Ustalenia TVP Info. „W tygodniu poprzedzającym wybuch na teren instalacji wjechały trzy ciężarówki wypełnione nieczystościami niewiadomego pochodzenia” – ustalił Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w chorzowskim zakładzie przetwarzania odpadów niebezpiecznych, który spłonął w czerwcu tego roku. Dziennikarz śledczy TVP Info Sylwester Ruszkiewicz dotarł jako pierwszy do protokołu kontroli. Jak wynika z dokumentu, pracownicy wiedzieli, że składowisko może stanąć w płomieniach. Łącznie 30 razy informowali władze spółki zarządzającej instalacją, że zakład jest przeciążony. Lista nieprawidłowości wykrytych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska jest długa: 1,8 tys. ton odpadów niebezpiecznych powyżej dozwolonego limitu, ośmiometrowe hałdy śmieci, szkodliwe substancje w nieszczelnych pojemnikach, drogi ewakuacyjne dla służb ratunkowych zastawione śmieciami.Właściciel instalacji, spółka PreZero Service Południe, kwestionuje ustalenia WIOŚ. „Spółka złożyła zastrzeżenia do protokołu Organu – szczegółowo odnosząc się do ustaleń kontroli” – przekazało nam biuro prasowe grupy PreZero Polska, w skład której wchodzi spółka prowadząca chorzowską instalację.Okoliczności wybuchu od kilku miesięcy bada Prokuratura Rejonowa w Chorzowie. Śledztwo dotyczy „sprowadzenia zdarzenia powszechnie niebezpiecznego w postaci pożaru, który zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach” zagrożonego karą więzienia od roku do 10 lat. Jak informuje nas zastępca prokuratora rejonowego w Chorzowie Edyta Dzieża, zabezpieczono dokumentację i nośniki informacji w siedzibie spółki. Śledczy czekają teraz na opinie biegłych z zakresu pożarnictwa oraz ochrony środowiska i fizykochemii. Jak dotąd nie postawiono nikomu zarzutów.W dniu wybuchu wjechały odpady poza ewidencjąPożar wybuchł pod koniec czerwca tego roku. Objął 6 tys. metrów kwadratowych i trwał sześć dni. W szczytowym momencie ogień sięgał 10 metrów. Gaszenie składowiska trwało trzy dni, w akcji uczestniczyło 60 zastępów strażaków liczących ponad 200 ratowników.Zaraz po wybuchu pożaru prezydent Chorzowa Szymon Michałek wystąpił do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach i marszałka województwa śląskiego o skontrolowanie instalacji. Kontrola trwała do końca wakacji a 2 października chorzowski ratusz zapowiedział zawiadomienie prokuratury w sprawie wykrytych nieprawidłowości.My dotarliśmy do pełnej treści protokołu WIOŚ. Z dokumentu wynika, że kontrolerzy wykryli szereg nieprawidłowości w instalacji. Wśród najważniejszych z nich było składowanie niedozwolonej ilości odpadów niebezpiecznych w dniu pożaru. Limit instalacji wyznaczony w pozwoleniu zintegrowanym był przekroczony aż o 1,8 tys. ton.Spółka PreZero Polska należąca do niemieckiej grupy Schwarz, w skład której wchodzą m.in. Lidl i Kaufland, twierdzi, że „zgodnie z ustaleniami w sprawie, żadne z ewentualnych podnoszonych uchybień organizacyjnych nie miało wpływu na pojawienie się ognia i rozprzestrzenienie się pożaru”.Tyle że protokół WIOŚ przytacza długą listę nieprawidłowości stwierdzonych właśnie przez straż pożarną. Chociażby takich jak pryzma odpadów objętych pożarem wysoka na 7-8 metrów. To dwa razy więcej niż zezwalają przepisy przeciwpożarowe. Ponadto place składowe nie były oddzielone 16-metrowymi pasami wolnego terenu, choć zgodnie z operatem powinny być. Nieprawidłowości dotyczyły również dróg pożarowych, które zastawiono odpadami i materiałami palnymi.Chaos w zakładzieZ dokumentu wyłania się chaos panujący w chorzowskim zakładzie. Okazuje się, że na terenie instalacji magazynowano „płynne odpady niebezpieczne w nieszczelnych pojemnikach”. Z zapisów monitoringu wynika z kolei, że w tygodniu poprzedzającym pożar na teren zakładu wjechały co najmniej trzy ciężarówki śmieci „nieudokumentowane w ewidencji odpadów w systemie BDO”, czyli bazie danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami. Ostatni taki transport miał miejsce 24 czerwca, czyli w dniu wybuchu.W ramach postępowania kontrolerzy zatrzymali też ciężarówkę wiozącą odpady z chorzowskiego zakładu PreZero do szczecińskiej instalacji należącej do tej samej spółki. W trakcie oględzin okazało się, że transportowano przetworzone odpady wielkogabarytowe, które były oznaczone jako „inne niewymienione odpady”. Co na to spółka? „W dniu 1.09.2026 r. została przekazana notatka służbowa [zanonimizowano], która wyjaśnia, że doszło do oczywistej omyłki pisarskiej – błędu ludzkiego” – czytamy w protokole.Mimo to kontrolerzy dokonali wybiórczej analizy odpadów składowanych w Chorzowie. W jej wyniku wykryto ponad 157 ton odpadów o błędnych oznaczeniach.„Spółka nie wdrożyła działań naprawczych”Z protokołu wynika też, że zarząd właściciela składowiska był informowany przez pracowników o przeciążeniu instalacji. „Pracownicy Spółki mieli wiedzę o przekroczeniu stanów magazynowych na terenie zakładu w Chorzowie, o magazynowaniu odpadów niezgodnie z operatem oraz z posiadanym pozwoleniem zintegrowanym, a także dopuszczali możliwość wystąpienia pożaru na terenie zakładu” – czytamy w protokole WIOŚ. Z dokumentu wynika, że informacje o nieprawidłowościach były na bieżąco wykazywane w wewnętrznych audytach, które wysyłano do zarządu spółki. W jednym z e-maili, z 10 listopada 2025 r., pracownica instalacji poinformowała władze PreZero Service Południe, że ilości odpadów są „mocno przekroczone”.Łącznie przeprowadzono 30 audytów: 10 w 2023 r., 11 w 2024 i 9 w 2025. Firma PreZero Polska zapewnia, że po każdym z nich jej spółka-córka PreZero Service Południe podejmowała kroki naprawcze. „Audyty wewnętrzne stanowią element systemu zarządzania. Wynikające z nich wnioski oraz zalecenia są sukcesywnie wdrażane na wszystkich szczeblach operacyjnych. Każdorazowo, ewentualne nieprawidłowości są niezwłocznie usuwane, co pozwala na ciągłe dostosowywanie procesów do wymogów prawnych i środowiskowych” – przekazano nam.Z protokołu WIOŚ jednak to nie wynika. Kontrolerzy opisują całą serię audytów wewnętrznych zakończonych twierdzeniami o „wstrzymaniu możliwie największej ilości dostaw”. Następnie przytaczają kolejne raporty wykazujące przeciążenie instalacji. „Powyższe uwagi opisane w audytach wskazują, że Spółka nie wdrożyła ww. działań naprawczych” – czytamy.Według kontrolerów wiedzę o przeciążeniu instalacji miały nie tylko władze jego właściciela, informacje przekazywano także do siostrzanej firmy PreZero National Sales. Czy raporty docierały też do spółki-matki? WIOŚ tego nie wie. Sama PreZero Polska odpowiada wymijająco: „Nadzór nad działalnością operacyjną zakładu oraz przepływ informacji zarządczych odbywają się zgodnie z przyjętymi w grupie PreZero standardami”.W tle śledztwo dotyczące śmieciowego przetargu w ZabrzuSkąd pochodziły odpady niebezpieczne składowane w chorzowskim zakładzie i dlaczego doprowadzono do przepełnienia instalacji? Właściciel składowiska w przesłanych odpowiedziach tego nie wyjaśnia.Wiadomo jednak, że firma PreZero jest jednym z głównych graczy na rynku śmieciowym na Śląsku. Od początku 2025 r. realizuje m.in. wartą 108 mln zł umowę na odbiór i zagospodarowanie odpadów w Zabrzu. To jeden z największych tego typu kontraktów w województwie.Zapytaliśmy Urząd Miejski, czy w miesiącach poprzedzających pożar odpady z Zabrza jeździły do chorzowskiej instalacji. Urzędnicy zapowiadają, że te dane zostaną ujawnione dopiero w styczniu 2027 roku. Ratusz przekazał nam za to, że nałożył do tej pory na właściciela feralnego składowiska 22 kary o łącznej wartości 393 tys. zł.Co ciekawe, okoliczności, w których PreZero Service Południu zdobyło kontrakt na odbiór śmieci z Zabrza, od ponad roku jest przedmiotem śledztwa. Postępowanie wszczęto w związku z prawomocnym wyrokiem sądu, który stwierdził, że przetarg zorganizowano z rażącym naruszeniem prawa a zwycięska oferta PreZero zawierała rażąco niską cenę (tzw. ceny dumpingowe) i wprowadziła miasto w błąd, przez co powinna zostać odrzucona.„Postępowanie prowadzone jest w sprawie, nikomu nie przedstawiono zarzutów. W sprawie przesłuchano m.in. Agnieszkę Rupniewską (była prezydent miasta – red.), Kamila Majerczaka (prezes PreZero Polska – red.) oraz dwóch członków Zarządu PreZero Service Południe” – informuje nas Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Potwierdza też, że w toku postępowania śledczy zabezpieczyli dokumenty w zabrzańskim magistracie. Równolegle do śledztwa w sądzie cywilnym toczy się proces, w którym firmy pominięte przetargu domagają się od Urzędu Miasta i PreZero 40 mln zł odszkodowania.Składowisko znów przyjmuje odpadyW czerwcu tego roku także Siemianowice Śląskie wybrały PreZero na odbiorcę miejskich odpadów. Kontrakt do tej pory nie wszedł w życie, postępowanie odwoławcze toczy się przed KIO. Przetarg budzi kontrowersje, bo miasto planowały przeznaczyć na usługi odpadowe ok. 74 mln zł a PreZero złożyło ofertę na blisko 90 mln zł. W sprawie rozstrzygnięcia niedawno protestowali też pracownicy… Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej (MPGKiM), którzy boją się, że pominięcie miejskiej firmy będzie oznaczać likwidację około 80 miejsc pracy.Sprawa przetargu doprowadziła do kryzysu w radzie miejskiej, do której kilka miesięcy temu trafiła skarga działalność prezydenta Rafała Piecha. Podczas jednego z posiedzeń przewodniczący rady Adam Cebula skrytykował tę opieszałość i wprost zwrócił się do radnych: „My łamiemy prawo, już żeśmy je złamali, a ten wniosek spowoduje, że to prawo będziemy łamać dalej”.– Nie dotrzymaliśmy terminu rozpatrzenia skargi, Wojewoda może zwrócić nam uwagę na bezczynność i poinformować Premiera RP. W skrajnym wypadku za „uporczywe łamanie prawa” premier może rozwiązać radę – przyznaje radny.Mimo pożaru instalacja w Chorzowie niemal natomiast po zakończeniu akcji gaśniczej została przywrócona do pracy i dziś normalnie przyjmuje odpady. „Nieruchomość została przekazana spółce przez Państwową Straż Pożarną w dniu 29 czerwca 2026 r. Od tego dnia podmiot odzyskał prawo do zarządzania terenem, w tym do ponownego przyjmowania odpadów. W trakcie czynności kontrolnych prowadzonych przez WIOŚ spółka uporządkowała teren zakładu” – przekazał nam WIOŚ.Czytaj także: McLaren zapalił się na trasie S5. Straty są ogromne