Opolska komentuje. We wtorek, 13 października, poznaliśmy opinię Komisji Weneckiej dotyczącą nieodebrania przez prezydenta Karola Nawrockiego ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez Sejm. Przypomnijmy: w marcu Sejm wybrał sześcioro nowych sędziów TK. Tylko od dwojga z nich prezydent przyjął ślubowanie, pozostała czwórka zaproszenia ze strony głowy państwa się nie doczekała. Cała szóstka złożyła więc ślubowanie w Sejmie, w obecności marszałka Sejmu, a dokumenty zostały następnie przekazane w formie pisemnej do Kancelarii Prezydenta.Maciej Berek wybrany na sędziego TKPodobna sytuacja wydarzyła się we wrześniu, kiedy Sejm wybrał Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego, obejmującego miejsce po kończącym kadencję Justynie Piskorskim. Maciej Berek również nie doczekał się zaproszenia ze strony prezydenta na ślubowanie, a otoczenie prezydenta jasno wskazywało przy tym, że ma wątpliwości zarówno formalne, jak i polityczne dotyczące samej nominacji.Tu tylko wspomnę, że między marcem a wrześniem Sejm dokonał jeszcze jednego wyboru. Na sędziego Trybunału Konstytucyjnego wybrano Sławomira Patyrę, który 28 lipca złożył ślubowanie u prezydenta Karola Nawrockiego.Czytaj też: „Czas na skuteczne działanie TK”. Czarzasty po ślubowaniu BerkaKomisja Wenecka, zgodnie z tym, co wcześniej mówili liczni eksperci zajmujący się praworządnością, prawnicy, konstytucjonaliści i sędziowie, stwierdziła, że prezydent nie ma prawa odmawiać ślubowania od prawidłowo wybranego przez Sejm sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W ocenie Komisji, jeśli głowa państwa mimo to uniemożliwia takiemu sędziemu podjęcie pracy poprzez brak przyjęcia przysięgi albo długotrwałe zwlekanie z jej terminem, w określonych okolicznościach możliwe jest objęcie urzędu przez wybranych sędziów bez udziału prezydenta.Zdaniem Komisji Weneckiej samo ślubowanie ma przede wszystkim charakter ceremonialny. I faktycznie, Konstytucja stanowi, że to Sejm wybiera sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Art. 194 ust. 1 mówi wprost, że sędziowie TK są wybierani indywidualnie przez Sejm na dziewięcioletnią kadencję. Wybór poprzedzony jest oceną kandydatów w Sejmie, w tym pracami sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Natomiast ustawa o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego z 2016 roku w artykule 4 stanowi, że osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowanie. Nie przewiduje natomiast dodatkowej weryfikacji sędziego przez prezydenta. Ta weryfikacja dokonuje się na etapie procedury sejmowej, natomiast rola prezydenta, zgodnie z ustawą, polega na odebraniu ślubowania od osoby, którą wcześniej wybrał Sejm.Awantura przed TKWszystko to warto przypomnieć w kontekście awantury, która od środy rozgrywa się przed Trybunałem Konstytucyjnym i w jego siedzibie.W środę bowiem Maciej Berek, nie doczekawszy się zaproszenia od prezydenta Karola Nawrockiego, złożył ślubowanie w Sejmie wobec prezydenta, choć bez jego bezpośredniego udziału. Następnie udał się do Trybunału Konstytucyjnego. Tam jednak pełniący funkcję prezesa Bogdan Święczkowski uznał, że Maciej Berek nie nawiązał stosunku służbowego i nie został dopuszczony do orzekania do czasu uzyskania stanowiska prezydenta w sprawie jego ślubowania.Przed Sejmem Macieja Berka i pozostałych sędziów wybranych w ostatnich miesiącach przywitali politycy Prawa i Sprawiedliwości, przedstawiciele Ruchu Obrony Granic z Robertem Bąkiewiczem na czele, a także zwołani przez Telewizję Republika członkowie klubów „Gazety Polskiej” oraz przeciwnicy koalicji 15 października. Doszło do scen, których nigdy nie powinniśmy oglądać nie tylko przed Trybunałem Konstytucyjnym, ale w ogóle na polskich ulicach. Była szarpanina z policją, były przekleństwa i wyzwiska, były próby zablokowania sędziom wejścia do budynku. W związku z protestem policja zatrzymała trzy osoby.Z relacji Macieja Berka i innych sędziów wynika również, że już wewnątrz budynku Bogdan Święczkowski miał próbować siłowo uniemożliwić Berkowi wejście do pomieszczeń, w których urzędują sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. W piątek sam Maciej Berek poinformował na platformie X, że złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Bogdana Święczkowskiego przestępstwa naruszenia jego nietykalności cielesnej jako funkcjonariusza publicznego. Wnioskował również o zabezpieczenie monitoringu, ponieważ, jak wskazywał, sam Święczkowski miał wielokrotnie podkreślać, że całe zdarzenie zostało nagrane. Wiemy już także, że w piątek w Trybunale Konstytucyjnym pojawił się prokurator właśnie po to, aby zabezpieczyć monitoring i materiały mogące mieć znaczenie dla sprawy.Święczkowski w Polsat News przekonywał, że po prostu stanął w drzwiach i nie chciał przepuścić Berka, który jego zdaniem nie objął urzędu sędziego. „Starcia nie było, być może pan Berek mnie dotknął. (...) Można powiedzieć, że on mógł ewentualnie dopuścić się naruszenia mojej nietykalności” – mówił.Czytaj też: Majątek Święczkowskiego. Tak wzrastały oszczędności prezesa TKPrezydent w Trybunale KonstytucyjnymDość bezprecedensową sytuacją było także pojawienie się w środę, późnym popołudniem, w Trybunale Konstytucyjnym Karola Nawrockiego. Prezydent chciał osobiście zapoznać się z sytuacją i porozmawiać z Bogdanem Święczkowskim. Choć nie ma wątpliwości, że otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego wydało już w tej sprawie swój polityczny wyrok. Ślubowanie Macieja Berka nazywane jest farsą i scenariuszem istnego cyrku.Prezydent, który w tym tygodniu udzielił wywiadu Polsat News, dodał także, że opinia Komisji Weneckiej, o której wcześniej pisałam, nie stanowi w Polsce prawa. I oczywiście jest to prawdą, opinie Komisji Weneckiej nie są wiążące. Sama Komisja jest jednak instytucją o ogromnym autorytecie, a jej opinie są istotnym punktem odniesienia dla europejskich instytucji i trybunałów. Nie można więc udawać, że ich znaczenie sprowadza się do politycznej ciekawostki.Nie ma jednak większych wątpliwości, że zarówno prezydent, jak i Prawo i Sprawiedliwość nie zaakceptują Macieja Berka ani czwórki sędziów wybranych w marcu, którzy ślubowali w Sali Kolumnowej, jako prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. I właśnie tutaj, żeby pokazać, jak bardzo punkt widzenia potrafi zależeć od punktu siedzenia, warto przypomnieć wypowiedź Stanisława Piotrowicza, dziś sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ale wtedy jeszcze posła Prawa i Sprawiedliwości. W 2015 roku, z sejmowej mównicy, mówił dokładnie tak: „Konstytucja nie wymaga bezpośrednio, aby ślubowanie od osób wybranych na stanowisko sędziego odbierał prezydent. Ślubowanie jest niewątpliwie istotne, bo kreuje możliwość pełnienia funkcji, ale konstytucja pozostawia do rozstrzygnięcia ustawodawcy, przed jakim organem państwa zostanie ono złożone”. Dziś politycy PiS, pytani o te słowa, mocno się gimnastykują albo mówią wprost, że nigdy z tą opinią się nie zgadzali.Czytaj też: Awantura przed TK. Prokuratura sprawdzi, czy Bąkiewicz złamał prawoO co walczy Święczkowski? Zasadnicze pytanie, które trzeba postawić, brzmi: co dalej? Czy pat, w którym będziemy mieć część sędziów Trybunału Konstytucyjnego uznawaną tylko przez jedną stronę sporu politycznego, trwać będzie aż do kolejnych wyborów, a być może nawet dłużej, w zależności od tego, jak będzie wyglądał ich rezultat?Nieoficjalnie mówi się o zwołaniu Zgromadzenia Ogólnego Trybunału Konstytucyjnego, które mogłoby zdecydować o uchyleniu immunitetu Bogdanowi Święczkowskiemu. Prokuratura od dawna chciałaby postawić mu zarzuty, między innymi dotyczące przekroczenia uprawnień w sprawie użycia systemu Pegasus. Teraz dochodzi również kwestia niedopuszczania do pracy sędziów Trybunału Konstytucyjnego oraz wspomnianego już podejrzenia naruszenia nietykalności funkcjonariusza publicznego.Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana – w Zgromadzeniu Ogólnym TK większość mają już sędziowie powołani w obecnej kadencji rządu. Natomiast nie ma pewności, czy w ogóle uda się je zwołać. Nadzieję obozu rządzącego może budzić fakt, że część pracowników Trybunału Konstytucyjnego ma już serdecznie dość tego, co dzieje się wokół jednej z najważniejszych instytucji państwa, zwłaszcza że w budżecie państwa nie przewidziano żadnych pieniędzy na funkcjonowanie Trybunału. Coraz głośniej słychać również o tym, że wśród tak zwanych starych sędziów TK, powoływanych w poprzednich latach, rośnie niezadowolenie i zniecierpliwienie. Nie można więc wykluczyć, że znajdą się wśród nich osoby gotowe do współpracy z “nowymi” sędziami.Bogdan Święczkowski walczy więc już nie tylko o utrzymanie politycznej kontroli obozu Prawa i Sprawiedliwości nad Trybunałem Konstytucyjnym, ale także o własny immunitet. Jego uchylenie mogłoby oznaczać konieczność zmierzenia się z zarzutami, które prokuratura chciałaby mu postawić.