3. miejscu na świecieZOBACZ TAKŻE: W „Bez retuszu” o UE. „Nawet najbogatsze państwo samo nie sprosta wyzwaniom”Irlandia – samotna, milcząca wyspaGdy kilka dni temu wraz z grupą dziennikarzy z Polski wylądowałem w Dublinie, odniosłem wrażenie, że jestem w Wielkiej Brytanii ze względu na architektoniczne i inne podobieństwa. Do podobnej opinii – choć pewnie inaczej uargumentowanej – jakieś 1900 lat temu doszedł Juliusz Agrykola, który zamierzał podbić Irlandię, ale z nie do końca znanych powodów, mu się to nie udało. To zresztą sprawiło, że na długie wieki Irlandia pozostała wyspą odrębną i właściwie odizolowaną. Anglicy podbili ją w XII wieku i – jak doskonale wiemy – części wyspy nie oddali do dziś. – Nie mamy na tym punkcie obsesji – powiedział jeden z urzędników pytany przez naszą grupę o to, jak mieszkańcy wyspy postrzegają kwestię zjednoczenia. Przypomina to nieco słowa z piosenki: „i chciałabym i boję się”. Zjednoczyć się byłoby bardzo miło. Sprawiedliwość dziejowa i te sprawy. Ale kto za to zapłaci? Tu zaczynają się schody. Mentalność „i chciałabym i boję się” wydaje się pojawiać w wielu innych sprawach, o których tubylcy wolą milczeć.Można odnieść wrażenie, że w wielu kwestiach milczenie przybrało charakter narodowej strategii. Irlandzka prezydencja po raz ósmyCały nasz pobyt w stolicy tego wyspiarskiego kraju wiązał się z irlandzką prezydencją w Radzie Unii Europejskiej. Irlandczycy nie są nowicjuszami – robią to po raz ósmy. Do UE wstąpili przy okazji drugiego rozszerzenia w 1973 roku, a dwa lata później sprawowali pierwszą prezydencję.ZOBACZ RÓWNIEŻ: Irlandia gotowa do przejęcia sterów w UE. Priorytety prezydencjiCo ciekawe w 2004 roku – podczas największego rozszerzenia UE o kraje wschodniej Europy – w tym Polski – również pełnili tę funkcję. Tym razem prezydencja przypada na czas geopolitycznych napięć i ekstremalnych wyzwań. Awantura o kasę. „Uczynić wszystkich nieszczęśliwymi po równo”Irlandczycy mają również trudne zadanie – trwają negocjacje wokół Wieloletnich Ram Finansowych (czyli budżetu UE) na lata 2028-2034. Toczące się spory opisałem na łamach naszego portalu we wrześniu po posiedzeniu Parlamentu Europejskiego. Parlament Europejski chce budżetu ambitnego, Komisja także, ale grupa państw, będących płatnikami netto domaga się znaczących cięć. Prezydencja proponuje, by wyniosły one 8 proc.Prezydencja pod hasłem „w jedności siła” wyznaczyła trzy priorytety: konkurencyjność, wartości i bezpieczeństwo. Wszyscy urzędnicy i dyplomaci, z którymi spotkaliśmy się w trakcie pobytu w Dublinie wybrali formułę off the record. Można pisać o tym, czego się dowiedzieliśmy, ale nie można napisać od kogo. CZYTAJ TAKŻE: Presja w sprawie unijnego budżetu. „Będziemy bronić swojego stanowiska”Gdy rozmawialiśmy o budżecie usłyszeliśmy: „zadaniem prezydencji nie jest uczynić wszystkich państw szczęśliwymi – myślimy raczej o tym, by wszyscy byli po równo nieszczęśliwi” oraz „The winner takes it all to piosenka ABBY, a nie strategia negocjacyjna”.CZYTAJ TEŻ: „Siła w jedności”. Irlandia przejmuje stery w Radzie UEBezpieczeństwo po irlandzku Kraj, który na sztandary swojej prezydencji wpisał bezpieczeństwo, niespecjalnie przejmuje się kwestią swojego własnego bezpieczeństwa. A niestety jest czym. Podczas wizyty prezydenta Ukrainy nad Dublin wleciały drony, które pokręciły się po okolicy i zniknęły. Do dziś nie wiadomo, przez kogo zostały wysłane, bo Irlandia nie ma sprzętu, który mógłby pozwolić na takie ustalenia. Wokół Irlandii przebiega ogromna sieć podmorskich kabli światłowodowych, którymi przesyłany jest internet między Europą a Ameryką Północną. Irlandia leży w jednym z najważniejszych punktów światowej infrastruktury internetowej. Według danych przytaczanych przez irlandzką telewizję RTÉ około 75% kabli podmorskich na półkuli północnej przebiega w pobliżu Irlandii lub przez jej wody. Oczywiście Irlandczycy zdają sobie sprawę z zagrożenia. Ale irlandzka marynarka to 8 statków, z których cztery są w służbie, a cztery stoją w dokach oraz 800 żołnierzy. Dla porównania polska marynarka wojenna to kilkadziesiąt jednostek i około 8 tysięcy żołnierzy. Tymczasem linia brzegowa Irlandii to 3200 kilometrów, podczas gdy w przypadku Polski jest to ok. 800 kilometrów. ZOBACZ TAKŻE: Polska za większym budżetem UE. „Skąpcy” chcą uciąć nawet 400 mld euroPrzez lata rosyjskie (i nie tylko) statki mogły pływać po irlandzkich wodach terytorialnych właściwie bez żadnych przeszkód. Wszystko za sprawą tego, że prawo nie pozwalało straży przybrzeżnej na ich zatrzymywanie. Niedawno uległo to zmianie.Dopiero w 2026 roku Irlandia zakupiła specjalistyczny sprzęt do wykrywania zagrożeń – sonar holowany do obserwacji aktywności pod wodą oraz bojki sonarowe zrzucane z samolotów w celu wykrywania podejrzanych obiektów.Dla zobrazowania gotowości bojowej tego kraju wystarczy przywołać mechanizm triple lock, który generalnie polega na tym, że jeśli Irlandia chciałaby wysłać więcej niż 12 żołnierzy na – pokojową nawet – misję poza granice swojego terytorium potrzebuje zgody rządu, parlamentu i ONZ. Na pytania o to, jak zamierzają się bronić, Irlandczycy odpowiadają opowieścią o sojuszach i przyjaźniach oraz o „świętej neutralności”. Czasem podkreślają, że bezpieczeństwo podmorskich kabli jest też w interesie państw Europy i USA. Kraj, który wydaje mało na obronność, licząc na obronę innych, dość lekko zgadza się na cięcia w ambitnym budżecie UE, który uwzględnia wzrost wydatków na obronność o 500 proc. Polacy z Irlandii wracają do kraju Polacy wracają z Irlandii do Polski. Podobnie jak z innych państw. Motywacje należałoby rozpatrywać indywidualnie. W trakcie pobytu w Dublinie miałem okazję poznać sympatycznego mężczyznę pochodzącego z moich rodzinnych stron. Na pytanie o to, jak długo już mieszka w Irlandii, odpowiedział: „za długo, czas wracać”.ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Funciakowy raj się skończył”. Wielka Brytania nie jest już tak atrakcyjna jak kiedyśGdyby na tym cała rozmowa się zakończyła, można byłoby wyciągnąć wniosek, że Irlandia go rozczarowała, że – jak mawiają piewcy końca Zachodu – „Irlandii już nie ma”. Tymczasem okazało się, że ów sympatyczny pan żyje tu wraz z małżonką od 20 lat i na emeryturę zamierza przenieść się do Polski, gdzie czeka na nich ich mieszkanie. Faktem jest, że w ostatnich latach Polska coraz częściej dogania państwa tzw. starej UE, co również skłania naszych rodaków do powrotów. Irlandzkie bogactwo, którego nie widaćChoć w rankingach opartych na PKB na mieszkańca (per capita), Irlandia niezmiennie zajmuje miejsce w ścisłej światowej czołówce – zazwyczaj plasując się na 2. lub 3. miejscu na świecie tuż za mikropaństwami, to można odnieść wrażenie, że tego bogactwa nie widać. W Dublinie szpital dziecięcy buduje się od co najmniej osiemnastu lat. Kryzys mieszkaniowy daje się Irlandczykom we znaki. Na wynajem jednego mieszkania czeka czasami kilkadziesiąt osób, a landlordzi urządzają castingi na potencjalnych najemców. Tym, czego zdecydowana większość państw mogłaby Irlandii pozazdrościć, jest brak deficytu. Co więcej, Irlandczycy są na dużym plusie. Wszystko za sprawą big techów, które płacą tu podatki – co także budzi kontrowersje. Kraj jednak nie należy do najbardziej rozrzutnych – trzyma środki na czarną godzinę. Wszystko za sprawą wielu traum z przeszłości – ostatniej związanej z krachem w 2008 roku.Irlandczycy nie chcą być przez nikogo pouczani – to mały i dumny kraj, z długą historią i pięknymi tradycjami. Neutralność jest dla nich święta, ale kwestie bezpieczeństwa coraz częściej pojawiają się w debacie publicznej.Nie można pominąć znaczenia geografii – Irlandia leży wystarczająco daleko od linii frontu przebiegającej przez ukraińskie terytoria. A przynajmniej takie wrażenie mają Irlandczycy. O wiele bardziej niż wojną w Ukrainie przejmują się kwestią Palestyny – przy ambasadzie USA odbywają się regularne protesty, podobnie przy siedzibie Komisji Europejskiej.***Powyższy tekst jest siódmym artykułem z cyklu „Polityczny Atlas Europy”, w którym opisuję to, jak postrzegają siebie mieszkańcy Starego Kontynentu i jak zmieniają się poszczególne państwa. Dotychczas ukazały się następujące artykuły tego cyklu: 1) Od synów Trajana do „d*py Europy”. Wszystkie kompleksy Rumunów2) Rewolucja nad Balatonem. Dokąd Magyar prowadzi Węgry?3) Wielka Brytania i wielkie problemy. Czy to koniec imperium?4) Mały sąsiad, wielki sojusznik. Polska i Litwa sporo się od siebie uczą5) Między Rosją a Unią. Najbiedniejszy kraj w UE na rozdrożu6) Norwegia bez lukru. Raj czy iluzja?Skontaktuj się ze mną i podziel się swoją historią: marcin.krezelok@tvp.pl