Ćwiczenia zakończyły się potworną tragedią. Rutynowy lot z Tel Awiwu do Nowosybirska w Rosji zakończył się jedną z najbardziej szokujących katastrof lotniczych początku XXI wieku. Nad Morzem Czarnym pasażerski Tu-154M został trafiony rakietą wystrzeloną przez zestaw przeciwlotniczy S-200B. Odłamki rozerwały poszycie maszyny, a samolot runął do wody. Na jego pokładzie było 78 osób, w tym sześcioro dzieci. Większości ciał nie odnaleziono. Był 4 października 2001 roku. Świat żył jeszcze zamachami Al Kaidy na USA z 11 września. W atmosferze nadzwyczajnych środków ostrożności z lotniska Ben Guriona w Tel Awiwie, kapitan Jewgenij Wiktorowicz Garow (mający niemal 11 tysięcy godzin nalotu) punktualnie o godz. 7:58 wystartował do Nowosybirska w Rosji. Na pokładzie Tu-154M linii Sybir Airlines znajdowało się łącznie 78 osób, w tym 12 osób załogi i 66 pasażerów. Ci ostatni byli obywatelami Izraela (40 osób) i Rosji (26 osób). Część wracała do kraju po odwiedzinach u bliskich, którzy wyemigrowali z rozpadającego się Związku Radzieckiego. Drudzy lecieli, aby spotkać rodziny, pozostałe w starej ojczyźnie. Przez ponad półtorej godziny lot przebiegał spokojnie, pogoda była idealna, a załoga nie zgłaszała żadnych problemów. przeleciała nad Izraelem, Cyprem i Turcją, kierując się międzynarodowym korytarzem powietrznym B-145 nad Morzem Czarnym. Dokładnie o godz. 9:39 piloci zameldowali minięcie punktu nawigacyjnego Odira i otrzymali zgodę na lot na wysokości 11 100 metrów. Ostatnie minuty lotu SBI 1812 Tymczasem na Krymie trwały ćwiczenia ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. O godz. 09:41 z rejonu Teodozji wystrzelono rakietę 5W28 systemu S-200B, przeznaczonego do zwalczania celów powietrznych na dużych odległościach. W ciągu 220 sekund pocisk pokonał 240 kilometrów. Miał trafić w cel ćwiczebny, ale coś poszło nie tak i skierował się ku Tu-154. Dokładnie 09:45:04 kontrolerzy lotu usłyszeli nagłe naciśnięcie przycisku nadawania oraz krótki, nieartykułowany okrzyk z kokpitu. Przez następnych kilkadziesiąt sekund słychać było hałas, okrzyki i ślady gwałtownej walki załogi z nagle powstałą sytuacją awaryjną. Eksperci analizujący nagranie zidentyfikowali fragment słów, które prawdopodobnie brzmiały: „...where'd it hit...” („...gdzie to uderzyło...”). Chwilę wcześniej rakieta wystrzelona z Krymu eksplodowała około 15 metrów nad kadłubem samolotu i mniej więcej 1,5 metra z jego lewej strony. Setki metalowych kulek przebiły poszycie maszyny. Doszło do gwałtownej dekompresji, pożarów i rozległych uszkodzeń konstrukcji. Tupolew nie mógł już lecieć i runął do morza. Strach pomyśleć co czuli w tym momencie ludzie znajdujący się na pokładzie. Czytaj także: Piekło nad Amsterdamem. Zagadkowa tragedia izraelskiego samolotuWidzieli tragedię w powietrzu Na radarach kontrolerów wydarzenia rozgrywały się błyskawicznie. Najpierw zniknął sygnał transpondera Tu-154. Wiadomo już było, że doszło do czegoś strasznego. Bardzo szybko się to potwierdziło. Załoga An-24, lecącego w pobliżu trasy Tupolewa, o godz. 9:46 zawiadomiła kontrolerów, że widziała eksplozję w powietrzu, a także jakiś obiekt spadający do morza i ogień w miejscu katastrofy. Poszukiwania rozpoczęły się natychmiast. W rejon katastrofy skierowano śmigłowce, ratowników i statki. Nie natrafiono na nikogo żywego. Okazało się, że wrak samolotu spoczął na głębokości przekraczającej dwa tysiące metrów. Nie udało się wydobyć rejestratorów lotu. Ratownicy odnaleźli jedynie szczątki maszyny i część ofiar. Zidentyfikowano ciała 14 osób. Ukraina początkowo nie potwierdzała, że to jej wojsko doprowadziło do tragedii. Dopiero dwa tygodnie po katastrofie, zaczęła zmieniać ton. „Tu-154 mógł zostać strącony rakietą ziemia-powietrze, wystrzeloną podczas ćwiczeń ukraińskiej armii na Krymie” – oświadczył Jewhen Marczuk, sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony. Rakieta obrała odrzutowiec za cel Przełom nastąpił dzięki analizie 404 fragmentów samolotu wydobytych z morza. Na wielu z nich znaleziono charakterystyczne ślady po odłamkach. Śledczy natrafili także na metalowe elementy, które nie były częścią Tu-154. Jeden z nich znaleziono w ciele ofiary. Badania balistyczne, chemiczne i radarowe pozwoliły odtworzyć przebieg tragedii niemal sekunda po sekundzie. Wnioski komisji badającej katastrofę były jednoznaczne: samolot został trafiony pociskiem 5W28 systemu S-200 wystrzelonym podczas ćwiczeń wojskowych prowadzonych w rejonie Teodozji na Krymie. Według ekspertów w trakcie lotu utracono kontrolę nad rakietą. Pocisk nie eksplodował w pobliżu celu ćwiczebnego. Zamiast tego obrał kurs, który po kilku minutach doprowadził go w rejon międzynarodowego korytarza lotniczego B-145. System rakietowy śledził Tu-154 aż do chwili detonacji głowicy bojowej. Polska tragedia w Smoleńsku Była to jedna z najtragiczniejszych katastrof lotniczych nad Morzem Czarnym i jeden z najbardziej dramatycznych przypadków omyłkowego zestrzelenia samolotu pasażerskiego w historii lotnictwa. W XXI wieku doszło do jeszcze dwóch katastrof Tu-154, o których mówił cały świat. Dla Polaków, najbardziej tragiczna miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku. Wtedy to samolot z delegacją na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej – z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim na czele oraz m.in. wicemarszałkami Sejmu i Senatu, parlamentarzystami i dowódcy Sił Zbrojnych RP – rozbił się podczas lądowania na lotnisku w Smoleńsku. Zginęło 96 osób. Sześć lat później – 25 grudnia 2016 roku – nad Morzem Czarnym w okolicach Soczi, rozbił się rosyjski wojskowy Tu-154. Wśród 92 ofiar byli żołnierze, dziennikarze i członkowie słynnego Chóru Aleksandrowa. Czytaj także: Mija 16 lat od katastrofy smoleńskiej. Śledztwo wciąż w toku