Obiecał wsparcie i pomoc. Kanclerz Friedrich Merz, składając wizytę w Kijowie mimo zagrożenia rosyjskimi atakami, potwierdził niezachwiane poparcie Niemiec dla Ukrainy i wysłał Moskwie sygnał, że nie pozwoli się zastraszyć – pisze niemiecka prasa. „Sueddeutsche Zeitung” zaznacza, że wizyta w stolicy Ukrainy była „sygnałem solidarności”, którego znaczenie trudno przecenić. Udając się do Kijowa, Merz chciał potwierdzić „niezachwiane poparcie” Niemiec dla Ukrainy – pisze Katharina Riehl. Przypomina, że wsparcie dla zaatakowanego przez Rosję kraju było w ubiegłym tygodniu głównym tematem programowego przemówienia poświęconego NATO.Poparcie dla Ukrainy przestało być w niemieckim społeczeństwie oczywistością, mimo bardzo realnego zagrożenia ze strony Rosji. Świadczą o tym wyniki niedawnych wyborów do lokalnych parlamentów w Saksonii-Anhalcie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim, w których prorosyjska AfD osiągnęła dobre wyniki.„Wizyta w Kijowie jest czymś więcej niż tylko polityką symboliczną. Kanclerz obiecał nową pomoc wojskową, której Ukraina przed początkiem piątej zimy w warunkach wojny pilnie potrzebuje” – czytamy w „SZ”.„Upadek rządu katastrofą dla Zełenskiego”Zdaniem komentatorki podróż do Kijowa jest dla Merza także „próbą wyjścia z politycznej defensywy”. Perspektywy koalicji rządowej są „tak niepewne, jak nigdy wcześniej”, a nieufność między CDU/CSU i SPD stawia pod znakiem zapytania skuteczne przeprowadzenie reform. Nawet wśród chadeków ocena własnego kanclerza jest krytyczna.„Kanclerz od polityki zagranicznej ma za zadanie dodać trochę blasku kanclerzowi od polityki wewnętrznej. Czy to się uda? Wątpliwe. Jedno jest pewne – upadek rządu CDU/CSU i SPD byłby katastrofą dla Wołodymyra Zełenskiego i Ukrainy” – pisze w konkluzji komentatorka „Sueddeutsche Zeitung”.„Merz musi pozostać kanclerzem”„Dziękuję” – pisze Gordon Repinski w „Die Welt”. Komentator przyznał, że Merz popełnił jesienią wiele błędów, stając się „najmniej popularnym kanclerzem wszech czasów”. Reforma systemu emerytalnego nie posuwa się naprzód, a budżet się chwieje. „Pomimo to Merz musi pozostać kanclerzem” – uważa Repinski.Jego zdaniem głównym argumentem jest skomplikowana sytuacja międzynarodowa – bezpośrednie zagrożenie Niemiec i Europy ze strony Rosji Putina, w tym hybrydowe ataki na terytorium Niemiec.„Populizm w Europie, prawicowy i lewicowy, kokietuje wyborców możliwością ograniczenia pomocy dla Ukrainy. Do tego nawołują i AfD, i Lewica w Niemczech. To podła gra skierowana przeciwko fundamentom bezpieczeństwa Niemiec” – ocenia „Die Welt”.Za godne podziwu Repinski uznał to, że Merz, mimo sukcesów AfD, nie wycofuje się „ani o milimetr” ze swojego stanowiska w sprawie Ukrainy. Upór, będący cechą jego charakteru, w polityce wobec Ukrainy przynosi najlepsze rezultaty. „Mówiąc krótko – panie Merz, dziękuję” – pisze Repinski.Komentator ostrzegł, że jeżeli rząd Merza upadnie i dojdzie do przedterminowych wyborów, presja na zmianę stanowiska wobec pomocy dla Ukrainy znacząco wzrośnie. Zwycięstwo AfD doprowadziłoby do zwiększenia wpływów Rosji. Wówczas w Europie należy spodziewać się efektu domina: jeżeli Niemcy zakwestionują swoje poparcie dla Ukrainy, inni mogą pójść w ich ślady. Pozycja militarna Ukrainy gwałtownie by się pogorszyła. Wyniki przyszłorocznych wyborów we Francji i w Polsce mogą dodatkowo wzmocnić tę niekorzystną tendencję.„Jeśli Niemcy upadną, upadnie Europa”„Frankfurter Allgemeine Zeitung” podkreśla, że głównym celem Putina jest „odcięcie Ukrainy od politycznej, finansowej i wojskowej pomocy z Europy”. Największa pomoc płynie do Ukrainy z Niemiec. Jadąc do Kijowa, Merz „potwierdził trwałą gotowość do kontynuowania pomocy”. Putin dobrze zna formułę Merza: „Jeżeli Niemcy upadną, upadnie Europa, a wtedy upadnie też Ukraina”.Zdaniem „FAZ” Putinowi wydaje się, że z Niemcami „pójdzie mu łatwo”. W przeciwieństwie do Putina Niemcy nie traktują wojny jako instrumentu polityki – wręcz przeciwnie, chcą jej za wszelką cenę uniknąć.Niemcy wykazują „umiarkowaną” gotowość do obrony swojego kraju i sojuszników z użyciem broni. Demonstracje przeciwko obowiązkowej służbie wojskowej, niewyobrażalne w Moskwie, są „muzyką dla uszu” Putina. Na postawę Niemców wpływają także poczucie winy za II wojnę światową, romantyczne idealizowanie Rosji oraz strach przed wojną atomową, co Putin umiejętnie wykorzystuje.Kanclerz ma rację, zapewniając Putina, że próby zastraszenia Niemiec spotkają się ze zdecydowanym sprzeciwem. „Wiele wskazuje na to, że Kreml podczas tej zimy ma zamiar rzucić Ukrainę na kolana. Nie wolno do tego dopuścić. W Ukrainie toczy się walka o bezpieczeństwo i wolność Europy i Niemiec. Ukraińska wojna obronna zasługuje na maksymalne wsparcie” – pisze w konkluzji „FAZ”.Czytaj także: Były kanclerz Niemiec ma nową fuchę w Rosji. Zajmie się sklepami