Twierdził, że wyląduje na ślepo. 20 października 1986 r. Aleksander Kliujew, kapitan Tupolewa Tu-134A linii Aerofłot, założył się z drugim pilotem Giennadijem Żyrnowem, że wyląduje wyłącznie opierając się na urządzeniach pomiarowych i bez patrzenia przez okno. Maszyna wypadła z pasa i odwróciła się do góry kołami. Zginęło 70 osób. Kliujew przesiedział później w więzieniu sześć lat. Piloci muszą potrafić bezpiecznie pilotować maszynę, nawigować i lądować w warunkach braku widoczności ziemi czy horyzontu – na przykład podczas lotu w gęstych chmurach, we mgle lub w całkowitej ciemności. Przechodzą w związku z tym specjalne szkolenia i uzyskują certyfikaty.Katastrofa Tupolewa Tu-134A: Ja nie wyląduję?Problem w tym, że podczas feralnego lotu 6502 linii Aerofłot z 20 października 1986 r. warunki były dobre i można było bezpieczne posadzić maszynę, na której pokładzie znajdowały się łącznie 94 osoby.Niestety, kapitan Aleksander Kliujew i drugi pilot Giennadij Żyrnow postanowili się założyć, że ten pierwszy zdoła wylądować z zasłoniętymi szybami i stosując się do wskazań urządzeń pomiarowych, tzw. Instrument Flight Rules (IFR).Tupolew Tu-134A wystartował ze Swierdłowska (dziś Jekaterynburg), a celem był Grozny, ale z międzylądowaniem w Kujbyszewie (dziś Samara). Do tragedii doszło właśnie na tym ostatnim lotnisku. Tupolew dachowałKliujew przeszedł właściwe szkolenie w lotach IFR, jednak nie powinien tego robić w standardowym przelocie z pasażerami, przy dobrych warunkach pogodowych. Ale kapitan, chcąc się popisać, poprosił drugiego pilota o zaciągnięcie kurtyn w kokpicie.Co się stało później? Kliujew podszedł do lądowania za szybko, źle obliczył dostępne dane, uderzył w pas podwoziem, które się rozpadło, a Tupolew wypadł z pasa i przewrócił się do góry kołami.70 osób zginęło, a 24 przeżyły katastrofę, w tym wszystkich 14 dzieci lecących samolotem. Drugi pilot Żyrnow w trakcie ewakuacji pasażerów nawdychał się dymu i zmarł na zawał serca w drodze do szpitala.Kliujew przeżył. W toku śledztwa najpierw potwierdził, że chciał się popisać, ale później zmienił zeznania. Tłumaczył, że powodem lądowania IFR był wyciek paliwa i awaria silnika. Wersję o zakładzie ustalono na podstawie zapisów urządzeń rejestrujących.Sąd skazał Aleksandra Kliujewa na 15 lat, ale odsiedział sześć. Czytaj także: Rakieta zestrzeliła Tupolewa. 78 osób nie miało żadnych szans