Relacje rząd-prezydent. Tak bywało w przeszłości. W przeszłości tylko prezydent Lech Wałęsa skutecznie blokował dokonywanie przez premiera zmian w rządzie, jednak opierał się na tzw. małej konstytucji z 1992 roku, w której dotyczący tej sprawy zapis był mniej precyzyjny niż w konstytucji z 1997 roku. Premier Donald Tusk poinformował, że we wtorek wieczorem podpisał wniosek do prezydenta Nawrockiego ws. nominacji ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego na wicepremiera. Zgodnie z konstytucją prezydent na wniosek premiera powołuje członków rządu.Rzecznik prezydenta był pytany w czwartek rano w TVN24, czy wniosek premiera o powierzenie Domańskiemu stanowiska wicepremiera może skończyć się inaczej niż odebraniem od ministra finansów przysięgi przez prezydenta. – Na razie ten wniosek wpłynął do Kancelarii Prezydenta. Premiera i ministra finansów, „świętej krowy” rządu Donalda Tuska nie ma, są panowie w tej chwili w Indiach, więc spokojnie, poczekajmy – stwierdził Leśkiewicz.„Chwila czasu” prezydentaDopytywany, co Karol Nawrocki zrobi z tym wnioskiem powiedział, że „pan prezydent nie ulega żadnej presji, mamy chwilę czasu”. – Będzie decyzja pana prezydenta – poinformujemy – podkreślił rzecznik prezydenta. Na pytanie, czy prezydent daje sobie prawo do rozstrzygania personalnych decyzji premiera Tuska dotyczących składu rządu Leśkiewicz zaznaczył, że „prezydent daje sobie prawo do tego, by oceniać ministrów rządu Donalda Tuska i ministra Domańskiego”.W przeszłości tylko prezydent Lech Wałęsa skutecznie blokował zmiany w składzie Rady Ministrów na wniosek premiera. Uprawnienie prezydenta do powołania premiera i rządu pojawiło się w tzw. małej konstytucji z 1992 roku. Wcześniej obowiązywały jeszcze przepisy konstytucji PRL-owskiej, w myśl której rząd powoływał Sejm.W małej konstytucji przepisy dotyczące powołania rządu i kolejnych związanych z tym kroków konstytucyjnych były analogiczne do obowiązującej do dziś ustawy zasadniczej z 1997 roku.Interpretacje Lecha WałęsyByły jednak pewne różnice. Istniał art. 61, mówiący, że szefów MON, MSZ i MSW powołuje się po zasięgnięciu opinii prezydenta. Z kolei w art. 68 była mowa, że „na wniosek Prezesa Rady Ministrów Prezydent może dokonywać zmian na stanowiskach poszczególnych ministrów”.Ówczesny prezydent Lech Wałęsa interpretował te przepisy na swoją korzyść i np. wszystkim rządom do końca swojego urzędowania w 1995 roku wskazywał własnych kandydatów na szefów MON, MSZ i MSW. Dotyczyło to również rządów dalekiej politycznie od prezydenta koalicji SLD-PSL.Opierając się na treści art. 68 odmawiał również skutecznie w niektórych przypadkach dokonywania zmian w składzie Rady Ministrów. Na początku 1993 r. odmówił powołania na stanowisko ministra kultury i sztuki w rządzie Hanny Suchockiej kandydata ZChN Zbigniewa Klajnerta. Do końca istnienia tego rządu stanowisko ministra kultury pozostawało nieobsadzone.Niedługo po objęciu rządów przez koalicję SLD-PSL do dymisji w wyniku konfliktu z premierem Waldemarem Pawlakiem podał się wicepremier i minister finansów Marek Borowski. Premier złożył wniosek o powołanie na jego miejsce Dariusza Rosatiego, ale Wałęsa odmówił nominacji, wysuwając m.in. argument o rzekomych związkach Rosatiego z FOZZ.Kryzys został zażegnany, gdy dysponująca w Sejmie większością blisko 2/3 koalicja SLD-PSL zagroziła Wałęsie zmianą małej konstytucji i ograniczeniem jego uprawnień. W efekcie doszło do porozumienia i prezydent w kwietniu 1994 roku wręczył nominację kolejnemu kandydatowi na wicepremiera i ministra finansów Grzegorzowi Kołodce. Zaś Rosati też potem został ministrem, tylko spraw zagranicznych, gdy prezydentem był już Aleksander Kwaśniewski.Po uchwaleniu konstytucji z 1997 r. prezydenci nie odmawiali już premierom, gdy ci zwracali się o powołanie określonych osób do rządu. Po pierwsze z ustawy zasadniczej znikł zapis o zasięganiu opinii przy MON, MSZ i MSW. Poza tym art. 161 regulujący kwestie zmian w rządzie stał się bardziej precyzyjny niż ten z małej konstytucji. Głosi on, że „Prezydent Rzeczypospolitej na wniosek Prezesa Rady Ministrów dokonuje zmian w składzie Rady Ministrów".Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński miewali zastrzeżeniaPrezydenci miewali zastrzeżenia do kandydatów na ministrów, ale nigdy nie kończyło się to odmową wręczenia nominacji. Aleksander Kwaśniewski był w 2001 roku np. niechętny kandydaturze Wiesława Kaczmarka na ministra skarbu w rządzie Leszka Millera. Z kolei Lech Kaczyński miał w 2007 roku zastrzeżenia do kandydatury Radosława Sikorskiego na szefa MSZ. Sikorski wcześniej był zresztą ministrem obrony w rządzie PiS i został zdymisjonowany.Kaczyński prowadził w tej sprawie poufne rozmowy z kandydatem na premiera Donaldem Tuskiem, ale gdy ten nie zmienił zdania w sprawie Sikorskiego, wręczył mu nominację tak jak całemu rządowi.Nominacje na ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w rządzie Tuska wręczył też Waldemarowi Żurkowi prezydent Andrzej Duda w lipcu 2025 roku, mimo wysuwanych wobec tego kandydata zastrzeżeń.Czytaj także: Sikorski goni Nawrockiego. Komu ufają Polacy?