Opolska komentuje. Piętnastolatek zatrzymany za posiadanie materiałów dotyczących zamachów i morderstw. Siedemnastolatek zatrzymany za przygotowanie zamachu na szkołę. Jedenastolatek rani toporkiem dziesięcioletnią dziewczynkę. Trzynastolatek przynosi nóż do szkoły, inny trzynastolatek zatrzymany za planowanie ataku w szkole. Dziewiętnastolatek rani maczetą dziewięć osób. Siedemnastolatek zatrzymany przez służby, zanim przeprowadził zamach. Piętnastolatek wchodzi z nożem do szkoły i zabija trzydziestosiedmioletnią woźną, która osieraca dwójkę małych dzieci. To wszystko wydarzyło się jeszcze zanim doszło do piątkowej kulminacji niebezpiecznych zachowań w polskich szkołach.W piątek wieczorem komendant główny policji poinformował, że w ciągu dnia doszło do 179 zdarzeń związanych z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia czynu zabronionego. Według policji wiele z nich miało charakter naśladownictwa.„Krwawy piątek”W całej Polsce, choć rzeczywiście większość wydarzeń kumulowała się na Mazowszu, młodzi ludzie przynosili do szkół niebezpieczne narzędzia, w tym noże, petardy, noże sprężynowe. Nagrywali filmy, w których grozili, że będą próbowali zaatakować lub zabić, wypisywali pogróżki na grupach i komunikatorach internetowych. Część szkół w została zamknięta, a nawet do tych, które pozostały otwarte, niektórzy rodzice nie zdecydowali się posłać swoich dzieci ze strachu przed czymś, co w sieci nazywane było „krwawym piątkiem” albo „czarnym piątkiem”.Mogło to być internetowym challenge’em, zorganizowaną akcją, inspiracją albo po prostu falą naśladownictwa. Niezależnie od tego, czym dokładnie było, skala piątkowych zdarzeń przeraża.Co takiego dzieje się z naszymi dziećmi? Jak to się mogło stać? Takie pytania wybrzmiewały pod koniec tygodnia. Rzeczywiście, przecież nikt nie mógł się tego spodziewać, prawda? Otóż fałsz. Organizacje zajmujące się zdrowiem psychicznym dzieci oraz eksperci, psychiatrzy, psycholodzy, terapeuci od lat alarmowali, że sytuacja, jeśli chodzi o psychikę polskich dzieci, jest tragiczna.O tym, jak źle jest w polskiej psychiatrii dziecięcej, wiemy nie od dziś. Powstało wiele wstrząsających reportaży dziennikarskich pokazujących od kulis, jak bardzo system nie działa. Były apele, wielkie słowa wygłaszane przez polityków, obietnice, z których niewiele wynikło. Eksperci mówią: agresja jest oczywistym kolejnym krokiem. Nasze dzieci już się samookaleczały, popełniały samobójstwa. Pojawiały się nawet internetowe challenge’e zachęcające do odebrania sobie życia. A teraz niektórzy najmłodsi skierowali przemoc wobec innych.Czytaj też: Zwabiła żołnierza do mieszkania i zabiła. Miała tylko 14 latKto jest winny?„Nie ma potwierdzonych dowodów, że te zdarzenia, które miały miejsce, są częścią skoordynowanej operacji lub internetowego challenge’u”, napisał w serwisie X wicepremier Krzysztof Gawkowski. Choć oczywiście nie możemy wykluczyć takiego scenariusza, w którym mielibyśmy do czynienia z kolejnym przejawem wojny hybrydowej.„Ja bym nie wykluczył, że jednak, będąc na wojnie hybrydowej, koincydencja tych zamachów nie musi być koniecznie przypadkowa. Ona może być związana z działalnością w sieci służb rosyjskich. To jest może niepotwierdzone, ale też niewykluczone i tego bym nie bagatelizował, bo wiem, że Rosja może posunąć się do najgorszych rzeczy”, stwierdził wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski w „Faktach po Faktach” TVN24. O tej hipotezie mówili również inni politycy, z którymi rozmawiałam w tym tygodniu w Sejmie.Jeśli nasze dzieci faktycznie uległy choremu internetowemu wyzwaniu albo okazały się podatne na manipulacje obcych służb, trzeba sobie zadać pytanie: kto ponosi za to winę? I odpowiedź jest tu niestety prosta. My, dorośli.Choć oczywiście wygodniej byłoby znaleźć zewnętrznego sprawcę, ruskiego agenta, który zmusił nasze dzieci do tego, by uzbrojone próbowały wejść do szkoły i zrobić komuś krzywdę. Prawda jest jednak taka, że my, dorośli, w żaden sposób nie przygotowaliśmy ich ani nie zabezpieczyliśmy przed szkodliwymi i drastycznymi treściami, na które są narażone w sieci.Wrzuciliśmy dzieci do internetu i co? Wydawało nam się, że dajemy im dostęp do całej wiedzy tego świata, dzięki czemu wyjdą stamtąd mądrzejsze? Zamknęliśmy oczy na to, jak działają algorytmy platform cyfrowych, choć przecież już dawno wiemy, że są nastawione na to, by za pomocą skrajnych emocji zatrzymywać odbiorcę jak najdłużej. A te emocje najłatwiej wywołać treściami przemocowymi, nienawistnymi, pokazującymi krzywdzenie innych ludzi i zwierząt, a także chorymi filmami generowanymi przez sztuczną inteligencję.Czytaj też: Zarzuty i wniosek o areszt dla 19-letniego nożownika z OstrołękiDSA i weto prezydentaMieliśmy w ręku narzędzie, a mianowicie ustawę wdrażającą unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA), która miała dać możliwość skuteczniejszej walki z pornografią, pedofilią, dezinformacją i mową nienawiści w sieci. Prezydent Karol Nawrocki zawetował tę ustawę w styczniu tego roku, zarzucając jej cenzurę. W tle kryły się oczywiście interesy wielkich firm technologicznych, które, jak pokazują badania i wyroki sądowe, doskonale wiedzą, jak uzależniające są ich algorytmy dla młodych użytkowników. Mimo to nie robią nic, by ograniczyć to zagrożenie, tylko pomnażają swój i tak już niewyobrażalnie duży kapitał.W tym tygodniu ustawa ponownie znalazła się w Sejmie, który ją przyjął. Posłowie PiS wstrzymali się od głosu, co daje nadzieję, że może tym razem prezydent nie sięgnie po weto. Nie jest to jednak moment na wykorzystywanie tragedii do wzajemnej walki politycznej. Choć, co ogromnie smuci, niektóre media wspierające opozycję postanowiły wykorzystać te wydarzenia do zwiększania zasięgów, podsycania paniki i apelowania, by dzieci zamykać w domach. Pojawiły się też, powiem wprost, bzdury o rzekomej lewackiej ideologii, która miała skłonić młodych sprawców do popełnienia przestępstw.Dyrektor szkoły pod Wyszkowem, w której zginęła 37-latka, relacjonuje przebieg tragicznych wydarzeń. Piętnastolatek, który wszedł do szkoły uzbrojony, miał na kasku przymocowaną kamerkę, chciał relacjonować swój atak. Dyrektor opowiada, że chłopiec zachowywał się tak, jakby został odłączony od rzeczywistości. Kiedy udało mu się go obezwładnić, piętnastolatek zaczął przepraszać i mówić, że nie chce już tego robić. Prosił dyrektora o pomoc, chciał, żeby go przytulił.Co się dzieje w głowie dziecka?Mnie samej, jako mamie, szalenie trudno czyta się te relacje. Chłopiec, rzecz jasna, popełnił potworną zbrodnię i powinien ponieść jej konsekwencje. Nie sposób jednak nie zastanawiać się, co musiało dziać się w głowie wciąż jeszcze dziecka, które dopuściło się tak straszliwego czynu, a potem samo szukało pocieszenia.Jeszcze w czwartek premier Donald Tusk mówił, że zarówno 19-letni sprawca z Ostrołęki, jak i 15-letni sprawca spod Wyszkowa mogli sami być ofiarami przemocy psychicznej. Dziś wiemy również, że obaj doświadczali przemocy we własnych domach. I choć nic z tego nie usprawiedliwia ich czynów, musimy poważnie zastanowić się nad tym, dlaczego nie jesteśmy w stanie pomóc takim dzieciom, zanim będzie za późno.Z ogromnym smutkiem czytam również groźby i wyrazy nadziei, że młodego zabójcę spotka krzywda w miejscu, do którego trafi. Ludzie wręcz fantazjują o tym, że powinien być bity i maltretowany. I tak właśnie nakręca się spirala przemocy i nienawiści.Mamy też dodatkowy wątek całej sprawy, związany z ogólnopolską paniką, która ogarnęła społeczeństwo w czwartkowe popołudnie. Platformy cyfrowe, a także zamknięte grupy rodzicielskie na komunikatorach internetowych, zalewane były niezweryfikowanymi doniesieniami o tym, co miało wydarzyć się w piątek. Ludzie udostępniali sobie screeny niewiadomego pochodzenia i relacje rzekomo dobrze poinformowanych osób. Jak wspomniałam wcześniej, niektóre media podchwyciły te emocje i dodatkowo podsycały poczucie zagrożenia.Cała sprawa pokazała, jak niewielką mamy odporność społeczną w sytuacji, w której pojawiają się lęk i dezinformacja. Wystarczyły niepotwierdzone informacje, krążące w sieci pogłoski i poczucie zagrożenia dotyczącego naszych dzieci, żeby uruchomić falę przerażenia na ogólnokrajową skalę.I nawet jeśli sprawa nie miała żadnych wschodnich powiązań, co sugerowali niektórzy politycy i eksperci, warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie. Jeśli wrogie nam służby przyglądały się temu, jak reagujemy, a trudno wyobrazić sobie, by nie interesowały się takim wydarzeniem, mogły wyciągnąć z tej sytuacji cenną lekcję. Zobaczyły, jak łatwo, wykorzystując strach i rozpowszechniając niezweryfikowane informacje, można doprowadzić do chaosu i niekontrolowanej paniki.Czytaj też: Koniec bezkarności w sieci? Sejm przyjął ustawę o blokowaniu treści