„Rozmowy (nie)wygodne”. Jej książka „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest tak samo ważna dla czytelników dziś, jak przed pięćdziesięciu laty. Napisała ją po to, by ludzie zadawali sobie pytania. Twierdzi, że w jej życiu nie ma przypadku i nie przypadkiem poznała swoich bohaterów. Ma poczucie, że ktoś prowadzi ją przez życie, kiedyś nazywała go Wielkim Scenarzystą, dziś Ojczenaszem. Gościnią w „Rozmowach (nie)wygodnych” Mariusza Szczygła w niedzielę o 21.15 na antenie TVP Info będzie pisarka i reporterka, Hanna Krall. Mariusz Szczygieł zapytał się swoją gościnię o to, dlaczego „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest tak ważna dla wielu osób i przez tyle lat.– W książce jest dużo wojny, dużo medycyny, dużo rozmaitych wahań, rozterek, decyzji, dużo wszystkiego jest w tej książce, więc w gruncie rzeczy ja nawet nie dziwię się tym fascynacjom, jest mi miło, bo przez 50 lat książka się nie zestarzała – odparła Hanna Krall.Ponadczasowość „Zdążyć przed Panem Bogiem”Reportażystka wspominała rozmowę ze swoim młodym sąsiadem, który rozmawiał z nią na temat „Zdążyć przed Panem Bogiem”.– Właściwie dla tej chwili napisałam tę książkę, po to, żeby się zatrzymać, pomyśleć i zadać sobie pytanie, na które nikt nie odpowie. Jednak sama refleksja jest pewną wartością i bardzo bym chciała, żeby ludzie zadawali sobie pytania nie tylko w związku z tym tytułem, tylko w ogóle w związku z różnymi moimi książkami – powiedziała.Jubileusz książkowyHanna Krall przyznała, że w związku ze swoim pięćdziesiątym jubileuszem książkowym, zrobiła podsumowanie.– Zawsze mi się wydawało, że rzeczywiście piszę o kobietach, okazało się, że nie, że jest więcej mężczyzn w tych moich książkach. Zapisałam sobie, że napisałam 16 książek przez 50 lat i są tam 983 osoby – wśród których przeważają mężczyźni – wyliczyła autorka.Czytaj również: Powstanie warszawskie z innej perspektywy. „Hołd dla mojego dziadka”– Bardzo skrzętnie liczyłam, ile jest dobra i zła – okazało się, że jest po ich równo. To myśmy zawsze wiedzieli, że jak jest dobro, to zawsze musi być zło, które daje do zrozumienia „nie cieszcie się, bo ja tutaj jestem – powiedziała reportażystka.– A jak jest zło, to i dobro musi być – podsumowała.Splot wydarzeń w twórczości Hanny KrallKrall przyznała, że w jej życiu nie ma przypadku. – I nie przypadkiem poznałam te osoby – wyznała.– Gdyby profesor Jan Moll poprosił innego lekarza, żeby sprawdził tekst – wywiad z Mollem – to by nie było tej książki. Akurat profesor Moll poprosił doktora Edelmana, żeby sprawdził mój tekst, i jest książka. To nie był przypadek. Ja mam takie poczucie, że Ktoś – tylko proszę mnie nie pytać kto – opowiedziała gościni programu.– Ktoś mnie po jakiejś drodze do czegoś prowadzi. Zaprowadzono mnie do tej książki, która widocznie powinna być napisana – zaznaczyła.Czytaj również: Ocalił piękno dawnej Polski od zapomnienia. Senat upamiętnił Jana Bułhaka