Fala terroru. Dzieci i młodzież atakują w szkołach. Sytuacja jest poważna, bo każdy taki atak może powodować, że znajdą się naśladowcy, z czym zresztą mamy teraz do czynienia. Nie można jednak ulegać panice, ale przede wszystkim oczekuję odpowiedzialności od dorosłych. To właśnie oni nie powinni puszczać nożowników do szkoły, bo to ich dzieci także mogą dokonać takiego ataku, jeśli się nimi nie będziemy interesować – mówi portalowi TVP.Info psycholog kryminalny Jan Gołębiowski. Przez Polskę, jak huragan przetacza się fala ataków nożowników na szkoły. To co znaliśmy, właściwie głównie tylko ze Stanów Zjednoczonych (gdzie najczęściej sprawcy używają broni palnej, w tym maszynowej) czy Azji, stało się koszmarem na jawie i w naszym kraju. Tyle, że w Polsce ze względu na zdecydowanie trudniejszy dostęp do broni palnej sprawcy używają noży czy maczet. To główne narzędzie zbrodni w Polsce, poza siekierą czy młotkiem. A także broń, której używanie zalecają od lat swoim „sympatykom” najgroźniejsze grupy terrorystyczne czy ekstremistyczne. Krwawy październik w polskich szkołach Można uznać, że swoistym detonatorem tej eksplozji przemocy było zdarzenie ze środy 7 października w Ostrołęce w Zespole Szkół Zawodowych nr 4. Wtedy to 19-letni Jakub Z. wszedł na lekcję informatyki z nożem i maczetą i zaczął dźgać i ciąć uczniów oraz nauczycieli. Próbował też odpalić domowej roboty bombę, którą przyniósł w plecaku. Podczas ucieczki ze szkoły ranił przypadkowe osoby, które weszły mu w drogę. Zatrzymano go w pobliżu miejskiej plaży, gdy prawdopodobnie próbował popełnić samobójstwo. Łącznie ranił dziewięć osób. Teraz czeka w areszcie na proces. Tego samego dnia w Sierpcu policjanci udaremnili podobny atak planowany przez 17-latka. Chłopak zapowiedział rówieśnikom, że „zrobi coś złego w szkole”. Kryminalni zatrzymali go i znaleźli w jego saszetce dwa noże, a w telefonie dowody, że szukał w intrenecie informacji o tym jak dokonać zamachu. Następnego dnia, w czwartek 8 października, w szkole podstawowej w miejscowości Leszczydół-Nowiny koło Wyszkowa, atak zakończył się śmiercią jednej z ofiar. Tym razem sprawca miał 15-lat. Nastolatek (były uczeń placówki) wszedł do szkoły w kasku z kamerą i zaatakował 37-letnią woźną. Kobieta zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Furiata obezwładnił dyrektor, który wraz z nauczycielem zostali ranni. Wtedy już ruszyła fala sieciowego i realnego terroru. Pojawiła się informacja, że to internetowy challenge i w Polsce ma dojść do „krwawego piątku”. Bardzo wielu rodziców nie puściło w piątek 9 października swoich dzieci do szkół. W ciągu dnia policja odnotowała grubo ponad 200 zdarzeń, związanych z atakami lub groźbami w sieci. Zatrzymano 76 osób! W sobotę nożowniczka raniła trzy osoby w szkole policealnej w Warszawie. I znów wróciło pytanie: czy szkoły są bezpieczne? I czy dzieci powinny stawić się w nich w poniedziałek? Czytaj także: „Krwawy piątek” w Polsce. Wielu nastolatków zatrzymanychNożownicy to nasze dzieci! Zapytaliśmy o to, oraz o możliwe przyczyny owej fali terroru, psychologa kryminalnego Janusza Gołębiowskiego. To czołowy polski profiler, który m.in. na Facebooku na bieżąco analizuje też wszystkie poważne zdarzenia kryminalne w Polsce. – To zrozumiałe, że seria ataków nożowników, która ma teraz miejsce powoduje u rodziców strach i zastanawiają się czy w najbliższych dniach wysłać dzieci do szkół. Czy będą tam one bezpieczne? Bo słyszą o „krwawym piątku”, a potem boją się, czy nie nadejdzie też „krwawy poniedziałek” lub wtorek – wyjaśnia Gołębiowski. – Ale w takim razie, czy należałoby trzymać dzieci w domu do czasu, aż uznamy, że szkoły są już bezpieczne? Ile, kilka dni, tydzień, czy jeszcze dłużej? – dodaje. Ekspert nie kryje, że nie można wykluczyć kolejnych ataków. Bo sprawcy, choć zazwyczaj są bardzo szybko zatrzymywani, bardzo często znajdują naśladowców – tzw. copycat killers. Co łączy dzieło romantyzmu, koty i tragedie?Określenie copycat (od angielskich słów: copy (kopiować) i cat (kot)), a dokładniej copycat killer (killer – zabójca) lub w kryminalistyce oznacza sprawcę, który popełnia zbrodnię naśladując metody innego, najczęściej słynnego przestępcy. Co ciekawe słowo copycat powstało w XIX-wiecznej Ameryce i było traktowano jako obraźliwe. Nawiązywało m.in. do zachowania kociąt, które uczą się np. polowań naśladując wiernie zachowanie matki. „Efekt Wertera” (czasem używa się określenia „syndrom Wertera”) to zjawisko polegające na wzroście liczby samobójstw po tym, jak w mediach pojawiają się informacje o osobach odbierających sobie życie (bardzo często, gdy ofiarami są ludzie znani). Nazwa wywodzi się od dzieła Johanna Wolfganga von Goethego „Cierpienia młodego Wertera”, opublikowanego w 1774 roku. Po wydaniu książki w Europie doszło do fali samobójstw młodych ludzi, chcących pójść w ślady tytułowego bohatera. W 1974 roku socjolog David Phillips zbadał to zjawisko naukowo i nazwał je „efektem Wertera”. W suicydologii używa się określenia „samobójstwo naśladowcze”. – Moim zdaniem nie można ulegać panice, ale przede wszystkim oczekuję odpowiedzialności od dorosłych. Trzeba powtarzać to do znudzenia: rodzice powinni kontrolować swoje dzieci. Wiedzieć co się z nimi dzieje, jak się czują czy czegoś potrzebują. To właśnie oni nie powinni puszczać nożowników do szkoły. Bo przecież to ich dzieci także mogą dokonać takiego zamachu, jeśli będą zostawione samym sobie – podkreśla Gołębiowski. Czytaj także: Policja nie kończy akcji. Patrole w poniedziałek wrócą do szkół Europa na ostrzu noża Profiler zwrócił uwagę, że ledwie tydzień temu wraz z Ziemowitem „Harnasie” Urbanowiczem (ekspertem walki nożem, byłym oficer GROM) był gościem „Pytania na śniadanie”. Program był zdecydowanie na czasie, bo dotyczył narastającej w Polsce i za granicą liczbie ataków nożowników. Policyjne statystyki kwalifikują takie zdarzenia jako przestępstwo z użyciem niebezpiecznego narzędzia. – We Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech widać wyraźny wzrost tego rodzaju przestępczości. Polskie statystyki pokazywały, że są na w miarę stałym poziomie i nie ma jakiegoś skoku. Ale rok się nie skończył, a tych zdarzeń wyraźnie przybywa – stwierdził Gołębiowski. Niepokojące są za to, zdaniem eksperta, brutalne przestępstwa, których sprawcami są dzieci i młodzież. – One żyją w świecie, w którym ważną rolę odgrywa internet. Często czerpią wiedzę i pomysły z tego co jest modne w sieci. I co zdobywa „lajki”, lub o czym się mówi. Kiedyś była to np. jazda wózkami sklepowymi potem szaleństwa na hulajnodze. Teraz poszło to w najgiorszą formę tego „popisywania się”: brutalną przemoc – wyjaśnia. – Niestety mamy też od razu do czynienia ze zjawiskiem „copycat”, czyli naśladownictwem tego rodzaju przestępstw. Tak było najpierw z alarmami bombowymi w szkołach, a później w sądach czy urzędach. Nagłośnienie jednego, od razu pobudzało do działania osoby, które też chciały „zabłysnąć”. Teraz to się wiąże jeszcze czasem z szukaniem popularności czy możliwości zostania „sławnym”. A, że sprawcami są dzieci, to nie zdają sobie one sprawy z konsekwencji – dodaje. Czytaj także: Jak obronić się przed nożownikiem? Zasady, które mogą uratować życieRozmowy z dziećmi i systemowe szkolenia I znowu pojawia się kwestia, najważniejsza – rola rodziców. Motywacja sprawców może być różna: od zaburzeń psychicznych wynikających, przez chęć odwetu na sprawcach prześladowania, a wreszcie zwrócenia na siebie uwagi. – Najważniejsze są rozmowy z dziećmi. Musimy interesować się co oglądają w sieci, jak spędzają czas, na czym budują swoje poczucie wartości, kto stanowi ich grupę oceniającą. To jest podstawa – wylicza Gołębiowski. – Oczywiście w najbliższych dniach policja będzie pilnować szkół. I na pewno widok mundurowych czy radiowozu przed szkołą może być odstraszająca dla dużej części potencjalnych zamachowców. A może trzeba będzie wprowadzić do szkół wykrywacze metalu, jak to jest np. w sądach czy urzędach. Wszystko co może uratować komuś życie, jest ważne – wskazuje ekspert. Gołębiowski uważa, że już zeszłoroczny atak Mieszka R. na campusie Uniwersytetu Warszawskiego (22-letni student zamordował portierkę Auditorium Maximum i ranił dwie osoby, biegli uznali, że był niepoczytalny) był sygnałem, że procedury w takich wypadkach są niewystarczające. – Studenci, z którymi mam zajęcia, opowiadali, że słyszeli o kimś biegającym z nożem po campusie. A drzwi nie były zamknięte. Należy przeszkolić pracowników szkół oraz uczniów, co mają robić w razie takiego ataku. O tym, że należy zaryglować lub zabarykadować drzwi pomieszczenia, w którym jesteśmy – przekonuje. Jak uchronić się przed zamachowcem i pomóc ofiarom? Dla profilera szkolenia nie powinny się ograniczać tylko do reagowania na zagrożenie. – Ważna jest także wiedza o tym jak udzielić pomocy medycznej rannym. Czyli np. jak opatrywać ranę, tamować krew i założyć opaskę uciskową. Nie jestem pewien czy dzieciaki ze starszych klas potrafiłyby założyć stazę taktyczną (przyrząd służący do tamowania krwawienia lub odcinania dopływu krwi – przyp. red.) – wylicza Gołębiowski. Jego zdaniem nie ma pewności, że w szkolnych apteczkach takie stazy się znajdują. – Musimy wrócić do szkoleń z pierwszej mocy. I to przeprowadzonych poważnie, a nie tak dla zaliczenia, bo przecież za progiem mamy wojnę, a atak dronem czy rakietą nie jest obecnie czymś niewyobrażalnym – mówi zdecydowanie. Czytaj także: Arsenał broni u 14-latka. Trafi do ośrodka wychowawczego