„Drobne sprostowanie”. Wielki bukiet Donalda Tuska stał się hitem w sieci, a sprawa trafiła nawet na sejmową mównicę. Premier postanowił wyjaśnić, komu podarował kwiaty, i przy okazji przypomniał Januszowi Kowalskiemu pewną sytuację z przeszłości. Temat kwiatów i premiera szybko przeniósł się z mediów do Sejmu. We wtorek Donald Tusk zabrał głos w obronie ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego, wobec którego PiS złożyło wniosek o wotum nieufności. W trakcie wystąpienia odniósł się również do publikacji dotyczących bukietu.– Bardzo ciekawa debata, pokazała charakter nie tylko tego wniosku o wotum nieufności, ale pokazała też to, co siedzi w głowach posłów opozycji. Mam taką prywatną uwagę, ponieważ poseł Janusz Kowalski poruszył temat kwiatów, jakie miałem wręczać według „Super Expressu” mojej żonie z okazji imienin. Drobne sprostowanie. Ten bukiet kwiatów był dla mojej córki z okazji urodzin. Bardzo byłem szczęśliwy. Ja wiem, że z waszego punktu widzenia trudno sobie wyobrazić, że ja te kwiaty kupiłem za swoje. Nie kupiła mi tego żadna spółka państwa, żaden resort – podkreślił premier.Tusk zwrócił się także bezpośrednio do Janusza Kowalskiego, przypominając mu wcześniejszą sytuację związaną z kwiatami.– Też dobrze pamiętam, panie pośle Kowalski, dobrze pamiętam, kiedy mówiłem do ciebie: „Januszku, nie przynoś tych kwiatów, dostaniesz autograf, ale kwiatów mi więcej nie przynoś” – powiedział szef rządu.Czytaj także: Serafin o przyszłości budżetu UE: „Porozumienie jest w zasięgu rąk”