Sprzeczne oczekiwania społeczne. 76 proc. Polaków uważa, że politycy zbyt hojnie rozdają publiczne pieniądze, ale tylko 18 proc. byłoby skłonnych zrezygnować z części własnych świadczeń lub ulg podatkowych. Z kolei niemal 85 proc. chce, by politycy ujawniali koszty obietnic wyborczych i źródła ich finansowania – wynika z badania Human Answer Institute (HAI) i Panelu Badawczego Ariadna. Badanie przeprowadzone w ramach projektu „Nowy kontrakt społeczny – dla oszczędności w wydatkach państwa” pokazuje, że Polacy dostrzegają problem rosnących wydatków publicznych, ale znacznie trudniej przychodzi im zaakceptowanie konkretnych oszczędności. Zwłaszcza takich, które mogłyby uszczuplić ich własne portfele.Największa zgodność panuje w jednej sprawie: politycy powinni informować wyborców, ile kosztują ich obietnice i skąd zamierzają pozyskać pieniądze na ich realizację. Wprowadzenia takiego obowiązku chce 84,8 proc. respondentów, w tym 54,5 proc. zdecydowanie go popiera. Przeciwnych jest zaledwie 4,5 proc.– Im więcej rozmawiamy o finansach państwa, tym trudniej będzie politykom składać obietnice bez odpowiedzi na pytanie, kto za nie zapłaci. I to jest dobra zmiana – podkreśliła Anna Gołębicka, ekonomistka i współzałożycielka Human Answer Institute.Jej zdaniem samo wskazanie źródła finansowania nie wystarczy. Trzeba również wyjaśnić, jaki jest społeczny i ekonomiczny sens proponowanego wydatku.Polacy krytykują rozdawnictwoZ kolei Katarzyna Życińska, ekspertka ds. komunikacji i współzałożycielka HAI, zwróciła uwagę, że przejrzystość finansów publicznych jest także kwestią szacunku dla obywateli.– Politycy powinni wyjaśniać, kto skorzysta z obietnicy, kto poniesie jej koszt i jakie potrzeby mogą przez to pozostać niezaspokojone. Tak buduje się zaufanie i poczucie odpowiedzialności za wspólne pieniądze – zaznaczyła.Choć aż 76 proc. ankietowanych uważa, że politycy zbyt hojnie rozdają publiczne pieniądze, tylko 28,4 proc. wskazuje ograniczenie wydatków socjalnych jako sposób na zmniejszenie deficytu budżetowego. Podniesienie podatków firmom wybiera 16,7 proc., a zwiększenie podatków dla wszystkich – 9,2 proc.Z badania wynika także, że co trzeci respondent (33,4 proc.) uważa, iż mówienie o deficycie jest manipulacją. Kolejne 12,3 proc. deklaruje, że deficyt ich nie obchodzi.Gdzie Polacy szukaliby oszczędności?Jeszcze wyraźniej rozbieżności widać w odpowiedziach na pytania dotyczące świadczeń społecznych. Ich obniżenie w celu zlikwidowania deficytu popiera 37 proc. respondentów, a 40 proc. jest temu przeciwnych. Kiedy jednak ankieterzy zapytali o gotowość do rezygnacji z części własnych świadczeń lub ulg podatkowych, twierdząco odpowiedziało tylko 18 proc.– Badanie pokazuje, że krytyka polityki wydatkowej i gotowość do poniesienia kosztów jej zmiany to dwie różne sprawy. Dopóki oszczędności są hasłem, każdy może wyobrażać sobie, że obejmą wydatki, które uważa za zbędne – zauważyła Gołębicka.Gdzie zatem Polacy szukaliby oszczędności? Przede wszystkim w administracji publicznej. Wydatki na nią ograniczyłoby 45,7 proc. badanych, wydatki na samorządy – 28,4 proc., a na trzynaste i czternaste emerytury – 19,4 proc. Znacznie mniej osób zdecydowałoby się na cięcia w ochronie zdrowia (4,3 proc.), wsparciu osób z niepełnosprawnościami (4,2 proc.) czy bezpieczeństwie (5,9 proc.).Różne pokolenia, różne oczekiwaniaPriorytety dotyczące oszczędności wyraźnie zmieniają się wraz z wiekiem. Ograniczenia wydatków na administrację chce 32 proc. osób w wieku 18-24 lata, ale aż 56 proc. respondentów po 55. roku życia. Z kolei za ograniczeniem trzynastych i czternastych emerytur opowiada się 27 proc. osób w wieku 25-34 lata i tylko 12 proc. najstarszych badanych.Różnice dotyczą również ochrony zdrowia. Cięcia w tym obszarze dopuszcza 11 proc. najmłodszych respondentów i zaledwie 2 proc. osób po 55. roku życia.Wyniki sugerują więc, że poszczególne pokolenia chętniej szukają oszczędności w wydatkach, z których same korzystają w mniejszym stopniu.Respondentów zapytano również, jaki model państwa preferują. Niskie podatki i ograniczone świadczenia wybrało 40 proc. ankietowanych, natomiast wysokie podatki i rozbudowany system świadczeń – 20 proc. Pozostałe 40 proc. nie miało zdania. Wśród osób w wieku 25-34 lata zwolenników niskich podatków i ograniczonych świadczeń było 48 proc., a w grupie 45-54 lata – 49 proc.Nie oznacza to jednak, że Polacy nie dostrzegają korzyści z wydawania publicznych pieniędzy. Za najbardziej pożyteczne uznają inwestycje w drogi i infrastrukturę (27,2 proc.), bezpieczeństwo (24,4 proc.) oraz ochronę zdrowia (21,8 proc.). Najrzadziej pozytywnie oceniają wydatki na administrację – wskazało je zaledwie 5,3 proc. respondentów.Oszczędności tak, ale nie własnym kosztemIstotne okazuje się również zaufanie do sposobu gospodarowania pieniędzmi publicznymi. Dla 37 proc. badanych największym problemem budżetu państwa są korupcja i marnotrawstwo, a dla kolejnych 30 proc. – niegospodarne wydawanie środków.Autorzy raportu zwrócili uwagę, że społeczne poparcie dla oszczędności nie oznacza automatycznie zgody na konkretne reformy. Politycy musieliby nie tylko przekonać obywateli, że zmiany są konieczne, ale także wyjaśnić, dlaczego koszty mają ponieść określone grupy społeczne.– Badanie ujawnia niespójność społecznego kontraktu fiskalnego. Polacy częściej wybierają państwo niskich podatków i ograniczonych świadczeń, ale w innych pytaniach nie dają większościowej zgody ani na konkretne cięcia, ani na osobistą rezygnację ze wsparcia – podsumowała Gołębicka.Państwo przed trudnym wyboremJak dodała ekonomistka, utrzymanie szerokiego systemu świadczeń przy niskich dochodach państwa oznacza dalszy deficyt albo konieczność ograniczenia części usług i transferów.– Reforma budżetowa nie będzie więc wyłącznie sporem o wysokość wydatków. Będzie negocjacją tego, które pokolenie i która grupa społeczna poniesie jej koszt – oceniła.Badanie przeprowadzono metodą CAWI (ankiety internetowej) w dniach 4-7 września 2026 r. na ogólnopolskiej próbie 1095 osób w wieku co najmniej 18 lat. Przy doborze próby uwzględniono płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania respondentów.Czytaj także: Ponad 970 mld zł wydatków. Sejm ma plan prac nad budżetem