„Udowodniła niedowiarkom”. – W media społecznościowych lata kolaż z Mają jako Supergirl. To idealnie oddaje sytuację. Ona nie odpuści ci ani na krok, nie odda meczu w najmniej korzystnym momencie. Będzie walczyła do końca – Adam Romer, redaktor naczelny „Magazynu Tenisklub”, komentuje w rozmowie z portalem TVP.Info wielki sukces Mai Chwalińskiej w Wuhan. Maja Chwalińska pokazała w turnieju w Chinach w niejednym meczu – z finałowym na czele – że nie zamierza odpuszczać i odwracała losy rywalizacji, gdy wydawało się, że jest w niezwykle trudnym położeniu.– Ona przegrała wysoko seta z Bouzkovą, podniosła się. Z Igą broniła dwóch setboli i się podniosła. Tutaj w finale też się podniosła. To pokazuje, że ta dziewczyna nie jest słabą kobietką, która sobie nie daje rady, jak mówili niedowiarkowie po finale Rolanda Garrosa. To nie jest dziewczyna jednego turnieju – ocenia Adam Romer.Maja jak Supergirl– W media społecznościowych lata kolaż z Mają jako taką Supergirl. To idealnie oddaje sytuację. Ona nie odpuści ci ani na krok, nie odda meczu w najmniej korzystnym momencie. Będzie walczyła do końca – zwraca uwagę tenisowy ekspert.W finale w Wuhan to Sonay Kartal wygrała pierwszego seta. W drugim serwowała już, by podwyższyć prowadzenie na 3:1 po przełamaniu Polki. Ale wyjątkowo długi i być może kluczowy dla całego spotkania gem zakończył się jednak po myśli Chwalińskiej. W 2027 r. dwie Polki w pierwszej dziesiątce WTA?– Jak dziś prześledzimy ten niezwykle wyczerpujący mecz, to powiedzielibyśmy w pewnym momencie, że to się nie może dobrze skończyć. Rywalka dużo bardziej atletyczna, ale trochę podobnie gra i długo buduje punkty. Ale okazuje się, że ta praca Mai wykonana przez wiele lat przynosi owoce. I to się nie dzieje tylko na kortach ziemnych. Na twardych też daje radę – mówi Romer i podkreśla:– To się super ogląda. Jak oglądasz ten tenis, widzisz wielką różnorodność, to nie jest przypadek. Dziś wygrała siedem czy osiem punktów z sekwencji zagrań skrótu i loba.Romer podkreśla, że tenis Mai Chwalińskiej pozwala myśleć o tym, że w przyszłym roku w pierwszej dziesiątce rankingu WTA kibice będą oklaskiwać dwie zawodniczki z Polski.– To jest świetna informacja dla polskiego tenisa, dla Mai Chwalińskiej, superinformacja dla Igi Świątek, bo obok żywej legendy mamy drugą dziewczynę, wybitną tenisistkę, której mecze fantastycznie się ogląda. Za chwilę wszyscy będą chcieli grać jak Maja Chwalińska. Przed laty mówiło się, że taki odświeżający i nieszablonowy tenis, jak na swoje czasy, gra Agnieszka Radwańska – zaznacza.– Jest realna szansa, że po Australian Open 2027 będziemy mieli dwie zawodniczki w pierwszej dziesiątce zawodowego rankingu. Jeszcze kilka lat temu wydawało się to fantastycznym scenariuszem do zrealizowania. Najbardziej śmieję się, że profile z social mediów w 100 proc. zajmujące się piłką nożną dziś też pisały o Mai Chwalińskiej – dodaje redaktor naczelny „Magazynu Tenisklub”. Romer przypomina, że Chwalińska jest zgłoszona do występu w najbliższych turniejach w Ningbo w Chinach i w Tokio. Niewykluczone, że z tej pierwszej imprezy Polka może zrezygnować, co nie byłoby zaskakujące, bo takie decyzje podejmowały często inne zawodniczki będące świeżo po wygranym turnieju.Czytaj także: Wzruszona Maja po sukcesie. „Dziękuję wszystkim, którzy są w moim życiu”