Coraz bliżej Midterms. Część zwolenników Donalda Trumpa domaga się wprowadzenia stanu wojennego w Stanach Zjednoczonych, jeśli Republikanie przegrają listopadowe wybory do Kongresu. Według „The Telegraph” osoby związane z ruchem MAGA przekonują, że taki krok mógłby być konieczny w przypadku podejrzeń o fałszowanie wyników głosowania. Szczególne obawy działaczy ma budzić możliwość manipulowania głosami oddawanymi korespondencyjnie, choć oczywiście nie przedstawiono dowodów potwierdzających te zarzuty. W dyskusjach pojawiają się również propozycje wykorzystania wojska do zabezpieczenia dokumentacji wyborczej i sprzętu używanego podczas głosowania.Jednym z największych zwolenników takiego rozwiązania jest Peter Ticktin, prawnik i wieloletni znajomy amerykańskiego prezydenta. Podczas internetowego spotkania zorganizowanego 30 września przekonywał, że Demokraci mogą dopuścić się masowych oszustw wyborczych, między innymi poprzez zmienianie adresów przypisanych do głosów korespondencyjnych.Zobacz także: Trump odpowiada na krytykę. „Wciąż pomagamy Ukrainie”Jego zdaniem Trump nie powinien akceptować przejęcia kontroli nad Kongresem przez przeciwników politycznych, jeżeli pojawią się podejrzenia dotyczące uczciwości wyborów. W późniejszej rozmowie z serwisem Axios Ticktin stwierdził, że wojsko mogłoby przejąć karty do głosowania oraz urządzenia wyborcze na czas wyjaśniania ewentualnych nieprawidłowości.Wideokonferencja ruchu MAGAPodobne postulaty pojawiły się podczas cyklicznej wideokonferencji środowisk MAGA, transmitowanej na platformie Rumble. Gregory Stenstrom, który wcześniej zgłaszał zarzuty dotyczące przebiegu wyborów prezydenckich w Pensylwanii w 2020 roku, zaproponował nawet wstrzymanie listopadowego głosowania. Jako inne rozwiązanie wskazał wykorzystanie przez Trumpa przepisów o sytuacjach nadzwyczajnych, aby wymusić na poszczególnych stanach zmianę procedur wyborczych. FSpory dotyczące wiarygodności amerykańskich wyborów trwają w otoczeniu Trumpa od jego porażki z Joe Bidenem w 2020 roku. Obecny prezydent wielokrotnie twierdził, że doszło wówczas do fałszerstw, jednak nie przedstawił dowodów potwierdzających manipulacje na skalę, która mogłaby zmienić wynik głosowania. Kwestionowanie rezultatów tamtych wyborów poprzedziło wydarzenia ze stycznia 2021 roku, kiedy zwolennicy Trumpa wtargnęli do Kapitolu w Waszyngtonie.Działania otoczenia TrumpaBiały Dom nie odniósł się bezpośrednio do przedstawionych propozycji wprowadzenia stanu wojennego. Rzecznik administracji przekazał natomiast, że Trump podejmuje działania mające zapewnić uczciwy przebieg wyborów, wskazując między innymi na potrzebę sprawdzania tożsamości i obywatelstwa głosujących.Według „The Telegraph” Departament Sprawiedliwości skierował do wszystkich 50 stanów oraz władz Waszyngtonu memorandum dotyczące przestrzegania federalnych przepisów wyborczych. W dniu głosowania w lokalach na terenie całego kraju ma również pojawić się około tysiąca obserwatorów wyborczych. Nie ma jednak informacji, aby sam Trump publicznie poparł pomysł wprowadzenia stanu wojennego w przypadku porażki Republikanów.Czytaj również: To jedna z opcji. Amerykanie grożą użyciem „matki wszystkich bomb”