Możliwe warianty. Nastroje przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi znacząco różnią się od tych, które towarzyszyły wyborcom w 2023 r. Polacy są rozczarowani efektami prac rządu. Z drugiej strony słabną notowania największej partii opozycyjnej, a zmęczenie duopolem umacnia pozycję partii antysystemowych. Kierownictwo KO uważa, że sukces w 2027 r. zapewni im wspólna lista wyborcza całej koalicji rządzącej. Natomiast PSL i Nowa Lewica obawiają się, że taki scenariusz doprowadzi do stopniowej utraty ich politycznej tożsamości, dlatego planują samodzielny start. Pozostaje pytanie, czy osobne komitety zapewnią rządzącym większość w Sejmie. Trzy lata temu wyborcy zmęczeni ośmioletnimi rządami PiS tłumnie ruszyli do urn. Frekwencja wyniosła rekordowe 74,38 proc. i choć wybory parlamentarne formalnie wygrało ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego, trzeci rząd Mateusza Morawieckiego przetrwał zaledwie dwa tygodnie.13 grudnia 2023 r. prezydent Andrzej Duda zaprzysiągł Radę Ministrów Donalda Tuska. Data niefortunna, ponieważ wypada w rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego przez generała Wojciecha Jaruzelskiego. Określenie „Koalicja 13 grudnia” na stałe weszło do słownika opozycji, nadając jej negatywnego kontekstu.Sukcesy i niedowiezione obietnice Rządzący wybrali wcześniej określenie „Koalicja 15 października”, nawiązujące do daty wyborów, które przyniosły im władzę. Porozumienie Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi (Polski 2050 i Polskiego Stronnictwa Ludowego) oraz Nowej Lewicy, połączyło konserwatystów z liberałami. Początkowo współpraca układała się dobrze, ale z czasem różnice programowe zaczęły utrudniać realizację reform zapowiadanych w kampanii.Polityków różnią przede wszystkim kwestie światopoglądowe, takie jak aborcja czy związki partnerskie. Kością niezgody stała się też reforma ochrony zdrowia: Trzecia Droga domagała się obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, podczas gdy Nowa Lewica postulowała zastąpienie jej obowiązkowym podatkiem. Rząd nie dowiózł również obietnicy likwidacji Funduszu Kościelnego oraz „naprawy praworządności”. Są też sukcesy. Koalicjanci odblokowali środki z Krajowego Planu Odbudowy, które zainwestowano m.in. w program „Czyste Powietrze”. Uruchomiono też system świadczeń „Aktywny Rodzic”, który zapewnia wsparcie do 1500 zł, a także tzw. rentę wdowią. Wśród sukcesów trzeba również wyróżnić rekordowe wydatki na obronność i modernizację armii. Jednak wewnętrzne konflikty pogrążają rządzących.Koalicja Obywatelska przekształciła się w partię, Trzecia Droga upadła bezpowrotnie, a z nią Polska 2050, która podzieliła się na dwie partie. Z kolei Partia Razem przeszła do opozycji, przejmując część elektoratu Nowej Lewicy.Sytuacja opozycji nie prezentuje się lepiej. Z PiS odeszli ludzie Mateusza Morawieckiego, Grzegorz Braun wystartował w wyborach prezydenckich na przekór Konfederacji, a Kaczyński musiał uwzględnić rosnącą pozycję prezydenta Karola Nawrockiego. Mimo napięć, niemal wszystkie ugrupowania na prawicy mogą samodzielnie przekroczyć próg wyborczy. Koalicja 15 października nie może dziś liczyć na równie komfortową sytuację.Polityczne układanki i spór o listyDo rozmów o formule startu w wyborach parlamentarnych liderzy koalicji rządzącej mają wrócić dopiero w lutym. Na ten moment unikają jednoznacznych deklaracji, uzależniając przyszłość od aktualnych notowań partnerów i opozycji. Jednak wstępne negocjacje już trwają.Nowa Lewica, współpracująca z mniejszymi formacjami, takimi jak Polska Partia Socjalistyczna, Wspólne Jutro i Partia Pracy, wielokrotnie proponowała utworzenie dwóch list wyborczych: konserwatywnej i progresywnej. Pierwsza miałaby skupiać KO i PSL, druga ugrupowania lewicowe. Obie listy mogliby zasilić także politycy Polski 2050 i rozłamowcy z Unii Centrum. Natomiast kierownictwo KO marzy o jednej liście całej koalicji. Taki scenariusz jest możliwy, choć każdy z koalicjantów szykuje się do samodzielnego startu.Z wewnętrznych badań Nowej Lewicy wynika, że ich ugrupowanie jest największą partią drugiego wyboru wśród Polaków głosujących na KO. Formacja Włodzimierza Czarzastego może też liczyć na stosunkowo stabilne poparcie sondażowe, zwykle na poziomie 6-8 proc. W najbliższych miesiącach partia będzie próbowała utrzymać poparcie, a pomóc w tym ma konfrontacyjna komunikacja oraz wyraźniejsze podkreślanie różnic programowych między Nową Lewicą a KO. W nieoficjalnych rozmowach politycy obawiają się, że start z list KO doprowadzi do marginalizacji, a w przyszłości wchłonięcia ich formacji przez partię Donalda Tuska. Czytaj także: Trzy lata po wyborach. Przewaga KO, pięć partii w SejmiePodobne obawy ma PSL, którego poparcie od wielu miesięcy utrzymuje się na poziomie 1-2 proc. Ludowcy nie przejmują się wynikami sondażowymi, ponieważ uważają, że są niedoszacowane. Słyną bowiem z mocnych struktur lokalnych, dlatego liczą na wsparcie organizacji zrzeszających samorządowców. Między innymi dlatego partia domaga się odejścia od dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. PSL nie wyklucza jednak wspólnego startu z KO, jeżeli w lutym sondaże nadal będą pokazywać poparcie poniżej 2 proc.Niepewna jest też przyszłość pozostałych koalicjantów. O ile Unia Centrum, pod przewodnictwem Pauliny Hennig-Kloski, może liczyć na miejsca w komitetach KO i Nowej Lewicy, znacznie gorszą sytuację ma Polska 2050, której przewodniczącą od stycznia jest Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Nowa szefowa partii skutecznie zniechęciła do siebie wszystkich liderów swoimi antyrządowymi wypowiedziami. Polityczka skonfliktowała się nawet z założycielem ugrupowania Szymonem Hołownią, który chciałby reaktywacji Trzeciej Drogi. PSL wyklucza jednak współpracę z założycielem Polski 2050, ponieważ ludowcy nie widzą żadnych korzyści z ponownej współpracy. Pełczyńskiej-Nałęcz bliżej natomiast do Partii Razem, która jako ugrupowanie opozycyjne nie zamierza iść do wyborów z nikim z obecnego rządu.Sprawdzian dla rząduZdaniem naszych rozmówców, jednym z najważniejszych sprawdzianów dla Koalicji 15 października będą wybory uzupełniające do Senatu, zarządzone po śmierci gen. Mirosława Różańskiego. Kandydatką rządzących została Zdzisława Różańska, wdowa po zmarłym senatorze. Jej kandydaturę zgłosiła Unia Centrum, którą poparli liderzy KO i PSL. Pełczyńska-Nałęcz natomiast zaproponowała Izabelę Ziętkę, wiceszefową MEN. Głównym kontrkandydatem Różańskiej będzie były prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki, popierany przez PiS i Konfederację. Okręgowa Komisja Wyborcza zarejestrowała jeszcze dwie kandydatury: Joanny Senyszyn oraz Tomasza Naruszewicza z Konfederacji Korony Polskiej.Testem dla rządu były też przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa. W II turze Łukasz Gibała pokonał kandydatkę KO i PSL Monikę Piątkowską stosunkiem głosów 62,12 do 37,88 proc. Natomiast w I turze kandydatka Nowej Lewicy Daria Gosek-Popiołek zdobyła zaledwie 4,81 proc. głosów. Jednak koalicjanci zapewniają, że nie da się przełożyć wyniku w Krakowie na całą Polskę. – W wyborach parlamentarnych nie będzie partii „Łukasz Gibała” – słyszymy.Zobacz także: Kotula o zwycięstwie Gibały: Pomarańczowa lampka dla rządu