To jeszcze nie jest ostateczna decyzja. Europosłowie Europejskiej Partii Ludowej (EPL) oraz Socjalistów i Demokratów (S&D) porozumieli się w sprawie zmian unijnych przepisów dotyczących emisji CO2 przez nowe samochody – przekazał europoseł KO Dariusz Joński, który uczestniczył w negocjacjach. Obecne unijne przepisy przewidują 100-procentową redukcję emisji CO2 z nowych samochodów osobowych i dostawczych do 2035 r. w porównaniu z poziomem z 2021 r. W praktyce oznacza to, że po 2035 r. nowe samochody musiałyby być praktycznie bezemisyjne dzięki napędowi elektrycznemu.Europosłowie Europejskiej Partii Ludowej (EPL) oraz Socjalistów i Demokratów (S&D) porozumieli się w sprawie zmian unijnych przepisów dotyczących emisji CO2 przez nowe samochody – przekazał europoseł KO Dariusz Joński, który uczestniczył w negocjacjach.Presja na zmianę unijnych planówJak wskazała korespondentka TVP w Brukseli Dorota Bawołek, na zmianę podejścia polityków wpłynęła zarówno presja kierowców, jak i europejskiego przemysłu motoryzacyjnego.– Pod presją nie tylko użytkowników samochodów, którzy zwracali uwagę przede wszystkim na bardzo wysokie ceny elektryków, ale także, a może przede wszystkim branży samochodowej, unijni politycy postanowili poluzować trochę te ambitne cele – powiedziała.Jak dodała, politycy obawiali się, że całkowite odejście od aut benzynowych może poważnie zaszkodzić europejskiemu sektorowi motoryzacyjnemu. – Obawiają się, że całkowite odejście od aut benzynowych będzie przysłowiowym gwoździem do trumny dla sektora samochodowego w Europie i sprawi, że zwykli obywatele nie będą mogli zakupić sobie nowego samochodu – wyjaśniła Bawołek.Czytaj także: Tajny program Pentagonu. Szykuje armię szpiegów na chiński rynek„Każdy konsument będzie mógł nabyć wybrany samochód”– Po całej nocy negocjacji europosłom Europejskiej Partii Ludowej, do której należą KO i PSL, oraz frakcji Socjalistów i Demokratów udało się porozumieć w sprawie projektu pakietu motoryzacyjnego. Umowa ta realizuje nasz cel, zgodnie z którym każdy konsument będzie mógł nabyć wybrany przez siebie samochód, przy zachowaniu neutralności technologicznej. Ochroni to tysiące miejsc pracy w branży oraz uwzględnia unijne ambicje klimatyczne – powiedział Joński.Kluczowym pojęciem jest w tym przypadku „neutralność technologiczna”. Oznacza ona, że przepisy mają przede wszystkim określać oczekiwany efekt środowiskowy, a nie z góry przesądzać, jaki rodzaj napędu powinien zostać zastosowany, aby go osiągnąć.W Parlamencie Europejskim kształtuje się większość opowiadająca się za zmianami. Ich głównym założeniem ma być odejście od wskazywania jednej konkretnej technologii jako sposobu na osiągnięcie celów klimatycznych.Nie jest tak pięknie… Jednak zmiany przyniosą jedynie nieznaczne złagodzenie przepisów. Bowiem firmy nie będą musiały od 2035 r. zredukować swoje emisje CO2 przy produkcji samochodów o 100 proc., jak zakładał pierwotny projekt, a o 90 proc. To znaczy, że wciąż będą mogły produkować jedynie 10 proc. samochodów spalinowych.– Może się to wiązać z tym, że ponieważ podaż tych samochodów będzie ograniczona, to ich ceny wzrosną. Co więcej, producenci samochodów biorąc pod uwagę takie bardzo małe limity na auta spalinowe, zdecydują się wykorzystać je na produkcję tych najdroższych marek – wyjaśnia Dorota BawołekCzytaj także: Zbadali umowę Włoch z Albanią. Śledztwo o migrantach nagrodzoneWiększa elastyczność także dla firmJoński przekazał, że EPL i S&D porozumiały się również w sprawie jego propozycji dotyczącej uelastycznienia przepisów odnoszących się do obowiązkowego udziału pojazdów nisko- i bezemisyjnych wśród nowych samochodów osobowych i dostawczych rejestrowanych przez przedsiębiorstwa.Oznacza to, że negocjowane zmiany mogą objąć nie tylko zasady dotyczące technologii napędów dostępnych na rynku, ale także regulacje dotyczące samochodów kupowanych i rejestrowanych przez firmy. To jeszcze nie jest ostateczna decyzjePorozumienie EPL i S&D nie oznacza jeszcze przyjęcia nowych przepisów. Nie jest także ostatecznym stanowiskiem całego Parlamentu Europejskiego.Najpierw propozycja będzie musiała zostać zaakceptowana przez właściwą komisję PE, a następnie przez cały Parlament podczas głosowania plenarnego. Później rozpoczną się negocjacje z Radą UE, reprezentującą państwa członkowskie. Na etapie prac w Parlamencie poprawki będą mogły zgłaszać również inne grupy polityczne.