Kolejna odsłona wojny hybrydowej. Grupa o nazwie „Czarne Rusy” przyznała się do odpowiedzialności za incydent na granicy łotewsko-białoruskiej z początku października. Wówczas zamaskowani i uzbrojeni mężczyźni próbowali przerzucić na teren Łotwy 20 migrantów, grożąc przy tym łotewskim żołnierzom – podała łotewska telewizja LTV. Do incydentu doszło w nocy z 5 na 6 października. Według łotewskiego wojska i resortu spraw wewnętrznych była to szczególnie agresywna próba nielegalnego przekroczenia granicy przez migrantów z udziałem „uzbrojonej i zamaskowanej eskorty”. – Mężczyźni towarzyszący migrantom po stronie białoruskiej usiłowali przepchnąć ich na stronę Łotwy, kierując przy tym groźby w kierunku łotewskich żołnierzy – poinformował wówczas minister spraw wewnętrznych Janis Dombrava. Po tym incydencie grupa zamaskowanych osób nielegalnie przekroczyła granicę i zabrała kamery monitoringu łotewskich służb. Przed przybyciem funkcjonariuszy udało im się wrócić na stronę Białorusi.Zobacz również: Rosja może wkrótce przetestować NATO. Eksperci ostrzegają trzy krajeKto jest odpowiedziany za incydent na łotewskiej granicy?Odpowiedzialność za atak wzięła grupa o nazwie „Czarne Rusy”. W oświadczeniu zamieszczonym na Telegramie rzecznik organizacji stwierdził, że działania na łotewsko-białoruskiej granicy, „to był test dla Łotwy, który został oblany”. – Wkrótce zobaczycie coś podobnego w innych częściach naszej granicy. Unia Europejska i NATO to kolos na glinianych nogach, który zawali się po naszym pierwszym ataku – zagroził rzecznik Czarnych Rusów. Grupa zapowiedziała również, kontynuację działań sabotażowych wymierzonych w sąsiadów Białorusi. Zobacz także: Niemiecki urzędnik okazał się szpiegiem. Pracował dla Azerbejdżanu„Czarne Rusy”, przykrywka dla FSB?Komentatorzy telewizji LTV uważają, że pojawienie się takiej samozwańczej grupy to przykrywka dla operacji hybrydowych stworzonych przez białoruskie i rosyjskie służby specjalne. Według szefa Centrum Eksperckiego NATO ds. Komunikacji Strategicznej w Rydze Janisa Sartsa, na Białorusi i w Rosji istnienie takich niezależnych grup jest niemożliwe. Dodał, że to, co dzieje się na granicy, jest bezpośrednio powiązane z władzami zarówno Białorusi, jak i Rosji i to, co obecnie robią, to „czysta operacja informacyjna”.Łotwa od kilku miesięcy zmaga się z coraz większą presję migracyjną na granicy wschodniej i rosnącą liczbą przypadków nielegalnego przekroczenia granicy. Latem granicę od strony Białorusi próbowało przekroczyć łącznie kilka tysięcy, a od początku roku już ponad 12 tys. osób, czyli tyle, ile w całym 2025 r.Na początku października rząd Andrisa Kulbergsa przedłużył do końca roku, zainicjowaną w sierpniu, operację „Wilkołak” (łot. Vilkatis) wymierzoną przeciwko nielegalnym migrantom, pochodzących głównie z państw Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy wykorzystują szlak białorusko-łotewski do przedostania się dalej na teren UE.Zobacz też: Nowy powód do ataku na Bałtów. Rosja walczy z nazizmem i „aktami ekstremizmu”