Policjant wziął „wywiadowcę” za przestępcę. Niedoświadczony policjant podczas interwencji na warszawskiej Pradze śmiertelnie postrzelił innego funkcjonariusza. Po dwóch latach śledztwa Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga oskarżyła Bartosza Z. o przekroczenie uprawnień i nieuzasadnione i niezgodne z procedurami użycie służbowej broni palnej, co doprowadziło do śmierci sierż. szt. Mateusza B. Do tragicznego w skutkach postrzelenia policjanta przez jego kolegę doszło w sobotę 23 listopada 2024 roku, przy ul. Inżynierskiej na warszawskiej Pradze. Dwa patrole interweniowały w sprawie uzbrojonego w maczetę mężczyzny, który miał szaleć z ostrzem na ulicy. Pierwsi na miejsce dojechali mundurowi z północnopraskiej komendy rejonowej. W tym patrolu był doświadczony funkcjonariusz i „zielony” Bartosz Z. (21-lat, dopiero od roku w służbie i pierwszy dzień w stolicy). Policjanci mieli problem z obezwładnieniem furiata. W tym momencie na miejsce dojechali „wywiadowcy” z Targówka. Po cywilnemu, jak to w tej służbie. Wedle „Wyborczej”, Bartosz Z. stał z pistoletem przy bramie. Sierż. szt. Mateusz B. miał krzyknąć do niego „nie strzelaj, swoi”. Ale młody policjant nie posłuchał. Kula trafiła „wywiadowcę” w klatkę piersiową. Zmarł tego samego dnia w szpitalu. Bartosz Z. usłyszał zarzuty przekroczenie uprawnień oraz spowodowanie ciężkich obrażeń skutkujących śmiercią. Nie przyznał się do winy. Przekonywał, że działał zgodnie z przepisami. Co ustalili śledczy w sprawie tragicznej interwencji? Po dwóch latach śledztwa, Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Bartoszowi Z. „Zgromadzony w toku postępowania przygotowawczego materiał dowodowy wykazał, że Bartosz Z. przekroczył przysługujące mu uprawnienia służbowe. Dokonał nieuzasadnionego i niezgodnego z procedurami użycia środka przymusu bezpośredniego w postaci broni palnej” – poinformowała prok. Marzena Kiełek-Łopińska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Według prokuratury, użycie broni przez oskarżonego „nastąpiło bez zachowania wymaganych reguł ostrożności i bez uwzględnienia właściwości stosowanego środka, co bezpośrednio wygenerowało stan realnego zagrożenia dla życia i zdrowia ludzkiego”. A to doprowadziło do postrzelenia Mateusza B., który tego samego dnia zmarł w szpitalu przy ul. Szaserów. Jako, że prokurator zarzucił oskarżonemu „przekroczenie uprawnień połączone ze spowodowaniem obrażeń ciała stanowiących ciężki uszczerbek na zdrowiu pokrzywdzonego w postaci choroby realnie zagrażającą życiu, skutkujących śmiercią”, Bartoszowi Z. grozi od 5 lat więzienia do dożywotniego pobytu za kratami. Były policjant podtrzymuje, że jest niewinny. Czytaj także: Zarzuty dla policjanta, który śmiertelnie postrzelił kolegę na służbie