Oskarżony twierdzi, że to było samobójstwo. To jakaś farsa. Ja nie przyznaję się do zabójstwa – zapewnia Piotr Ogrodniczuk, którego Sąd Okręgowy w Słupsku skazał na 12 lat więzienia za zabójstwo Jacka B. Najbardziej szokujące jest sposób dokonania mordu. Ofiara została bowiem pobita, a następnie wyrzucona z okna pokoju hotelowego na trzecim piętrze z przywiązanym do szyi telewizorem. 49-letni Piotr Ogrodniczuk (zezwolił na publikację danych osobowych i wizerunku) został uznany winnym zabójstwa Jacka B. i skazany na 12 lat pozbawienia wolności. Ma także zapłacić ponad 50 tys. zł kosztów sądowych. Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura dla oskarżonego chciała 25 lat pozbawienia wolności, obrona liczyła na uniewinnienie. Proces toczył się powtórnie od 3 listopada 2022 roku, po tym jak w kwietniu 2022 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylił wyrok Sądu Okręgowego z czerwca 2021 roku. Wtedy to uznano oskarżonego winnym i skazano na 10 lat więzienia. w tej sprawie. „Spałem, gdy doszło do tragedii” Piotr Ogrodniczuk został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Słupsku o to, że 23 listopada 2018 roku w Hotelu Słupsk pobił Jacka B., a następnie wypchnął z okna z przywiązanym do szyi telewizorem. Ofiara zmarła dzień później w szpitalu. Ogrodniczuk przesiedział w areszcie niemal cztery lata. Od ponad trzech odpowiadał z wolnej stopy. Oskarżony do zabójstwa nie przyznał się na żadnym z etapów postępowania. W procesie mówił, że spał w pokoju hotelowym po alkoholowym spotkaniu z Anną T. i Jackiem B., gdy ten wypadł przez okno. Obudził go krzyk Anny. Ubrał się i wyszedł. Dla niego najbardziej prawdopodobną wersją zdarzeń było samobójstwo Jacka B., który był w „trudnej sytuacji życiowej”. Czytaj także: Krwawa noc poślubiona. Mąż miał zabić żonę Kluczowe dowody materialne i zeznania świadka W czwartek sędzia Aleksandra Szumińska powiedziała, że w ocenie sądu wyjaśnienia oskarżonego nie zasługują na wiarę. – Dowody zebrane w tej sprawie wskazują na sprawstwo oskarżonego i działanie z zamiarem bezpośrednim zabójstwa – podkreśliła. – Zbrodnia miała drastyczny przebieg. Oskarżony był nietrzeźwy, właściwie uciekł z miejsca zdarzenia – uzasadniała wymiar kary. W ocenie sądu zeznania Anny T., (w pierwszym procesie była kluczowym świadkiem, bo wskazała Ogrodniczuka jako sprawcę), „znalazły odzwierciedlenie w obiektywnie zebranych dowodach”. Zmiana jej zeznań w drugim procesie nastąpiła po rozmowie z obrońcą oskarżonego, odsuniętym następnie od tej sprawy. Ponadto opinie – biologiczna i genetyczna – potwierdziły, że krew na ścianie w pokoju hotelowym należy do Jacka B. Świadek zajmująca sąsiedni pokój zeznała, że słyszała kłótnię, męskie głosy. „To jakaś farsa” Piotr Ogrodniczuk nie został w czwartek aresztowany, jak chciał tego prok. Robert Firlej. Sąd uznał, że do czasu uprawomocnienia się wyroku wystarczy, że oskarżony nie będzie mógł opuszczać kraju i zatrzymany zostanie mu dokument to umożliwiający. – Spodziewałem się wyroku uniewinniającego, bo tylko taki mógł być sprawiedliwy. Odejmuje mi mowę, nie wiem, co się dzieje. To jakaś farsa. Ja nie przyznaję się do zabójstwa. To absurdalny zarzut. Nie miałem nic wspólnego z tym, co się wydarzyło – powiedział Ogrodniczuk po ogłoszeniu wyroku, zapowiadając apelację. Nie wiadomo czy odwoływać się będzie także prokuratura. Czytaj także: 26 lat więzienia za zabójstwo syna i znęcanie się nad rodziną