v Romulusz Ruszin-Szendi, były dowódca węgierskich sił zbrojnych, a obecnie minister obrony Węgier, ujawnił, że po jego publicznym wystąpieniu u boku lidera partii Tisza, obecnego premiera Pétera Magyara, na początku 2025 roku żołnierze zostali zobowiązani do sporządzania szczegółowych raportów na jego temat – poinformował portal Telex. Według Ruszina-Szendiego żołnierze węgierskiej armii regularnie przygotowywali analizy dotyczące jego osoby, publicznych wystąpień oraz związanej z nimi komunikacji politycznej. Jak przekazał minister, raporty liczyły średnio dziesięć stron tygodniowo i zawierały wykresy, statystyki, dane dotyczące zasięgów oraz oceny.– Pomyślmy tylko, ile godzin pracy, wiedzy wojskowej i energii kryje się w tych raportach! – stwierdził minister.– Ten, kto zlecił to zadanie, powinien się wstydzić! Jeśli zrobił to na polecenie przełożonych, rodzi się pytanie: dlaczego nie miał odwagi odmówić, skoro zdawał sobie sprawę, że zadanie to może służyć celom politycznym? Jeśli zaś wydał rozkaz z własnej inicjatywy, budzi to szczególnie poważne wątpliwości co do tego, jak rozumie on bycie żołnierzem, dowódcą i towarzyszem broni – dodał.„Żałosna, małostkowa osoba”Na tym jednak krytyka ministra się nie skończyła. Ruszin-Szendi określił osobę odpowiedzialną za zlecenie sporządzania raportów jako „żałosną, małostkową, niepatriotyczną, nielojalną wobec towarzyszy broni i tchórzliwą”.Ruszin-Szendi został w 2025 roku ekspertem partii Tisza do spraw obronności. W wyborach parlamentarnych w kwietniu 2026 roku uzyskał mandat deputowanego do Zgromadzenia Narodowego, a w maju objął stanowisko ministra obrony w rządzie Pétera Magyara.Czytaj także: Węgierskie porządki. Minister rządu Orbana zatrzymany za korupcję