Alfabet Oczkosia. Każdy alfabet ma swoje litery szlachetne: „A” jak asystentka, „B” jak bezstronność, „C” jak cnota. Są też litery trudniejsze. „U” jak uczciwość odpada, bo jest dla niej coraz mniej wolnych miejsc w polityce. Zostaje „U” jak ucieczka. Po zagranicznemu escape. To litera uniwersalna, bo kryje się w niej i unik, i układ, i unieważnienie, a patrząc na światową politykę, także Utrata Kontaktu z rzeczywistością. Ucieczka od odpowiedzialności to w Polsce sport narodowy, zaraz po narzekaniu na pogodę, ale przed piłką nożną, w której przynajmniej czasem ktoś wygrywa, ale bez szaleństw, bo i tak zaraz przegra. Mamy w nim wybitnych zawodników. W tym dwaj z ekstraklasy, Ziobro, korespondent TV Republika w USA i Romanowski chyba nie korespondent i chyba nie w USA. Obaj trenowali na tym samym obiekcie, w Budapeszcie, ale manager zmienił klub w trakcie sezonu, a w zasadzie managera zmienili.Immunitet, zwany czasem imuniuniu, czyli kamizelka kuloodporna w konstytucjiZacznijmy od podstaw. Immunitet poselski miał chronić posła przed szykanami władzy wykonawczej, żeby mógł głosować zgodnie z sumieniem i nie bał się, że ktoś mu w nocy zapuka do drzwi. Idea piękna, wzniosła, wręcz hymniczna. W polskiej praktyce immunitet stał się czymś w rodzaju abonamentu premium: płacisz mandatem, a w pakiecie dostajesz wrażenie, że prawo to bardziej sugestia niż przepis.Metoda jest prosta. Najpierw mówimy: „to polityczne polowanie”. Potem: „nie uznaję tego organu”. Potem: „chętnie się stawię, ale dopiero gdy wróci praworządność, czyli gdy wrócimy do władzy”. To trochę jak wezwanie do dentysty z odpowiedzią „przyjdę, jak wymyślą zęby, które nie bolą”.Czytaj też: T jak Tradycja Polityczna (zasadniczo i pobieżnie)Geografia jako forma obronySkoro immunitet się skończył, trzeba było przejść do sztuki wyższej, czyli do kartografii stosowanej. Zasada jest taka: jeśli prokurator jest w Warszawie, ty musisz być gdzie indziej. Najlepiej tam, gdzie prokurator ma gorszy zasięg, a gospodarz lubi gości z Polski tak samo, jak lubi dokuczać Brukseli.Wybór padł na Węgry. Marcin Romanowski dostał tam azyl już w grudniu 2024 roku. Rok później dołączył do niego Zbigniew Ziobro, który w listopadzie 2025 roku zameldował się w Budapeszcie, gdy sprawa jego immunitetu zrobiła się poważna. Według zapewnień jego obrońców azyl dostał 22 grudnia, a zatem na gwiazdkę. Jedni dostają skarpety, inni status uchodźcy politycznego w państwie członkowskim Unii Europejskiej. Skądinąd to pierwszy w historii przypadek, w którym uciekinier z Unii szuka schronienia… w Unii. To jak schować się w toalecie w McDonaldzie i rano poprosić o azyl w USA.Argumentacja była niezwykle poruszająca: w Polsce, kraju, w którym można swobodnie krytykować rząd w telewizji, radiu, internecie i na każdym rodzinnym obiedzie, ścigają się „polityczne represje”. Ludzie uciekający przed prawdziwymi reżimami pewnie czytali to z szacunkiem i lekką konsternacją. W Polsce obowiązuje domniemanie niewinności. Problem w tym, że domniemanie niewinności najlepiej działa, gdy podejrzany raczy zjawić się w sali. W przeciwnym razie sąd musi domniemywać też, gdzie on w ogóle jest.W kraju, gdzie azyl jest elastyczny jak guma w majtkachDziś wiemy, że azyl miał pewną wadę fabryczną, a mianowicie datę ważności zależną od wyników wyborów. W kwietniu 2026 roku na Węgrzech wygrał Péter Magyar i okazało się, że nowy premier ma inne poglądy na gościnność. Zapowiedział, że jego kraj nie będzie schronieniem dla międzynarodowych przestępców, a to zdanie w uszach azylantów musiało zabrzmieć jak „wymówienie umowy najmu z terminem natychmiastowym”.I tu zaczyna się najpiękniejszy fragment tej opowieści, bo pan Ziobro wykazał się refleksem godnym rewolwerowca. Zdążył opuścić Węgry jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego premiera. Wyleciał z Mediolanu do Nowego Jorku, a potem prawicowe media z dumą potwierdziły, że polityk jest w Stanach. Tak oto człowiek, który przez lata mówił o suwerenności, bezpieczeństwie i silnym państwie, znalazł się za oceanem, w kraju, gdzie, jak mówią znawcy, wszystko jest większe, także możliwości zniknięcia.A pan Romanowski? No właśnie na kolegów można zawsze liczyć. Węgry formalnie odebrały status uchodźcy obu panom oraz żonie Ziobry, czyli azyl, który miał być jak wieczysta użytkowanie, okazał się raczej abonamentem na okres próbny. Węgierskie władze unieważniły też podobno dokumenty podróży, co jest szczególnie okrutne wobec ludzi, którzy zdążyli się już nauczyć, że granice służą głównie innym.Czytaj też: List żelazny Romanowskiego. Podwładny Ziobry wpadnie we własną pułapkę?Poradnik: jak uciekać elegancko, czyli kodeks ucieczki w pięciu odsłonachDla potomności, a także dla przyszłych pokoleń polityków, którzy z pewnością to przeczytają, spisałem krótki podręcznik.Pierwsza zasada brzmi: zawsze zacznij od oburzenia. Im głośniejsze, tym lepiej. Oburzenie to tarcza, a przy odpowiednim natężeniu nawet miecz. Gdy zadaje się trudne pytanie, odpowiadaj, że to „niegodne” i że „historia nas rozliczy”. Historia ma tę zaletę, że jest cierpliwa i nie dzwoni o siódmej rano.Zasada druga: zdefiniuj sąd tak, żeby nie był sądem. Jeśli sędzia jest „nielegalny”, to wyrok jest „nieważny”, a wezwanie to „przesyłka od nieznajomego”. Ta metoda jest szczególnie wygodna, bo pozwala nie otwierać kopert. Wszyscy przecież wiemy, że to, co nieotwarte, nie istnieje, tak jak rachunek za prąd.Zasada trzecia: zawsze miej plan B w innym kraju. A najlepiej plan C w jeszcze innym, bo świat jest nieprzewidywalny, a wybory zdarzają się nawet tam, gdzie jeszcze niedawno wydawały się folklorem.Zasada czwarta: wmawiaj, że ucieczka to nie ucieczka, tylko misja. Nie uciekasz, tylko „bronisz się w warunkach równych”. Nie ukrywasz się, tylko „działasz z zagranicy”. Nie unikasz sądu, tylko „czekasz na normalność”. To jak z rozwodem: nikt nie mówi „odszedłem”, każdy mówi „potrzebowałem przestrzeni”. Przestrzeń, jak widać, bywa transatlantycka.Zasada piąta, najważniejsza: miej ludzi, którzy ci klaszczą. Bez publiczności ucieczka jest tylko ucieczką. Z publicznością staje się tournée. Pan Ziobro zaczął występować jako komentator polityczny w telewizji o pięknej nazwie „Republika”, więc kto wie, może to się skończy cyklem reportaży pod tytułem „Sprawiedliwość widziana z Nowego Jorku okiem tajnego …reportera”. Transmisja oczywiście z opóźnieniem, na wypadek gdyby prokuratura podsłuchiwała.Czytaj też: Dziś Sokrates nie przetrwałby pierwszego cyklu newsowegoList żelazny z TyraspolaSą politycy, którzy uciekają przed prokuraturą. Są tacy, którzy uciekają przed prokuraturą na Węgry. I jest Marcin Romanowski, który uciekł przed prokuraturą tak skutecznie, że w końcu napisał do sądu list z miejsca, którego nie uznaje nikt poza Rosją i paroma sąsiadującymi ze sobą mapami.Do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynął wniosek o list żelazny. Z kopii wynikało, że autor przebywa w Tyraspolu, stolicy Naddniestrza. Tak, tego Naddniestrza: prorosyjskiego, nieuznawanego, z własną armią, własnymi znaczkami i supermarketem o nazwie „Sheriff”. Człowiek, który latami wołał o suwerenność i obronę cywilizacji zachodniej, wysyła list z miejsca, gdzie cywilizacja zachodnia przyjeżdża głównie na wycieczki szpiegowskie.Sąd mówi „tak”, wszyscy mówią „co?”Najlepsze jednak dopiero przed nami. Sąd wydał list żelazny. Nieprawomocnie, ale wydał. Bez wielomilionowego poręczenia majątkowego, które zwykle towarzyszy takim decyzjom. Mecenas Dubois powiedział, że jako adwokat się cieszy, a jako prawnik ma rozdwojenie jaźni. To rzadkie zdanie, bo zwykle rozdwojenie jaźni jest domeną ludzi, którzy twierdzą, że uciekają, żeby się bronić.W tle jest jeszcze drobiazg: zgodnie z przepisem zaostrzonym przez samo PiS, w śledztwie list żelazny wymaga zgody prokuratora. Prokurator się nie zgodził. Czyli PiS napisało przepis, który miał nie dopuścić do takich sytuacji, a potem jego człowiek stanął w kolejce właśnie po to, żeby się pod ten przepis podłożyć. To jakby kupić pitbulla, nauczyć go gryźć i dziwić się, że ugryzł właściciela. Szczytem finezji byłoby, gdyby pitbull jeszcze odwołał się do przepisów o ochronie zwierząt.Minister Żurek odpalił się jak rakietaFilm akcji. Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości, siedzi w gabinecie. Premier mówi, że według służb Romanowski jest w Naddniestrzu na 99 procent, a tu przychodzi decyzja sądu. Reakcja ministra była taka, jakby mu ktoś zjadł obiad, wypił herbatę i jeszcze odpisał na jego maile, podpisując się cudzym nazwiskiem.Żurek nazwał sędziego „neosędzią ze stajni Ziobry”, wskazując na jego awans przez, jak to ujął, upolitycznioną neo-KRS. Zapowiedział, że prokuratura złoży zażalenie. Dodał, że nie ma i nie będzie bezkarności dla ludzi Zbigniewa Ziobry. A to, co zrobił sąd, nazwał szczytem hipokryzji, bo Romanowski, jak twierdzi minister, ucieka, ukrywa się w Naddniestrzu i drwi z organów ścigania, posługując się fałszywą tożsamością.Fałszywa tożsamość, Naddniestrze, list żelazny od sądu z kolegium Ziobry. Gdyby to był serial, Netflix odrzuciłby scenariusz z uwagą: „zbyt nieprawdopodobne, proszę wrócić do realiów”. A to nie fikcja, tylko kolejny tydzień w polskim wymiarze sprawiedliwości.Czytaj też: List żelazny dla Romanowskiego. Prokuratura zaskarżyła decyzjęObrońca ma planObrońca Romanowskiego, mecenas Lewandowski, zapowiedział, że jego klient chce się bronić „na uczciwych warunkach w Polsce”. Piękne zdanie, godne tablicy w Sejmie i Senacie. Jest tylko jeden drobiazg: uczciwe warunki w Polsce wymagają obecności w Polsce. Nie jest to wymysł Żurka ani Tuska, tylko, jak to mówią prawnicy, „generalna zasada procesowa”. A w wolnym tłumaczeniu: nie da się odpowiadać przed sądem, siedząc na kanapie w Tyraspolu i patrząc jak minister się wścieka w telewizorze.Podsumowanie, czyli słownik pojęć nowychNa koniec słowniczek, bo kraj się zmienia, a język nie nadąża.Ucieczka: w dawnej Polsce coś, co robiło się przed wrogiem. Dziś coś, co robi się przed własnymi przepisami.List żelazny: wyjątkowa łaska państwa, o którą można prosić z dowolnego miejsca na świecie, najlepiej takiego, gdzie nikt cię o nic nie zapyta.Hipokryzja: zjawisko występujące, gdy ten, kto pisze przepis, jako pierwszy próbuje się spod niego wykręcić.Tyraspol: miejscowość, z której pisze się wnioski o uczciwość.