Ciekawostki o filmie Stanisława Barei. Pierwotnie główną rolę w tej komedii Stanisława Barei miał zagrać Stanisław Tym. To on współpracował przy scenariuszu. Był autorem większości dialogów i skeczowych scen. „Brunet wieczorową porą” był też filmem, przy którym między Tymem a Bareją doszło do ostrego konfliktu. To, dlatego pod końcową wersją aktor podpisał się pseudonimem. Premiera tej kultowej produkcji czasów PRL odbyła się 50 lat temu. „Jest taka zasada, że czerwony kapelusz jest właśnie znakiem rozpoznawczym. Czerwony kapelusz jest właściwie zawsze podejrzany, proszę pana. Niech pan pamięta” – mówi do porucznika milicji główny bohater filmu, czyli Michał Roman.To jemu Cyganka przepowiada serię niezwykłych zdarzeń, on nie bierze ich jednak na poważnie. Gdy jego rodzina wyjeżdża na weekend, zabiera się do zaległej pracy. I właśnie wtedy zaczynają się spełniać proroctwa Cyganki.Michał znajduje zaginiony zegarek, a w totolotku wylosowane zostają przepowiedziane przez nią liczby. Bohater zaczyna oczekiwać najgroźniejszej części przepowiedni – zabicie bruneta, który zjawi się w jego mieszkaniu wieczorową porą.Czytaj też: Nie lubił kompromisów. Beksiński malował „wyłącznie dla siebie”Ten rzeczywiście go odwiedza, a zbieg okoliczności powoduje, że gdy Michał znajduje jego ciało w przedpokoju, jest przekonany, że stał się nieumyślnym zabójcą wieczornego gościa. O zdarzeniach, które poprzedziły śmierć bruneta, informuje przyjaciela, który przekonuje go, że mordercą jest któryś z sąsiadów. Michałowi udaje się wykryć i pochwycić rzeczywistego sprawcę w lokalu nocnym, po groteskowym pościgu ulicami nocnej Warszawy.To fabuła jednej z kultowych komedii czasów PRL, czyli „Bruneta wieczorową porą”. Premiera tej produkcji odbyła się 50 lat temu a dokładnie 18 października 1976 roku.Matka Stanisława Barei zagrała u syna. To ona jest kobietą w czerwonym kapeluszuW ostatniej scenie filmu ten sam porucznik, któremu Roman udziela cennej wskazówki, zatrzymuje radiowóz, gdy widzi na drodze kobietę w czerwonym kapeluszu. To nikt inny jak matka Stanisława Barei, która, oprócz epizodu w „Brunecie wieczorową porą”, zagrała również w filmie „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”. W tej drugiej produkcji jest jedną z kilkudziesięciu osób stojących w kolejce po meble. Operator niezdający sobie wtedy sprawy z tego, że to matka reżysera, krzyknął na nią, aby „nie gapiła się w kamerę”. Ciekawostką jest to, że pani Stanisława nie przepadała za bardzo za kolorem czerwonym.To on miał zagrać Michała Romana. Po kłótni z Bareją wycofał się z obsadyAktorem, który był pierwszym wyborem reżysera i który miał zagrać główną rolę, czyli Michała Romana. Po kłótni z Bareją nie tylko wycofał się z obsady, ale również zażądał usunięcia swego nazwiska z czołówki. Obok nazwiska Stanisława Barei, w napisach początkowych, pojawia się nieistniejący scenarzysta Andrzej Kill. Nazwisko to nawiązuje prawdopodobnie od zabójstwa, w które wmieszany został główny bohater filmu.– Zawsze bardzo dokładnie, precyzyjnie przygotowywał się do tego, co miał do zrobienia, a potem bardzo szybko kręcił. Uważał, że najdroższy w filmie jest czas. Jego pomysły i scenariusze powstawały piętro wyżej. Leżał na tapczanie, odpoczywał, czytał i pisał – mówiła o swoim mężu Hanna Kotkowska-Bareja.„Brunet wieczorową porą”, czyli historia PRL widziana przez pryzmat mięsaMaciej Łuczak w książce „Miś, czyli rzecz o Stanisławie Barei” zwraca uwagę na to, że „Brunet wieczorową porą” jest jednym z tych filmów, w których „Bareja opowiada historię PRL widzianą przez pryzmat mięsa”. W komedii tej lejtmotywem jest kaszanka. Główny bohater delektuje się nią podczas obiadu i przed telewizorem, gdy wychodzi z domu, wkłada ją do nesesera i zabiera ze sobą.Lodówka w warsztacie samochodowym, w którym pada jeden z kultowych tekstów z komedii Barei, czyli słynne już dziś słowa: „Żadnej roboty nie wezmę, nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiony jestem!”, również wypełniona jest po brzegi kaszanką. Zdaniem Łuczaka kaszanka otrzymuje w filmie oniryczną postać, stając się bunuelowskim „mrocznym przedmiotem pożądania”.Postaciami groteskowymi w komediach Stanisława Barei są funkcjonariusze milicji. Zamiast budować autorytet państwa, stale je ośmieszają. Tak jest również w „Brunecie wieczorową porą”. Zamiast niebieskim samochodem w „klubowych barwach”, jeżdżą czerwonym fiatem straży pożarnej.– Zastanawiam się często nad tym, jak rozśmieszyć innych. Kiedy funkcjonariusz wlepia mi mandat, nie awanturuję się, staram się zapamiętać, jak on mówił, jakie błędy gramatyczne popełniał – mówił reżyser.Zapiski, notatki i obserwacje, które robił reżyser, trafiały do jego filmów. W „Brunecie…” milicjant melduje przełożonym: „Kazimierz Malinowski, zatrzymano go do dyspozycji prokuratora po udowodnieniu mu winy”, a gdy Michał Roman w Kongresowej prosi o dwóch milicjantów, kelner spełnia jego życzenie i podając mu dwa kieliszki z wódką, mówi: „Dwóch milicjantów, a to trzeci”.Cenzura nie oszczędziła „Bruneta wieczorową porą”, ale krytycy doceniliCenzura podobnie jak w przypadku innych filmów Barei również w „Brunecie…” użyła swoich nożyczek i usunęła niektóre sceny. Wycięte zostało m.in. ujęcie z żołnierzem dźwigającym siatki pełne zakupów oraz długi dialog na temat prasy, w którym padło słowo „spasiba” i stwierdzenie: „A w gazetach piszą, że jest wszystko dobrze”. O dziwo przetrwała scena kupowania linki od gazu do syreny u rzeźnika.Stanisław Bareja w filmie „Brunet wieczorową porą” nie tylko parodiuje kryminały, ale też śmieje się z samego siebie. Postać Kazika, w którą wciela się Wiesław Gołas to już na pierwszy rzut oka autoironia, która odsyła do serialu „Kapitan Sowa na tropie”.Na uwagę z pewnością zasługuje obsada komedii. Oprócz świetnego Krzysztofa Kowalewskiego w roli Michała Romana, w filmie zobaczyć można Wojciecha Pokorę, Ryszarda Pietruskiego jako Dzidka Krępaka, czy Andrzeja Fedorowicza jako pana Jurka, właściciela warsztatu samochodowego, który do końca roku nic nie bierze, bo chce wreszcie spokojnie zjeść, oczywiście „polski kawior”, czyli kaszankę. Kojarzona do dziś z filmem jest piosenka śpiewana przez Annę Jantar, czyli „Cygańska jesień”. Autorami tekstu byli Jonasz Kofta oraz Andrzej Kondratowicz. Muzykę skomponował Waldemar Kazanecki. Oprócz Krzysztofa Kowalewskiego, który wcielił się w Michała Romana, w filmie zagrali także Wojciech Pokora, Wiesław Gołas, Bohdan Łazuka, Bożena Dykiel, Jan Kobuszewski czy Józef Nalberczak.Czytaj też: Największa atrakcja imprez w PRL. Bareja „uwiecznił” ją w serialuBarei zarzucano, że w „Brunecie wieczorową porą” propaguje pijaństwo. Rzeczywiście wątek picia alkoholu w fabule jest dosyć mocno wyeksponowany. Tym razem jednak krytycy filmowi byli dla niego dużo łaskawsi niż wtedy, gdy oceniali jego wcześniejsze produkcje. Stanisław Wyszomirski w „Expressie Wieczornym” nazwał Bareję „najbardziej kontrowersyjnym reżyserem w Polsce”. Niektórzy krytycy docenili również fakt, że chciał ukazać byle jakość i absurdy czasów PRL.Film „Brunet wieczorową porą” w rok od premiery obejrzało 970 655 widzów. Dziś ta produkcja kończy 50 lat i wciąż jest jedną z najchętniej oglądanych.